Kampania nad racjonalnym zarządzaniem
Poniedziałek, 12 października 2015 (21:04)Z Maksem Kraczkowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk
Ewa Kopacz uroczyście ogłosiła zakończenie budowy terminalu LNG i rozpoczęcie rozruchu. Termin ten był wielokrotnie przekładany.
– Myślę, że logika wyborcza zastąpiła u szefowej rządu pragmatykę administrowania zasobami w sposób, który jest uzasadniony potrzebą i czasem. Obawiam się, że tuż po zakończeniu wyborów okaże się, że gazoport wymaga licznych poprawek albo czasu na przeprowadzenie analiz i ekspertyz, a może czasu na wydanie koniecznych zaświadczeń czy pozwoleń. Sytuacja przypomina tę sprzed kilku lat, kiedy to na Euro 2012 szumne otwierano inwestycje, które zaraz po mistrzostwach były poprawiane i zamykane na czas potrzebny do przywrócenia ich do użyteczności publicznej.
Rozruch to dopiero początek. Kiedy terminal będzie działał na najwyższych obrotach?
– To jest dobre pytanie, bo w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej pytań dotyczących tego, czy na pewno technologia związana z wykonaniem instalacji do odbioru gazu została zrobiona w taki sposób, który będzie umożliwiał długoletnie i bezawaryjne wykorzystanie obiektu. Mam nadzieję, że tak. Jednak nie sądzę, aby terminal ruszył szybciej niż w perspektywie kilku miesięcy.
Funkcjonowanie gazoportu wpłynie na obniżenie cen gazu?
– Ta instalacja ma za zadania usprawnić sprowadzanie do Polski surowca energetycznego, podnieść naszą pozycję w ramach negocjacji w kwestii zakupu błękitnego paliwa, które siłą rzeczy co jakiś czas mają miejsce. Przypomnę jednak, że już surowiec został zakontraktowany w ramach kontraktu katarskiego.
Jak terminal przekuć na argument podczas negocjacji z Rosją o dostawach gazu?
– W sytuacji, w której nie jesteśmy przyciśnięci do muru i mamy możliwość pozyskiwania surowca z otwartego rynku i to jeszcze takiego, którego ceny są niskie z tendencją spadkową, mamy możliwość wynegocjowania lepszych stawek niż w chwili obecnej. A jak wiemy, Polska spośród krajów w naszym regionie płaci najwięcej za paliwo sprowadzane do nas z kierunków wschodnich. Dodatkowo możemy otrzymać premię za coś, co nazywamy kryzysami gazowymi, ukraińskimi czy białoruskimi. To podczas nich istniała realna groźba odcięcia Polski od dostaw surowca lub radykalnego zmniejszenia ilości przesyłanego nam surowca. Zawsze tego typu wentyl bezpieczeństwa sprzyja temu, żebyśmy zdywersyfikowali możliwości pozyskiwania surowca.
Negocjacje z Rosją powinniśmy rozpocząć jak najwcześniej?
– Zdecydowanie tak. Przede wszystkim partnerzy europejscy, którzy często powołują się na solidarność europejską w przypadku kiedy trzeba dzielić straty, dziś powinni wspomóc Polskę. Chcemy na poziomie rozmów ekonomicznych uzyskać pozycję równorzędnego partnera w negocjacjach z Federacją Rosyjską. Dziś spotykamy się z próbą ekonomicznego wywierania wpływu na polską gospodarkę przez Kreml, który dyktuje ceny nieadekwatne do sytuacji ekonomicznej.
Ewie Kopacz nie spodobał się pomysł PiS na utworzenie ministerstwa energetyki. Jakie plusy przyniosłoby istnienie tego resortu?
– Plan powołania ministerstwa energetyki był głęboko przemyślany i konsultowany. Polska znajduje się w specyficznej sytuacji geopolitycznej. Wielokrotnie zostało już udowodnione, że energetyka Rosji i Europy często przekłada się na politykę poszczególnych państw. Oczywiście głównie na politykę gospodarczą, ale siłą rzeczy ta oddziałuje na sferę społeczną. Ma wpływ na to, jak funkcjonuje biznes i jak żyją poszczególni mieszkańcy. Ministerstwo energetyki miałoby powadzić politykę w sposób przemyślany, żeby z jednej strony usprawnić pozyskiwanie surowców w dobrych cenach, a z drugiej aby wykorzystać te złoża energetyczne, którymi dysponujemy.