• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Żywa lekcja historii

Poniedziałek, 5 października 2015 (13:06)

Luzino i Kartuzy były w sobotę widownią nadzwyczaj ciekawych wydarzeń. Mieszkańcy obu tych miejscowości mogli na chwilę przenieść się do 1946 roku, kiedy to na obszarze całej Polski umacniano „władzę ludową”. Dzięki Trójmiejskiej Grupie Rekonstrukcji Historycznej można było na własne oczy ujrzeć odbijanie więźniów politycznych z posterunku UB.

W budynku Gminnego Ośrodka Kultury w Luzinie tuż po wojnie znajdował się posterunek Milicji Obywatelskiej. Na jego tyłach odbyła się zorganizowana przez Trójmiejską Grupę Rekonstrukcji Historycznej inscenizacja. W Kartuzach rzecz wypadła jeszcze bardziej malowniczo, sceną było bowiem obecne Muzeum Kaszub – dawny posterunek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Jest to duży budynek z muru pruskiego, którego balkon przystrojono na potrzeby inscenizacji w portrety Stalina, Lenina oraz czerwoną flagę.

Inscenizację rozpoczął przyjazd dwóch wojskowych gazików z ubekami wiozącymi rannych i zabitych partyzantów. Zwłaszcza na dzieciach duże wrażenie zrobiły krzyki „torturowanych” wewnątrz budynku AK-owców. Nie torturowano ich jednak długo – wkrótce przybyła odsiecz. Dwóch farbowanych ubeków z „jeńcem” wyszło na wabia. Pierwszy strzał był sygnałem do akcji. Na ten znak reszta partyzantów ruszyła do boju. Po krótkiej strzelaninie (na wyposażeniu grupy znajdują się repliki broni z epoki, posterunek zdobyto, a pojmanych przez NKWD kolegów załadowano na wóz i odwieziono do bezpiecznego schronienia…

Nie była to rekonstrukcja konkretnego wydarzenia. Ani w Luzinie, ani w Kartuzach nie rozbito nigdy posterunku. ALE rozbijano je niedaleko – jeden tylko „Żelazny”, podwładny słynnego „Łupaszki”, rozbroił w powiecie kościerskim siedem posterunków milicji i rozbił dwie siedziby Urzędu Bezpieczeństwa! Takie akcje przeprowadzano także w innych powiatach Borów Tucholskich i Kaszub oraz na Wileńszczyźnie, Lwowszczyźnie, Podhalu, w Małopolsce i wszędzie tam, gdzie trwał zbrojny opór przeciwko narzuconej Polakom sowieckiej władzy. W Kartuzach działało natomiast – o czym przypomniał profesor Piotr Niwiński z Uniwersytetu Gdańskiego – wielu współpracowników V Brygady Wileńskiej Armii Krajowej – oczy i uszy majora „Łupaszki” w mieście.

Inscenizacja to jednak nie wszystko, co działo się w sobotę w Kartuzach. Wcześniej odsłonięto pomnik Danki Siedzikówny „Inki” – słynnej sanitariuszki z oddziału „Łupaszki”, która została zamordowana przez komunistów w gdańskim więzieniu na Kurkowej, niemal w przeddzień swych osiemnastych urodzin. Pomnik stoi w miejscu symbolicznym – u zbiegu ulic 11 listopada i 3 maja. Przypomina to w szczególny sposób, że „Inka” oddała życie za wolność swoich rodaków, za niepodległą Polskę.

Uroczystość odsłonięcia pomnika rozpoczęła się Mszą św. w kościele pw. św. Kazimierza. Życie i śmierć „Inki” ksiądz celebrans porównał do historii biblijnego starca Eleazara. Miał on zostać zmuszony przez syryjskiego władcę do zjedzenia wieprzowiny. Przyjaciele przynieśli mu inne mięso, jednak przez wzgląd na zgorszenie najmłodszych wolał on przyjąć męczeńską śmierć, niż uciec się do oszustwa. Także „Inka” wolała wybrać śmierć, niż zdradzenie przyjaciół, a nade wszystko ideałów, którym służyła. Nie błagała też o litość – wprost odmówiła napisania do Bieruta prośby o łaskę. Podanie takie napisał jej adwokat, sfałszowawszy podpis Siedzikówny.

W osobie bohaterskiej sanitariuszki uczczono wszystkich Żołnierzy Niezłomnych – tych, którzy oddali życie za Polskę już po wojnie, po rzekomym wyzwoleniu. Żywa lekcja historii zaprezentowana przez Trójmiejską Grupę Rekonstrukcji Historycznej była znakomitym uzupełnieniem lekcji, którą młodzież odebrała przy pomniku „Inki”.

Jan Kołakowski