Dla nich przede wszystkim jesteśmy niewiernymi
Czwartek, 8 października 2015 (14:12)Z ks. abp. Yohannem Petrosem Mouche, arcybiskupem katolickim Mosulu, Kirkuku i Kurdystanu, rozmawia Małgorzata Pabis
Wiemy, że Ekscelencja i diecezjanie Księdza Arcybiskupa przed rokiem przeżyli dramatyczne chwile. Proszę o tym opowiedzieć...
– Z 9 na 10 czerwca fanatycy muzułmańscy należący do ISIS weszli do Mosulu. Armia się usunęła i ludzie zostali skazani na obecność tych fanatyków.
Chrześcijanie i muzułmanie po prostu usunęli się w stronę Kurdystanu wtedy, kiedy fanatycy islamscy zajęli miasto. Trzeba powiedzieć, że w pierwszych dniach Państwo Islamskie okazywało życzliwość wobec chrześcijan. Mówili, że nas kochają, że chcą żebyśmy razem żyli, że nie chcą nam nic złego uczynić.
Później zaczęli oczywiście pokazywać powoli o co im chodzi.
Czyli?
– Postawili nam trzy warunki, które według nich musieliśmy spełnić, aby móc żyć z nimi. Mówili: zostaniecie muzułmanami, czyli musicie się wyprzeć waszej wiary w Chrystusa – jeśli staniecie się muzułmanami, będziecie jak nasi bracia i będziecie mieć wszystkie prawa. Jeśli nie, to będziecie musieli płacić nam podatek. Czyli będziecie jakby niewolnikami i będziecie musieli na nas pracować. My oczywiście jesteśmy osobami wolnymi w Chrystusie i odrzuciliśmy to żądanie, ponieważ nie możemy być niczyimi niewolnikami.
Była i trzecia możliwość. Powiedzieli nam: macie zostawić swoje domy i wszystkie swoje rzeczy i wynosić się stąd. A jeśli nie, to was zabijemy.
6 sierpnia zbombardowali nasze chrześcijańskie miasto Karakosh, położone na terenie starożytnej Niniwy. Oczywiście wtedy wszyscy chrześcijanie zamieszkujący tereny opuścili swoje domy, zostawiając całą swoją własność na pastwę islamistów z ISIS.
90 procent chrześcijan z mojej diecezji, syryjskich katolików z Bartelli, Karakosh i Mosulu, opuściło tereny swojego zamieszkania i udało się w stronę Kurdystanu. Tak więc cała moja diecezja wyjechała, nie wziąwszy niczego z sobą. Oczywiście ideologia Państwa Islamskiego nie jest tożsama z ideologią muzułmanów umiarkowanych, ponieważ oni chcą siłą narzucić wszystkim swoje prawa. Mieliśmy przyjaciół muzułmanów, którzy próbowali nas bronić, ale zostali zamordowani.
Co dziś dzieje się z tymi ludźmi?
– W tej chwili moi diecezjanie są w Kurdystanie. Moja diecezja liczy 12 tys. rodzin, czyli ok. 50 tys. ludzi. To jest największa diecezja wspólnoty syryjsko-katolickiej. Stanowi ona jedną trzecią całej wspólnoty syryjskich katolików w świecie. Cała wspólnota syryjsko-katolicka w świecie liczy 150-160 tys. wiernych. W chwili obecnej sytuacja moich diecezjan syryjskich katolików z tych terenów jest niezwykle ciężka. Przeżywają wielkie trudności materialne i inne, i większość myśli o opuszczeniu kraju.
Mamy też już przecież tysiąc rodzin w Jordanii, która od dawna przyjmuje uchodźców. Ponad tysiąc trzysta rodzin w Libanie, setki rodzin w Turcji, setki rodzin, które już przybyły do Europy, w większości do Francji. Jeśli sytuacja będzie się dalej tak rozwijać, to moja diecezja – tak bardzo rozproszona – praktycznie przestanie istnieć.
Jak możemy Wam pomóc?
– Robię wszystko co możliwe z mojej strony, aby Europa przyjęła moich diecezjan jako wspólnotę, czyli żeby oni byli zjednoczeni po kilka tysięcy w jednym miejscu, żeby mieli swoich księży i żeby mogli podtrzymywać swoją wiarę i swoje zwyczaje.
Kiedy nasz kraj, miejsce, w którym mieszkaliśmy, zostanie wyzwolony spod okupacji islamskich fanatyków, to ludzie bardzo chętnie będą chcieli wrócić na swoje miejsce. Przede wszystkim mając na uwadze, że jesteście ludźmi wiary, katolikami, liczymy na waszą modlitwę.
Oczywiście potrzebna jest także pomoc materialna, szczególnie dla tych moich diecezjan, którzy stracili wszystko. Tym sposobem bezpośredniej pomocy w tej chwili jest przyjęcie iluś tysięcy moich diecezjan i umożliwienie im stworzenia wspólnoty, w której będą mogli podtrzymywać swoją wiarę i swoje tradycje. Oczywiście chodzi o sytuację przejściową do czasu wyzwolenia naszych miast.
Katolicy są tam na miejscu, czy idą z tymi ludźmi, których widzimy na drogach?
– Ja mówię o syryjskich katolikach, którzy są obecnie w Kurdystanie, w Jordanii i w Libanie. Nie idą, są tam na miejscu. Jak ich przyjąć? Rozpoznać? Rozwiązanie jest takie, że syryjscy katolicy – kiedy już zdecydujecie o ich przyjęciu – będą mieć swoje dokumenty stwierdzające, kim są. Jeszcze raz podkreślę, oni nie chcą tu być na stałe. To ma być sytuacja przejściowa. Kiedy wojna minie, oni wrócą do swoich domów.
Ekscelencja ostrzega nas przed tzw. Państwem Islamskim...
– Uważam, że grozi wam również niebezpieczeństwo. I tu nie mówię o muzułmanach w całości, ale o fanatykach z tzw. Państwa Islamskiego (ISIS). Większość z nich to ludzie prości, niewykształceni, którzy są ślepo posłuszni przywódcom realizującym bezwzględnie swoje plany. Oni patrzą na was, na kraje zachodu jako na kraje bluźniercze. Jesteście przede wszystkim niewiernymi. Oni oczywiście bronią swojego boga i jego praw, więc wy jesteście traktowani jako niewierni, dlatego chcą siłą narzucić wam swoją wiarę, abyście się stali wiernymi w islamie. Mogą okazywać wam też początkowo pewną sympatię, życzliwość, podobnie jak i nam, ale przychodzi moment, w którym realizują swoje plany narzucenia wszystkim siłą własnej wiary i ideologii.