• Czwartek, 2 kwietnia 2026

    imieniny: Franciszka, Władysława, Arona

Medialne show wokół synodu

Niedziela, 4 października 2015 (16:31)

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Powstało setki, jak nie tysiące dokumentów kościelnych o ekonomii, społeczeństwie, polityce. A wielu rodzinom ciągle towarzyszy kryzys. Skąd ta wiara wśród niektórych ludzi duchowieństwa i wiernych, że Synod zmieni świat?

– Oczywiście, to nie synod jest w stanie zmienić świat czy tym bardziej wyzwolić, zbawić od zła i kryzysów współczesnych ludzi. Chrystus jest Odkupicielem człowieka i to On jest w stanie wyzwolić człowieka w wielorakich płaszczyznach niewoli. Niemniej synod biskupów, podobnie jak cały Kościół, a więc my wszyscy, jesteśmy wezwani do tego, by analizować znaki czasu, interpretować je należycie i czynić narzędziem zbawienia poprzez współdziałanie z Bogiem. Tego uczył nas w sposób wytrwały św. Jan Paweł II. Przypomnijmy sobie choćby jego adhortację o małżeństwie i rodzinie w świecie współczesnym „Familiaris consortio”. Ona zawierała gruntowną prezentację blasków i cieni współczesnego małżeństwa, po to, by po dokonaniu diagnozy i analizy móc tworzyć profetyczną prognozę – to znaczy wskazywać horyzonty dobrej wizji małżeństwa i rodziny oraz podejmować środki dla ich realizacji.

Mimo wielkich nadziei w licznych grupach katolickich rodzi się obawa, przeradzająca się wręcz w strach, że księża biskupi z krajów zachodnich wymuszą rewolucyjne zmiany w Kościele, takie jak np. udzielanie komunii małżonkom w ponownych związkach, czy zalegalizują rozwody kościelne. Z czego wynikają te obawy? 

– Kiedy spoglądamy na obraz medialny wydarzeń okołosynodalnych, istotnie tworzą się obawy. Niewątpliwie, nie są one bezpodstawne. Konkretne wypowiedzi niektórych hierarchów są wypowiedziami równie dosłownymi jak dwuznacznymi. Niepokoi fakt, że niektórzy z nich wypowiadają się bardzo koniunkturalnie, w środowiskach, które uchodzą za konserwatywne są bardziej wstrzemięźliwi, w kręgach liberalnych poszerzają zakres wieloznaczności interpretacyjnej swoich wypowiedzi. Dla niektórych, a może dla wielu z nas  wsparciem byłby wyrazisty głos samego Papieża. O deficycie takich wypowiedzi świadczy entuzjazm, z jakim przyjmujemy słowa Papieża, jak te ostatnio w Stanach Zjednoczonych. Jednak Kościół nie kieruje się ani sondażami opinii, ani popularnością bądź dezakceptacją w kręgach opiniotwórczych. Kościół jest wsłuchany w głos Ducha Świętego. A Ten znów zaskoczy komentatorów synodalnych z niektórych tygodnikowo-wyborczych kręgów.

Według badań Polacy coraz więcej pracują, a otrzymują niskie wynagrodzenie. Coraz rzadziej można więc spotkać rodziny z 2-3 dzieci. Nasi rodacy w krajach zamożnych decydują się na zawiązanie rodzin wielodzietnych. Synod ma sens bez rozwiązania problemów ekonomicznych znacznej części świata?  

– To bardzo trafna uwaga o konieczności powiązania tematyki otwarcia na życie z kwestią polityki prorodzinnej. Polskie przykłady są tutaj porażająco czytelne. 10 polskich małżeństw rodzi w Polsce 12 dzieci, gdy ich rówieśnicy na Wyspach Brytyjskich 21. To naprawdę nie kwestia klimatu czy ruchu lewostronnego, to kwestia tej prostej sprawy, że tym rodzicom tam, na Wyspach, opłaca się mieć dzieci. Oczywiście, warunki ekonomiczne nie mogą determinować problemu płodności, ale wydaje się, że mówiąc o płodności, zapomina się często o tym wymiarze, który jest nie do pominięcia. Synod, w moim przekonaniu, powinien mocniej, niż to było w pierwszej części, zająć się powiązaniem rodziny i ekonomii.

W przeddzień synodu ks. Krzysztof Charamsa ogłosił, że jest gejem, a jego manifestacja jest formą walki z homofobią w Kościele. W wywiadzie dla jednej z telewizji stwierdził, że nie chce wyrządzić krzywdy Kościołowi. Ściąganie dyskusji o człowieku w stronę homoseksualizmu na dzień przed synodem nie jest wyrządzaniem krzywdy Kościołowi?

– Wypowiedzi Krzysztofa Charamsy świadczą przede wszystkim o jego cynizmie. Człowiek, który od osiemnastu lat jest kapłanem i od osiemnastu lat czynnie uprawia homoseksualizm. Człowiek, który – w tej perspektywie – nie wiadomo, czy godziwie przyjmował święcenia kapłańskie. Człowiek, który przyjmował funkcje, zadania i godności kościelne, wiedząc, że nadaje mu je bądź powierza Instytucja, z którą on pozostaje w nieujawnionym, ale radykalnym sporze. To świadczy, według mnie o oszustwie. Oszustom nie ufam i nie przyjmuję ich słów, są bezwartościowe.

Sprawa ks. Charamsa przyjmuje formę medialnego show

– Szczerze mówiąc, żal mi zawsze bohaterów jednego epizodu medialnego show. To jest temat dziś wygodny dla niektórych mediów. Sam bohater tych newsów zadbał o swoją popularność. Być może stanie się dla środowisk gejowskich bohaterem i męczennikiem za ich sprawę, ale… ale to bardzo żałosny bohater i kiepski męczennik. Zdecydowanie wolę śledzić dyskusje na synodzie niż wypowiedzi okołotematyczne. Jednak mam świadomość, i nią się dzielę, że tak synod, jak i osoba Charamsy, wymagają naszej modlitwy.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk