Górnictwo na skraju przepaści
Czwartek, 15 października 2015 (15:43)Z Jarosławem Grzesikiem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Panie Przewodniczący, niedawno Brzeszcze, we wtorek Ruda Śląska, ale to nie koniec protestów. Jaki jest scenariusz dalszych działań?
– Planujemy przenieść się z naszą akcją protestacyjną do Warszawy, ale nie będzie to jedyny element podejmowanych działań. Innymi słowy, będzie to akcja skoordynowana działaniami wspierającymi w całym kraju. Mogę zapewnić, że akcenty górniczych protestów będą również widoczne w innych częściach Polski.
Czy to oznacza, że nie będą to tylko i wyłącznie protesty górnicze?
– Nie. Nie będą to tylko i wyłącznie protesty górnicze, a w naszą akcję zaangażują się także inne branże.
Działające tylko w ramach NSZZ „Solidarność”?
– Akcja będzie koordynowana przez wszystkie największe centrale związkowe, i to w różnych branżach. Mam na myśli NSZZ „Solidarność”, OPZZ, Forum Związków Zawodowych i WZZ „Sierpień ’80”. Oczywiście w to przedsięwzięcie są zaangażowane także wszystkie związki zawodowe działające w Górnictwie Węgla Kamiennego.
Terminy akcji protestacyjnych są już ustalone?
– Protest w Warszawie planujemy 22 października.
A więc w przeddzień wyborów…
– Dokładnie tak. Po wyborach nie będzie – mam nadzieję – przeciwko komu protestować. Wcale nie ukrywamy, że chcemy zaprotestować przeciwko rządowi koalicyjnemu PO – PSL, który aktualnie jeszcze sprawuje władzę. Tym protestem chcemy również zaapelować do społeczeństwa, do Polaków, żeby na oszustów i krętaczy więcej już nie głosowali.
Górnicy bardzo mocno artykułują, że PO – PSL to rząd antypracowniczy i antyspołeczny. Jakie zarzuty kierujecie pod adresem rządzącej od ośmiu lat koalicji PO – PSL?
– Lista jest długa, ale według mnie największym oszustwem tej ekipy są niespełnione obietnice. Obiecali gruszki na wierzbie, a dzisiaj owocem tych niespełnionych obietnic jest zagrożenie utraty wielu tysięcy miejsc pracy i związane z tym tragedie tysięcy rodzin, szczególnie na Śląsku, ale nie tylko. Tak złej sytuacji pracowniczej w sektorze paliwowo-energetycznym jak obecnie nie było chyba jeszcze nigdy wcześniej. Obietnice rozwiązania problemów w górnictwie zapowiadał jeszcze premier Donald Tusk. Nie dość, że nie zrealizował obietnic, to uciekł do Brukseli na ciepłą posadkę, a tu, na miejscu, zostawił premier Ewę Kopacz, która, podobnie jak jej poprzednik, deklarowała rozwiązanie naszych problemów. Jak wygląda to rozwiązywanie problemów i stan realizacji obietnic złożonych w styczniu, wszyscy dobrze wiedzą. Nowa Kompania Węglowa nie powstała i prawdopodobnie nie powstanie, problem z kopalnią „Brzeszcze” pozostaje nierozwiązany, podobnie jak z kopalnią „Makoszowy”. Katowicki Holding Węglowy jak wyżej, Jastrzębska Spółka Węglowa z krainy mlekiem i miodem płynącej stoi nad przepaścią, bo funkcjonariusze Platformy Obywatelskiej doprowadzili ją na skraj bankructwa i upadłości. Tak niestety wygląda reformowanie polskiego górnictwa przez koalicyjny rząd PO – PSL.
Jest jeszcze szansa, żeby nadrobić stracony czas i uratować polskie górnictwo?
– Z tą ekipą na pewno nie ma na to szans. Tu mogą być kolejne puste obietnice, ale do wyborów nic już się nie wydarzy dobrego i miejmy nadzieję także nic złego. Obawiamy się, że po wyborach to bagno, które pozostawia po sobie Platforma, stanie się jeszcze bardziej grząskie i kolejne problemy zaczną przybierać jeszcze bardziej realne kształty. Mogą się pojawić problemy z wypłatą wynagrodzeń, obawiamy się również, że w tej chwili w zarządach spółek węglowych celowo na zamówienie władzy tłumi się składanie wniosków o upadłość, a po wyborach sprawa znajdzie swój finał.
Jakie nadzieje górnicy wiążą z ewentualną wygraną Prawa i Sprawiedliwości?
– Nowa ekipa nie będzie miała innego wyjścia, jak wziąć się od samego początku do rzetelnej pracy. Nie ma co ukrywać, że będzie to start z dużym balastem ujemnych aktywów i każdy, niezależnie, kto będzie rządził Polską po 25 października, przejmie branżę górniczą w bardzo złej kondycji.
Jak odpowie Pan na zarzuty Platformy, że górnicy stają po stronie opozycji, a wszystkie podejmowane przez was działania są upolitycznione?
– Pytanie brzmi: po czyjej stronie mamy stać? Po stronie tej ekipy, która doprowadziła branżę górniczą do ruiny? Przecież to byłoby śmieszne. Odpowiadając wprost na zarzuty Platformy, powiem, że, owszem, nasze działania są upolitycznione, bo cała branża jest upolityczniona. Górnictwo zależy od tych, którzy tą branżą zarządzają, a są to urzędnicy wykreowani przez polityków. I od tej odpowiedzialności politycy rządzącej opcji nie uciekną. Powtórzę raz jeszcze: nasze działanie jest polityczne, bo my tym ludziom już nie wierzymy, oni już nic dobrego nie zrobią ani dla nas, ani dla Polski. Żadnego cudu już z tą ekipą nie będzie, niech zatem spokojnie odejdą i niech już się nie zajmują tym, o czym nie mają pojęcia, a więc górnictwem, energetyką, przemysłem. Niech już się nie zajmują niczym. Niech odejdą w niepamięć.