Trudna walka przed przewoźnikami
Piątek, 16 października 2015 (04:14)Ze Stanisławem Kogutem, senatorem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk
Unia przygotowuje się do otwarcia rynku przewozów pasażerskich w krajach członkowskich. Nasi przewoźnicy mogą konkurować z zachodnimi?
– Zdecydowanie nie. W kwestii przygotowania Zachodu i Polski to jest to tak, jakbyśmy porównali się z Ukrainą. Uważam, że otwarcie rynku jest zaplanowane pod kątem starej Piętnastki. Niemcy mają spółki o wiele lepiej wyposażone w tabor. To samo jest we Francji czy Austrii. Nam jeszcze daleko do nich.
Ale ktoś może powiedzieć, że skoro niemiecki czy czeski przewoźnik zagwarantuje lepszy komfort jazdy, to niech to robi. W Pana ocenie, możemy odpuścić rynek przewozów pasażerskich?
– Na to nie można pozwolić. My, Polacy, powinniśmy kierować się racją stanu. Nie możemy ugiąć się przed przewoźnikami z Zachodu. Ten rynek jest zbyt ważny, żeby go odpuścić.
Otwarcie rynku ma nastąpić w 2019 lub 2020 r. Co trzeba zrobić, żeby nie przespać tego okresu?
– Bez wymiany taboru rywalizacja jest niemożliwa. Więc od tego trzeba zacząć. Kolejna rzecz to ustalenie warunków przetargu pod takim kątem, jak robią to kraje zachodniej części Unii. W Niemczech, kiedy węgiel miało wozić polskie Cargo, to sprawą zainteresował się kanclerz Gerhard Schröder. Mimo że to polska firma wygrała przetarg, to kanclerz stwierdził, że muszą to robić Niemcy. Przedstawiono wtedy Cargo naprawdę trudne warunki.
Pasażerowie narzekają na słaby komfort jazdy. Podziela Pan ten pogląd?
– Błędy można zaobserwować już w samym rozkładzie jazdy. Pociągi w żaden sposób nie są z sobą skomunikowane. Trudno żeby było inaczej, gdy podczas jednego ze spotkań ludzie narzekali na zerwanie sześciu połączeń z Krakowa do Krynicy. Przekierowano je na Oświęcim, z którym związany jest marszałek województwa małopolskiego Marek Sowa. Zapomina się, że to wszystko powinno tworzyć krwioobieg.
Cena biletów dostosowana jest do poziomu usługi?
– Oczywiście, dla pasażerów ceny są bardzo ważne, jeśli nie kluczowe. Te, które obecnie mamy, nie są konkurencyjne. Trzeba jednak pamiętać, że przewozy regionalne muszą być dotowane, bo wszędzie na świecie są deficytowe. Jedynie Indie do nich nie dokładają, ale tam pasażerowie jeżdżą na stopniach, zderzakach czy kominach. No, ale ja bym nie chciał, żeby polski pasażer tak musiał jeździć.
Remont trasy między Warszawą a Łodzią trwał 10 lat. Jego ideą było skrócenie czasu przejazdu. Jak się okazało, szybciej pojedzie tylko jeden pociąg dziennie. Jaki był sens wydawania pieniędzy?
– Bez wątpienia ktoś powinien się temu przyjrzeć. Robienie modernizacji 10 lat, czego skutkiem jest szybszy przejazd tylko jednego pociągu, to jest wielki skandal. Niestety, takich przykładów jest mnóstwo. Bywa też tak, że po remontach czas jazdy zamiast się zmniejszyć, to się zwiększa. Kwestię trasy Warszawa – Łódź powinni podjąć komisarze unijni. Przecież ten remont sfinansowano z pieniędzy unijnych.