• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Czesi zwrócą zagrabione mienie

Czwartek, 8 listopada 2012 (22:02)

Czeska izba poselska ponownie zatwierdziła rządową propozycję restytucji mienia kościelnego. Wcześniej ustawę odrzucił zdominowany przez lewicę Senat. W głosowaniu za uregulowaniem kwestii majątków wspólnot religijnych opowiedziało się 102 deputowanych z liczącej 200 miejsc izby. Przywrócenie dziejowej sprawiedliwości kosztować będzie skarb państwa 5,5 mld euro, ale zostanie rozłożone na 30 lat. Jednocześnie państwo stopniowo przestanie  wypłacać pensje duchownym.

 

Odrzucenie weta Senatu poparła rządząca centroprawicowa koalicja. Posłowie lewicowej opozycji podczas głosowania opuścili salę obrad. Izba poselska przyjęła ustawę po raz pierwszy 14 lipca. Senat zawetował ją 8 sierpnia. Wymagana do ponownego uchwalenia ustawy większość została przekroczona tylko o jeden głos. Koalicja zawdzięcza go dwójce posłów niezależnych. Do rozwiązania nabrzmiałego problemu majątku zagrabionego Kościołom i związkom wyznaniowym dochodzi 21 lat po upadku komunizmu. Zwrot własności dotyczy wszystkich zarejestrowanych wspólnot religijnych. Największe straty po Kościele katolickim poniosły gminy wyznaniowe żydowskie oraz Kościół husycki.

Rząd premiera Petra Neczasa zawarł porozumienie z Kościołami po 20 latach negocjacji prowadzonych przez wszystkie poprzednie rządy od upadku komunizmu. Restytucja mienia kościelnego to największa tego rodzaju operacja od czasu powszechnej reprywatyzacji przeprowadzonej na początku lat 90.

Naprawa krzywd totalitarnego reżimu wobec związków wyznaniowych została rozplanowana tak, aby przebiegała możliwie bezboleśnie. Czeskie państwo zwróci majątek szacowany na 3 mld euro. To 56 proc. dóbr w naturze zagrabionych i znacjonalizowanych przez komunistów. Chodzi o 2,5 tys. budynków, 175 tys. ha lasów i 25 tys. ha ziemi. Za majątek, którego nie da się odzyskać, o wartości 2,5 mld euro, budżet państwa będzie przez następne 30 lat wypłacać odszkodowanie. W latach 2013-2015 wyniesie ono 57,8 mln euro rocznie. Następnie kwota ta będzie obniżana corocznie o 5 procent. Jednocześnie państwo będzie obniżać stopniowo pensje osobom duchownym i pracownikom instytucji kościelnych, aż do wycofania się z finansowania Kościołów w roku 2030.

Sprawa restytucji budzi w Czechach kontrowersje. Podczas parlamentarnej debaty lewicowa opozycja argumentowała, że państwa nie stać na tak „szczodry gest”, ponieważ budżet znajduje się w trudnej sytuacji. Bohuslav Sobotka, przewodniczący Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej, cytował sondaże opinii publicznej, według których 80 proc. Czechów nie popiera restytucji. To oczywiście wynik potwornej laicyzacji czeskiego społeczeństwa, uważanego za jedne z najmniej religijnych w Europie. Wpływa to na relacje państwo - Kościół. Równolegle z negocjacjami w sprawie restytucji trwał emocjonujący opinię publiczną spór o własność katedry katolickiej w Pradze. Zabytkowa świątynia pw. św. Wita, Wojciecha i Wacława została odebrana Kościołowi w 1954 roku i włączona do zasobów administracji zamku na Hradczanach. W 1994 roku Sąd Miejski w Pradze zatwierdził zwrot katedry. Od tego wyroku odwołało się państwo. Odtąd kilkakrotnie w wyniku zmieniających się orzeczeń sądów różnych instancji świątynia przechodziła z rąk do rąk. W 2007 roku Sąd Najwyższy zakończył spór definitywnie, stając po stronie państwa. W tym czasie podnoszono argumenty, że kościelna własność budynku, będącego jednym z symboli czeskiej państwowości i wielką atrakcją turystyczną, oznaczałaby nadmierny wpływ Kościoła na państwo.

Podczas debaty nad restytucją wróciła tego typu narracja. Lewica starała się blokować debatę długimi wystąpieniami i tworzeniem komplikacji formalnych. Koalicja zdecydowała o prowadzeniu obrad bez przerwy, również w nocy, aż do końcowego głosowania, dodatkowo ograniczając wystąpienia posłów do 10 minut. Szefowie opozycyjnych klubów, których nie dotyczyło czasowe ograniczenie wystąpień, usiłowali i tak przeciągać debatę, czytając z trybuny historię Czech, konfliktów religijnych od czasów średniowiecza, a nawet fragmenty Pisma św., które ich zdaniem świadczyły przeciw restytucji mienia. W końcu, już po północy, deputowani opozycji zaczęli opuszczać salę posiedzeń.

Ustawę musi jeszcze podpisać prezydent Vaclav Klaus, który zgłaszał do niej zastrzeżenia. Wątpliwości prezydenta mają jednak inny charakter niż lewicy. Chodzi o to, że ustawa stanowi precedens mogący podważyć tzw. dekrety Benesza, które po II wojnie światowej doprowadziły do wywłaszczenia Niemców sudeckich.

Piotr Falkowski