• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Rząd, który bałamuci ludzi

Sobota, 3 października 2015 (05:08)

Z Markiem Lewandowskim, rzecznikiem prasowym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Prawo i Sprawiedliwość złożyło projekt ustawy „o minimalnej stawce za godzinę 12 złotych”. Jak „Solidarność” ocenia szanse tego projektu w tym Sejmie?

– Jest to propozycja zgłoszona przez opozycję, a więc projekt ten z pewnością nie zostanie uwzględniony. Możemy się spodziewać argumentacji co do braku czasu, co akuratnie jest bałamutne, bo koalicja PO – PSL już wielokrotnie udowodniła w tej kadencji, że w ekspresowym tempie 48 godzin jest w stanie przeforsować chociażby ustawę o lasach. Tak czy inaczej, ze względów politycznych propozycja PiS zostanie odrzucona. Choć z pewnością byłaby to dobra okazja do debaty na forum Sejmu.

Jak NSZZ „Solidarność” w ogóle odnosi się do deklaracji o zmianie stawki godzinowej?  

– Naszym zdaniem, jest to pewien półśrodek. Ważniejsze jest minimalne miesięczne wynagrodzenie. Jeśli bowiem zmienilibyśmy przepisy tak, aby dawały pracodawcom możliwość określania relacji z pracownikiem tylko i wyłącznie o stawkę godzinową, to moglibyśmy mieć sytuację, kiedy pracownicy byliby zatrudniani na godziny, co nie gwarantowałoby nawet minimalnych zarobków na przeżycie i utrzymanie ich rodzin. Jeśli zatem chcemy poważnie rozmawiać o wzroście dochodów pracowników, bo do tego tak naprawdę powinno się to sprowadzać, to należy rozszerzyć dyskusję w odniesieniu do minimalnego miesięcznego wynagrodzenia. Jeśli dzisiejszą stawkę minimalnego miesięcznego wynagrodzenia podzielimy na 160 godzin, to kwota ta wyjdzie bardzo podobna. Stąd w tej propozycji dotyczącej minimalnej stawki za godzinę 12 złotych nie ma nic nowego.

Jak wygląda sprawa stawki minimalnej przy umowach śmieciowych?

– Stawka minimalna przy umowie-zleceniu czy umowie o dzieło to zupełnie inna kwestia, w naszej ocenie dość trudna do przeprowadzenia. Jeśli chodzi o umowę o dzieło, która ma zakończyć się jakimś efektem finalnym, to prawdopodobnie nie ma nawet prawnej możliwości oszacowania stawki godzinowej. Sposób dochodzenia do tego rezultatu, jakim jest dzieło – również dla ludzi, którzy podejmują się takiej pracy – jest bardzo często trudne do określenia. W przypadku umów cywilnoprawnych, co z naciskiem podkreślamy, jest to też kwestia egzekwowania prawa. Inaczej mówiąc, te umowy są stosowane nielegalnie. Dlatego zamiast mówić o minimalnym wynagrodzeniu przy zleceniach, należy mówić o ich legalności, a zatem o ich zwalczaniu, a nie protezowaniu czymś, co nazywamy minimalną stawką godzinową.

Czy mimo wszystko nie jest to swego rodzaju test wiarygodności dla koalicji PO –PSL, która przed wyborami rzuca obietnicami na prawo i lewo?

– Oczywiście jest to pewien test, podobnie jak testem dla całej koalicji rządzącej obecnie w Polsce było odrzucenie wniosku o referendum obywatelskiego w sprawie obniżenia wieku emerytalnego, ochrony Lasów Państwowych czy zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. W mojej ocenie, nie chodzi tu jednak tylko o test, bo zakładam, że PiS składa w dobrej wierze projekt ustawy o minimalnej stawce za godzinę 12 złotych, bo płace Polaków trzeba podnosić jak najszybciej i nie ma co czekać na wynik wyborów i ukonstytuowanie się nowej władzy. To oznacza kilka miesięcy zwłoki, tymczasem można to zrobić szybciej. Jeśli premier Ewa Kopacz, podobnie zresztą jak wszystkie inne ugrupowania w Sejmie są zgodne, że minimalna stawka godzinowa powinna być wyższa, to można to zrobić bez zbędnej zwłoki jeszcze w tej kadencji.

Premier Ewa Kopacz zapowiadała wiele rzeczy, można nawet powiedzieć, że w przedwyborczym amoku jest w stanie obiecać wszystko. Jednak gorzej jest z realizacją. Jak w tym kontekście odczytuje Pan ostatnie hasło Platformy „Silna gospodarka, wyższe płace”?

– Trudno rozmawiać poważnie o jakichkolwiek propozycjach zgłaszanych teraz przez premier Kopacz w sytuacji, kiedy osiem lat jej funkcjonowania jako posła, marszałka Sejmu, a teraz premiera rządu czyni ją zupełnie niewiarygodną. Trudno zatem wiązać z obietnicami premier Kopacz jakiekolwiek nadzieje i wierzyć, że chce cokolwiek poprawić poza notowaniami własnej partii. Ostatnie hasło „Silna gospodarka, wyższe płace” to brzmi jak kpina, zwłaszcza że koalicja PO – PSL i sama premier przez ostatnie osiem lat robiła wszystko, żeby płace Polaków spadały. Wystarczy przypomnieć nowelizację Kodeksu pracy, która de facto odbiera pracownikom płace za nadgodziny. Robiono zatem wszystko, żeby wynagrodzenia Polakom obniżać, a dzisiaj mówi się o ich podwyższaniu. To już nie tylko niekonsekwencja, ale wręcz oszukiwanie i bałamucenie ludzi. Natomiast jak wygląda gospodarka po dwóch kadencjach rządów Platformy, też chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć. Jest takie przysłowie, które mówi, że „lepiej z mądrym zgubić niż z głupim znaleźć”, co tylko pokazuje, że wiarygodność, partner, z którym ma się przeprowadzać różne przedsięwzięcia, są kluczowe. Dla mnie wiarygodność Platformy i premier Kopacz, i koalicjanta PSL jest zerowa.  

Jak płaca minimalna w Polsce wygląda na tle innych unijnych państw?

– Stawka płacy minimalnej w Polsce w porównaniu z innymi państwami jest mocno zaniżona i Polska na tle innych wypada tu bardzo źle. Płaca minimalna w Polsce w stosunku do PKB jest jedną z najniższych w Europie, co pokazuje, że udział płac w funkcjonowaniu polskiej gospodarki dramatycznie spada, a więc jest rażąco niska globalnie nawet w zestawieniu z całą gospodarką. Zeszliśmy tu grubo poniżej 50 proc., podczas gdy średnia unijna jest na poziomie powyżej 50 proc. To dowodzi, że zarobki w Polsce są sztucznie zaniżane, że pracodawcy wykorzystują swoją przewagę i dławią wzrost wynagrodzeń, które powinny rosnąć. Z drugiej strony mamy rekordowo rosnącą wydajność polskich pracowników w porównaniu z innymi nacjami. I gdyby, jak twierdzą eksperci, wynagrodzenia w Polsce w ciągu ostatnich 15 lat rosły proporcjonalnie do wydajności pracy, to dzisiaj przeciętne wynagrodzenie w Polsce byłoby wyższe co najmniej o tysiąc złotych. To jest skala zapaści, a zarazem dystans, jaki mamy do odrobienia po ośmiu latach rządów koalicji PO –PSL. Premier Ewa Kopacz, która dzisiaj usiłuje odciąć się od swojego poprzednika Donalda Tuska i narzucić społeczeństwu retorykę, że odpowiada tylko za rok swojego przewodniczenia Radzie Ministrów, tak naprawdę ma wielki udział w doprowadzeniu Polski i Polaków na skraj ubóstwa.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki