Sędzia musi mieć komfort
Czwartek, 15 października 2015 (13:22)Trybunał Konstytucyjny uznał, że minister sprawiedliwości nie ma prawa zażądać dostępu do akt sądowych. Choćby się ludzie żalili do ministra na największe sądowe draństwa, że ich żywcem obdzierają ze skóry – minister niczego nie sprawdzi, niczego nie zbada, bo od akt sądowych mu wara. Co będzie jakiś tam minister w aktach grzebał, to przecież może deprymować sąd i godzić w niezawisłość. Nawet jeśli sprawa jest już prawomocnie zakończona, minister nie ma prawa zajrzeć do akt. Sędzia musi mieć komfort, że nawet jak coś spieprzy, nikt się o tym nie dowie. Na tym, według Trybunału Konstytucyjnego, polega delikatna natura niezawisłości, którą trzeba chronić ponad wszelkie inne wartości.
Można się spodziewać dalszego postępu w tym kierunku.
Na przykład obecność prasy na rozprawach – po co? Żeby się sędzia denerwował, że go gryzipiórek obsmaruje? Wielu sędziów już od dawna goni dziennikarzy z sal sądowych, a wkrótce zapewne Trybunał Konstytucyjny uzna, że obecność prasy na rozprawie przeszkadza sędziemu i godzi w jego niezawisłość, dlatego powinna być zakazana.
A publiczność sądowa – czy ona nie deprymuje sędziego, czy nie może wpływać na jego niezawisłość? Oczywiście, że tak. Publiczność ma na ogół swoje sympatie i antypatie do stron procesowych, ten zachrząka, tamten uśmiechnie się pod nosem i już niezawisłość jest zagrożona. Wielu sędziów już się przed tym broni i wymyśla rozmaite preteksty, by nie wpuścić publiki lub pod byle pretekstem wywalić ją za drzwi. Czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że rozprawy co prawda mają być jawne, ale ochrona niezawisłości wymaga, żeby publiczności na salach sądowych nie było, wystarczy, że wokanda na drzwiach wisi.
A udział adwokatów – to dopiero wpływ na niezawisłość! Adwokaci wręcz trudnią się wpływaniem na niezawisłość, zawracają głowę wysokiemu sądowi, bezczelnie domagają się uniewinnienia albo łagodnej kary dla swoich klientów – czymże to jest, jeśli nie wpływaniem na niezawisłość! Przecież sędzia zna akta i dobrze wie, jaki ma wydać wyrok, nie będzie go adwokat na sali rozpraw pouczał, nie będzie na niego wpływał!
Zresztą sędzia Łączewski niedawno stwierdził, że sprawa powinna być tak przygotowana, żeby proces i wyrok był już tylko formalnością. A skoro formalność – to po licho adwokaci?
Czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego stwierdzające, że konstytucyjne prawo do obrony, owszem, tak, ale wystarczy, jak adwokat na piśmie się wypowie, jego obecność na rozprawie jest natomiast sprzeczna z fundamentalną ochroną niezawisłości sądowej.
Bo niezawisłość jest cienka, delikatna, byle wietrzyk, byle dmuchniecie nią zachwieje.
Jedno mnie tylko zastanawia po orzeczeniu, że minister sprawiedliwości nie ma prawa wglądu do akt sądowych – dlaczego on jeszcze ministrem sprawiedliwości się nazywa, skoro jego urząd ze sprawiedliwością mniej niż piernik z wiatrakiem ma wspólnego.
Skądinąd i sądy ze sprawiedliwością mają wspólnego coraz mniej.
Wpis dostępny na blogAID
Janusz Wojciechowski