Ustawa potrzebna, ale...
Czwartek, 8 października 2015 (04:06)Z prof. Janem Szyszko, posłem Prawa i Sprawiedliwości, a także byłym ministrem środowiska, rozmawia Rafał Stefaniuk
Prezydent podpisał ustawę antysmogową. Czekał Pan na tę ustawę?
– Ustawa ta oddaje pełnię władzy w zakresie kultury współżycia ze środowiskiem samorządom. Jest to w mojej ocenie bardzo dobry krok, że w tej kwestii przestanie decydować państwo. Jednak tę ustawę trzeba dopracować w tym, żeby samorząd współuczestniczył w kosztach wymiany piecy, a jak wiemy, to będzie kosztowało. W tej sprawie trzeba im zdecydowanie pomóc. W tym zakresie ustawa ma poważne luki.
Górnicy obawiają się, że ustawa ta doprowadzi do zmniejszenia sprzedaży węgla. Istnieje takie zagrożenie?
– O ile dobrze przygotuje się piece i będą one bardziej efektywne pod względem energetycznym i emisji, to bez problemu można palić węglem. To jest sprawa niezwykle ważna. Natomiast nie wiemy, jak będzie to wyglądało na szczeblu samorządu.
Ustawa precyzuje, kto miałby finansować wymianę pieców?
– To jest sprawa, która powinna zostać zawarta w ustawie. Podjęliśmy na ten temat dyskusję w Prawie i Sprawiedliwości i wnioski są takie, że tę ustawę trzeba będzie znowelizować. Bo jak pan wie, mamy bardzo krytyczne uwagi w tym względzie.
Tak wiem. I to jest podstawą do opinii części komentatorów, że prezydent podpisał ustawę wbrew PiS.
– Uważam to za błędne twierdzenie. Prezydent z pewnością rozważył nakreślane problemy i zapoznał się z nimi. Podjął więc decyzję, którą uznał za najlepszą. Nie róbmy z tego problemu, gdyż ustawę zawsze można zmienić. Andrzej Duda podjął taką decyzję, a my to uszanujmy i mu zaufajmy.
Ustawa będzie wymagała pogodzenia ochrony środowiska i interesów gospodarczych państwa. Wydaje się to trudne.
– Wszystko można zrobić rozsądnie i dobrze, tylko trzeba mieć dobrą wolę i odpowiednią wiedzę. Obniżanie emisji CO2 jest dobrym ruchem i to nie ulega wątpliwości. Natomiast ma pan rację, nie może się to odbywać kosztem najbiedniejszych i gospodarki. Ale to jest problem, który da się rozwiązać.
A nie obawia się Pan, że samorząd może narzucić mieszkańcom wymianę pieców, a to przecież pociągnie za sobą dodatkowe koszty.
– W myśl mojej filozofii, jeżeli samorząd nie będzie reprezentował mieszkańców, to przy następnych wyborach będzie wymieniony na nowy.
To prawda, ale nie można ulegać dyktatowi demokracji.
– W całym układzie wolałbym, żebyśmy uniknęli sytuacji, którą można określić dyktatem, czy to jednej, czy drugiej strony. Mam nadzieję, że dojdzie do dialogu między władzą samorządową a mieszkańcami. To jest najlepsze rozwiązanie.