Rok pod patronatem Kopacz
Czwartek, 1 października 2015 (03:02)Z Janem Dziedziczakiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Rafał Stefaniuk
Swoje pierwsze urodziny obchodził wczoraj rząd Ewy Kopacz. Jak ocenia Pan ten okres?
– To był czas kontynuacji złych rządów zapoczątkowanych przez Donalda Tuska w 2007 r. Mimo że poprzeczkę Ewa Kopacz miał ustawioną bardzo nisko, nie udało się jej spełnić oczekiwań części Polaków. Był to też okres ideologicznych zagrywek mających na celu odwrócenie uwagi społeczeństwa od tego, co dzieje się w naszym kraju na co dzień. Pamiętajmy, że to pod patronatem premier Kopacz została przyjęta tzw. konwencja przemocowa oraz projekt ustawy o in vitro, który legalizuje śmierć wielu niepowtarzalnych istnień ludzkich.
Jednak rozpoczął Pan ocenę od przywołania osoby Donalda Tuska.
– Tak, bo w mediach spotykamy się z pewnym zabiegiem propagandowym mającym na celu skłonienie opinii publicznej do rozliczania Kopacz z ostatniego roku. A pamiętajmy, że do wyborów stają dwa ugrupowania, czyli Platforma i PSL, które rządzą Polską od 8 lat. Dla nich to był czas niezachwianej większości w parlamencie oraz wsparcia prezydenta, który każdą proponowaną ustawę podpisywał. Zachęcam więc do przyglądania się rządowi przez pryzmat 8 lat, a nie jednego.
Górnicy, lekarze, rolnicy. Faktem jest, że premier nie trafiła na łatwy okres.
– Ewa Kopacz tylko zebrała plony wcześniejszych 7 lat rządów swojej formacji. Przypomnijmy, że ona w tych rządach aktywnie uczestniczyła. Przez 4 lata była ministrem zdrowia, a przez 3 marszałkiem Sejmu, który uchwalał wszystkie ustawy proponowane przez rząd Donalda Tuska.
Szef rządu przez rok narzekała na brak chęci współpracy po stronie opozycji. Widział Pan wyciągniętą dłoń?
– Słyszałem o wyciągniętej dłoni, ale w praktyce było zupełnie odwrotnie. To premier Kopacz wielokrotnie obrażała przedstawicieli opozycji i prezydenta Dudę. To Ewa Kopacz w kontekście katastrofy smoleńskiej nazwała polityków PiS hienami cmentarnymi. Z kolei o Andrzeju Dudzie mówi, że to prezydent zdalnie sterowany. To nie jest postawa szukająca zgody.
Wczoraj minął również termin styczniowego porozumienia rządu z górniczymi związkami zawodowymi. Ewa Kopacz podsumowała 365 dni swojego rządu zdaniem „To był rok spełnionych obietnic”. Górnicy mogą się pod tym podpisać?
– Myślę, że każdy jest od tego daleko. To był zmarnowany rok dla polskiej gospodarki, tak jak poprzednie 7. Przy tak gigantycznych środkach unijnych, które pewnie nigdy się nie powtórzą, można było zrobić bez porównania więcej. Jeżeli głównym celem rządzenia jest trwanie przy wysokich słupkach sondaży, to skutki tego są opłakane.
Jakie wydarzenie z ostatniego roku szczególnie zapadnie Panu w pamięci?
– Obok niosącej śmierć tysiącom osób ustawie o in vitro i ratyfikacji konstytucji gender największym „sukcesem” premier jest sprowadzanie do Polski tysięcy islamskich imigrantów. Z tego powodu z pewnością zapamiętamy Ewę Kopacz.
Skoro tematem naszej rozmowy jest rząd, to wróćmy do 10 czerwca i niespodziewanej rekonstrukcji rządu. Premier na długo zapamięta nazwisko Zbigniewa Stonogi?
– Najbardziej bulwersujące jest to, że nazwiska, które ujawnił za pomocą swojego profilu na jednym z portali społecznościach Zbigniew Stonoga, były znane prokuraturze wcześniej. Mimo to Ewa Kopacz z premedytacją zaprosiła te osoby do swojego rządu. W jakimś stopniu liczyła na to, że opinia publiczna nie dowie się o ich przeszłości. Kiedy jednak prawda ujrzała światło dzienne, wtedy posypały się dymisje. Ale zwróćmy uwagę, że to nie stało się dlatego, że jej ministrowie byli uczestnikami takich sytuacji oraz wypowiadali takie słowa, ale dlatego, że my dowiedzieliśmy się, jak było. To świadczy o skrajnej hipokryzji tego polityka.
W polskiej tradycji z okazji urodzin składa się życzenia. Czego Pan życzyłby rządowi Kopacz?
– Przede wszystkim odpoczynku od rządzenia. Długiego odpoczynku.