Strasburskie wystąpienie Tuska czyli „pana Nikt”
Środa, 7 października 2015 (09:58)Wczoraj na sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu odbyło się kolejne wystąpienie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, tym razem miał on przedstawić konkluzje nieformalnego jej posiedzenia z 23 września poświęconego problemowi masowej imigracji do krajów UE.
Zaczęło się od zgrzytu „dyplomatycznego”, przewodniczący Tusk spóźnił się na obrady i po parominutowym oczekiwaniu, przewodniczący PE Martin Schulz zdecydował, że jako pierwszy wystąpi szef Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker.
Ten zaczął najpierw od żarcików ze spóźnienia przewodniczącego Tuska, a później stwierdził, że Komisja wypracowała rozwiązania, które mogłyby długookresowo rozwiązać problemy związane z masową imigracją do UE, ale nie znajduje zrozumienia w Radzie, i tu wymownie popatrzył na Donalda Tuska, który zmieszany właśnie zasiadał na swoim miejscu na sali parlamentarnej.
Samo wystąpienie przewodniczącego Tuska było stosunkowo krótkie i przebijała przez nie bezradność szefa Rady w zetknięciu z poważnymi realnymi problemami powodowanymi przez tysiące imigrantów, którzy codziennie przybywają do Włoch, Grecji i na Węgry.
Padło nawet z jego ust stwierdzenie, że jutro w PE wystąpią kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji François Hollande, to być może przedstawią jakieś ważne rozwiązania w sprawie imigrantów (rzeczywiście dzisiaj w PE jest zaplanowana tzw. debata kluczowa z ich udziałem, choć tak naprawdę nie bardzo wiadomo, dlaczego wystąpi tylko ta dwójka przywódców, a nie szefowie rządów wszystkich krajów UE).
W ten sposób przewodniczący Tusk publicznie potwierdził, że tak naprawdę Radą kieruje duet Merkel – Hollande, a on tylko zwołuje i prowadzi jej posiedzenia, więc trudno od niego wymagać jakiś przełomowych rozwiązań.
Najmocniej atakował przewodniczącego Tuska szef frakcji liberałów wieloletni premier Belgii Guy Verhofstadt, który najpierw prześmiewczo pokazał jedną stronniczkę konkluzji z posiedzenia Rady, a w pewnym momencie zaczął się nawet zwracać do przewodniczącego Tuska, per proszę pana.
Przypomnijmy tylko, że według zapowiedzi prominentnych polityków Platformy i wspierających ich mediów w Polsce, z okresu kiedy Donald Tusk zostawał przewodniczącym Rady Europejskiej, miał być nie tylko – jak go nazywano – „prezydentem Europy”, lecz także bardzo ważną osobą, z którą mieli się liczyć czołowi światowi przywódcy.
Nic takiego nie ma niestety miejsca, Donald Tusk jest coraz częściej traktowany w instytucjach europejskich jak „piąte koło u wozu”, nie rozpoczyna żadnych ważnych merytorycznych dyskusji o problemach UE, nie organizuje konferencji prasowych i prawie nie spotyka się z dziennikarzami.
Ba, coraz częściej europejska biurokracja wspomina z sentymentem poprzednika Tuska na tym stanowisku, byłego belgijskiego premiera Hermana Van Rompuya, który wprawdzie został kiedyś określony przez przywódcę jednej z frakcji w PE Nigela Faraga jako „urzędniczyna w zarękawkach” i „człowiek o charyzmie mopa”, ale teraz okazuje się, że jego wiedza i kwalifikacje są dla naszego byłego premiera wręcz niedoścignionym wzorem.
Zresztą podobne odczucia w stosunku do sposobu funkcjonowania Rady pod przewodnictwem Tuska od dłuższego czasu mają kraje nadbałtyckie i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a nawet mniejsze kraje tzw. starej Unii.
Przywódców tych państw coraz bardziej irytuje, że Tusk uzgadnia nawet agendę posiedzeń Rady najpierw z Merkel i Hollandem, a także główne konkluzje kolejnych szczytów w Brukseli, i to jest dopiero punkt wyjścia do debaty wszystkich przywódców 28 krajów UE.
Coraz częściej dostrzegają to także dziennikarze i eksperci pracujący w Brukseli. Oni także Tuska nie oszczędzają, a ten w rewanżu unika konferencji prasowych, a jak już do nich dochodzi, najczęściej odczytuje tylko komunikaty i nie odpowiada na żadne pytania.
Smutne te spostrzeżenia z PE, kiedy człowiek patrzy, jak przewodniczącego Rady, do niedawna przecież wieloletniego premiera Polski, traktują jak „pana Nikt”.
Dr Zbigniew Kuźmiuk