• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Merkel przesądziła o Nord Stream II

Sobota, 10 października 2015 (12:51)

Okazuje się, że środowa debata w Parlamencie Europejskim o budowie dwóch nowych nitek gazociągu pod nazwą Nord Stream II była przede wszystkim robieniem dobrej miny do złej gry.

Przypomnę tylko, że wspomniana debata została zorganizowana na wniosek największej frakcji w PE, Europejskiej Partii Ludowej (EPL), do której należą europosłowie Platformy i PSL.

Wprawdzie debacie nadano tytuł „Podwojenie przepustowości Gazociągu Północnego i skutki dla unii energetycznej i bezpieczeństwa dostaw”, sugerujący, że nie mamy do czynienia z jakimś wyjątkowo niekorzystnym dla UE przedsięwzięciem, ale zdecydowana większość europosłów bardzo krytycznie mówiła o tej inwestycji.

Tak naprawdę z tego zgodnego chóru krytyków wyłamał się tylko przedstawiciel frakcji, w której dominującą siłą jest Front Niepodległościowy Marie Le Pen, która jest znana z prorosyjskich sympatii.

Okazuje się jednak, że przed tą wieczorną debatą na spotkaniu posłów frakcji EPL w PE, na którym głównym gościem była kanclerz Niemiec Angela Merkel, polscy europosłowie pytali ją o stanowisko jej rządu w sprawie nowego gazociągu, wyrażając przy tym głębokie zaniepokojenie tym politycznym projektem.

Merkel zbyła to pytanie, odpowiadając krótko, „że to czysto komercyjne przedsięwzięcie i najważniejsze, że dodatkowy gaz będzie płynął do Europy w wyniku jego realizacji”.

Z tej odpowiedzi wynika jasno, że niemiecki rząd popiera ten projekt i nie zrobi nic na unijnym forum, co mogłoby mu zaszkodzić. Wręcz przeciwnie, będzie się starać, aby całe przedsięwzięcie nie zostało zablokowane przez unijne prawodawstwo.

Przypomnijmy tylko, że na początku września podczas Wschodniego Forum Ekonomicznego we Władywostoku Gazprom podpisał już umowę na budowę Gazociągu Północnego II aż z pięcioma zachodnimi koncernami.

Do wcześniejszych trzech, które podpisały czerwcowy list intencyjny, niemieckiego koncernu E.ON, austriackiego koncernu paliwowego OMV i brytyjsko-holenderskiego koncernu Shell, dołączyły niemiecki BASF i francuski Engie, a w wyniku realizacji umowy ma powstać spółka zajmująca się budową i późniejszą eksploatacją gazociągu, w której – tak jak to rosyjska firma od zawsze praktykuje – będzie miała ona 51% udziałów, a pozostali udziałowcy pakiety mniejszościowe sumujące się do 49%.

Dwie nowe nitki wspomnianego gazociągu będą miały przepustowość wynoszącą 55 mld m3 gazu i mają powstać do końca 2020, co oznacza, że czterema nitkami Gazociągu Północnego Rosja będzie zdolna wyeksportować 110 mld m3.

W ten sposób do krajów Europy Zachodniej może być realizowane ponad 2/3 rosyjskiego eksportu gazu.

Przebieg wspomnianej debaty i wypowiedź komisarza ds. klimatu i energii Miguel Canete dawały nadzieję, że Komisja Europejska podejmie jednak działania blokujące inwestycję Nord Stream II, a przynajmniej przypilnuje, żeby unijne prawo w zakresie ochrony środowiska, zamówień publicznych, wreszcie przepisy tzw. III pakietu energetycznego miały zastosowanie do tej przecież przede wszystkim rosyjskiej inwestycji.

Ale skoro w tym przedsięwzięciu uczestniczą aż dwa duże niemieckie koncerny E.ON i BASF i dzieje się to zapewne przy przynajmniej przyzwoleniu niemieckiego rządu, to trudno sobie wyobrazić, aby te firmy wyrzucały pieniądze w błoto.

Unijne przepisy przepisami, ale skoro ta inwestycja jest dobra dla Niemiec, choć niedobra dla krajów nadbałtyckich, Polski, Słowacji i stowarzyszonej z UE Ukrainy, to – zdaniem Merkel – musi być po prostu zrealizowana.

Dr Zbigniew Kuźmiuk