• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

„Kat Trójmiasta” - niegodny Powązek

Czwartek, 8 października 2015 (05:21)

Z dr. Maciejem Korkuciem, naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Nie pomogły protesty m.in. prezesa IPN Łukasza Kamińskiego, organizacji kombatanckich oraz patriotycznych i kolejny komunistyczny dygnitarz Stanisław Kociołek spoczął na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Jest Pan zdziwiony takim obrotem sprawy?

– Po tym, jak pogrzebano Wojciecha Jaruzelskiego, zdziwiony już nie jestem, ale przerażony – owszem. W wolnej Polsce Powązki nie powinny być sprowadzane do roli składowiska doczesnych szczątków ani komunistycznych aktywistów, ani ludzi współodpowiedzialnych za zbrodnie tego okresu.

Co dyskwalifikuje Stanisława Kociołka z pochówku w tym szczególnym miejscu i w pobliżu tzw. Łączki, która w dołach śmierci wciąż kryje bohaterów polskiej wolności?

– Raczej zapytajmy, co jest powodem takiej nobilitacji? To, że był wicepremierem PRL? To, że był wysokim funkcjonariuszem partii komunistycznej, czy może to, iż jako karierowicz-aparatczyk współkształtował system zniewolenia i zbrodni oraz czerpał z tego osobiste korzyści? Czego nas uczy nasze państwo, honorując takich ludzi? A może to, że rozpowszechniał komunistyczną ideologię, czego dzisiaj zakazuje kodeks karny?

To, kim był, chyba nie pozostawia złudzeń, a czym była masakra robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r., za którą odpowiada?

– Była brutalnym wystąpieniem sił represyjnych komunistycznego państwa przeciw ludziom domagającym się swoich praw, domagającym się poszanowania ich ludzkiej godności, chcącym uczciwie pracować i żyć w wolnym państwie.

Z jednej strony szukamy pochówków Żołnierzy Niezłomnych, przywracamy pamięć o nich pamięć, a z drugiej traktujemy z honorami ich katów...

– Przede wszystkim wynika z niedojrzałości obywatelskiej albo ze złej woli tych, którzy o tym decydują. Ponadto z niezrozumienia obowiązków, jakie mają wobec społeczeństwa. To nic innego jak przejaw żenującego lekceważenia pamięci ofiar komunizmu i policzek dla tych wszystkich, którzy walczyli o wolność. Powązki powinny być miejscem szczególnie chronionym pod kątem szacunku dla tych, którzy tam spoczywają. Wiele spraw czeka tam na uporządkowanie.

Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem środowisk patriotycznych, że żyjemy w kraju, który nawiązuje bardziej do PRL niż np. do wolnej II RP?

– Powiem tak: Polska jest moją Ojczyzną. Ojczyzna to coś więcej niż państwo. Ojczyzna istnieje nawet wtedy, kiedy państwa nie ma na mapie. Państwo, którego jesteśmy gospodarzami, powinno być godne Ojczyzny i dziedzictwa wielu pokoleń walczących o wolność i niepodległość. Tam gdzie urzędnicy tego państwa nie postępują w duchu szacunku dla Ojczyzny, za każdym razem powinno to być odczuwane zjawisko szczególnie bolesne. Tacy ludzie nie mają elementarnych kwalifikacji do pełnienia swoich urzędów. I z tego należy wyciągać wnioski, również personalne. Wspólnym wysiłkiem powinniśmy budować państwo godne Ojczyzny, godne symbolu orła w koronie.

Wspomniał Pan, że wiele spraw związanych z Cmentarzem Wojskowym na Powązkach wymaga uporządkowania. Prezes Kamiński stanowczo sprzeciwił się chowaniu tam komunistycznych notabli. Jak można uregulować tę sprawę, aby w przyszłości nie dochodziło do podobnych skandali i co sprawia, że idzie to jak po grudzie?

– Potrzeba konsekwentnych działań różnych organów państwa ukierunkowanych na uporządkowanie tych spraw. Nie powinniśmy się godzić, aby z jednej strony przed Sejmem stał dumny pomnik Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, a z drugiej, aby w całej Polsce wciąż straszyły „pomniki wdzięczności” dla Sowietów, którzy i owo Państwo Podziemne, i Armię Krajową zlikwidowali, a swoimi działaniami przekreślili szanse na odbudowę niepodległej Polski. To wszystko wymaga spójnej pracy edukacyjnej i konsekwentnego działania różnych organów państwa w duchu zrozumienia, że tylko naród szanujący własną historię jest w stanie zbudować państwo, które będzie sprawne także w innych dziedzinach. Tylko tak możemy budować państwo, z którego obywatele będą dumni i będą rozumieć, że jest ono ważnym wyrazicielem wspólnoty, której warto służyć.

Warto sobie też odpowiedzieć na pytania: czemu służą podbudowane kłamstwem i pogardą dla ofiar totalitaryzmów honory dla sowieckiego „więzienia narodów” i ludzi pokroju Kociołka czy Jaruzelskiego? Czy uczą tego, że warto być przyzwoitym? A może uczą tego, że warto dla własnego interesu służyć temu, kto jest silniejszy, nawet kosztem życia i wolności współobywateli?

IPN zapowiada likwidację sowieckich pomników w Polsce, które już dawno powinny zniknąć. Dlaczego tak opornie idzie usuwanie reliktów komunistycznych z przestrzeni publicznej?

– To m.in. skutek promowanego przez ostatnie lata zaniku obywatelskiej dojrzałości. Także ciągnące się za nami dziedzictwo peerelowskiej bylejakości, skrywanej pod płytkimi hasłami rzekomej nowoczesności. Również skutek braku edukacji obywatelskiej w szkole. Skutek niezrozumienia, że nauczanie historii ojczystej to nie tylko zwykły przedmiot, ale siłą rzeczy kształtowanie postaw obywatelskich. Poprzez wiedzę o tym, co złe i co dobre, o tym, z których faktów w naszej historii powinniśmy być dumni, a które postaci (jak szmalcownicy, ubowcy czy wspomniani przeze mnie wcześniej działacze) przynoszą nam ujmę, wskazujemy wzory do naśladowania i „antywzory”, przynoszące wstyd. To nie wymaga nachalnej narracji. Wystarczy rzetelny przekaz o faktach.

To, że tak trudno wyrzucić z przestrzeni publicznej relikty komunistyczne, to także efekt braku spójnego nauczania w ramach różnych przedmiotów szacunku dla takich wartości jak Prawda, Sprawiedliwość, Wolność. Można tak wyliczać dalej i dalej. W przestrzeni publicznej powinno być miejsce dla Prawdy, a nie dla promocji sowieckich kłamstw, które uwłaczają naszej narodowej godności. I wszyscy musimy o to zadbać.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki