• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Prezydent był jasny, klarowny i stanowczy

Środa, 30 września 2015 (05:11)

Z dr. Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS, wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jak ocenia Pan słowa Andrzeja Dudy podczas 70. sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i słowa: „Twórzmy świat oparty na sile prawa, a nie na prawie siły” oraz zapowiedź prezydenta, że Polska jest gotowa do budowy porządku międzynarodowego, ale opartego na prawie?

– Przyznam, że byłem dumny z tego, że jestem Polakiem żyjącym w kraju, w którym prezydentem jest Andrzej Duda, człowiek, który w przeciwieństwie do swojego poprzednika, nie wypowiada gładkich słów czy – mówiąc wprost – banialuków albo bigosowych dowcipów, ale w sposób jasny, klarowny i stanowczy wykłada polską doktrynę dyplomatyczną. Tak, głównym instrumentem czy orężem polskiej dyplomacji jest dzisiaj domaganie się przestrzegania prawa międzynarodowego. Nie jesteśmy krajem zbyt bogatym i nie mamy możliwości użycia innych instrumentów, czy to siłowych, czy to gospodarczych, w związku z tym musimy się domagać, aby świat przestrzegał prawa międzynarodowego i nie akceptował zmian dokonywanych siłą. To stała doktryna polskiej dyplomacji, tyle że ostatnimi laty była zaniechana, przemilczana i zaniedbana. To dobrze, że prezydent Andrzej Duda, który jest z wykształcenia prawnikiem, ma też sporo doświadczenia na arenie międzynarodowej, bo przypomnę, był europarlamentarzystą, teraz w siedzibie ONZ przypomniał konieczne zasady dotyczące współżycia międzynarodowego, o których nie zawsze świat pamięta, a powinien.    

Pojawiają się też głosy, że w przemówieniu prezydenta Dudy zabrakło odniesień do sytuacji w Syrii, za co, jak wiemy, niemałą winę ponoszą Stany Zjednoczone. Czy jednak pominięcie tej kwestii przez prezydenta Polski, biorąc pod uwagę nasz sojusz z Waszyngtonem, nie było celowe i politycznie uzasadnione?

– Nie zgodziłbym się z tym, że w przemówieniu prezydenta Dudy nie było odniesienia do sytuacji w Syrii, bo przypomnienie zasad dotyczących konieczności budowy porządku międzynarodowego odnosi się także do Bliskiego Wschodu. Przecież prezydent Syrii Baszar al-Assad łamie prawo również wobec własnych obywateli i odniesienie się przez prezydenta Dudę do doktryn prawnych było pośrednio odniesieniem się do konfliktu, który ma miejsce w tamtym regionie świata. Natomiast rzeczywiście bardziej wyraziście wybrzmiało to w kontekście wschodniego zagrożenia i łamania prawa, którego dopuściła się Rosja na Ukrainie. Mam na myśli zarówno przesłanie do Ukrainy, że nie zaakceptujemy zmian dokonanych siłą, jak i skierowane do Rosji, że nie będziemy akceptować jej imperialnej, wojowniczej i militarystycznej polityki.

Jak należy odczytywać obecność prezydenta Dudy przy wspólnym stole z Barackiem Obamą, Władimirem Putinem i Ban Ki Munem?

– Jest to sytuacja wynikająca z pewnych symbolicznych i dobieranych rozwiązań w ONZ. Kolejność wystąpień głosuje się i daje się wariantowo. Prezydent Andrzej Duda miał do wyboru wystąpić albo w pierwszym dniu sesji zgromadzenia ogólnego ONZ zaraz po prezydencie Baracku Obamie, albo w innym dniu. Powiedzmy sobie uczciwie, że wystąpienie po prezydencie Stanów Zjednoczonych ma swoje plusy i minusy. Wiadomo, że Barack Obama jako lider wolnego świata zawsze ściąga uwagę i każdy, kto przemawia po nim, może dużo stracić, bo zainteresowanie może być mniejsze. W tym wypadku dobrze się złożyło, że po prezydencie Obamie i prezydencie Dudzie mieli występować prezydent Chin i prezydent Rosji, w związku z czym znaczna grupa polityków i dyplomatów była zainteresowana tymi wystąpieniami. Inna sprawa, że przemówienie prezydenta Dudy było ciekawe. Natomiast to, że Andrzej Duda siedział podczas bankietu przy głównym stole i wymienił się toastem szampana z głównymi aktorami światowej sceny politycznej, jest pozytywnym sygnałem bardzo korzystnym dla Polski i dla prezydenta, szczególnie dla prezydenta, który rozpoczyna swoją kadencję. Daje to możliwość poznania siebie innym przywódcom, ale również świat ma okazję poznać nowego prezydenta Rzeczypospolitej. Dyplomacja to pewna gra, a my nie prowadzimy przecież wojny z Rosją i jako państwu zależy nam na w miarę normalnych kontaktach. To Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą i to Rosja doprowadza do napięć z innymi państwami, o czym może świadczyć chociażby ostatnio prowokacja z udziałem ambasadora Rosji w Polsce. My pokazujemy twarz normalnego państwa, przywódcy, który podczas rutynowych spotkań międzynarodowych zachowuje się elegancko, dostojnie, poważnie i nie wykazuje wrogości, którą chcieliby nam udowodnić Rosjanie i przedstawić Polskę jako kraj i naród chorobliwie rusofobiczny, antyrosyjski.

Czy można powiedzieć, że wraz z prezydentem Andrzejem Dudą rozpoczyna się nowy, lepszy czas dla polskiej polityki zagranicznej, gdzie nie będziemy jedynie przedmiotem rozgrywek, a podmiotem w wymiarze globalnym?

– Koniunktura międzynarodowa niestety nie jest dzisiaj zbyt sprzyjająca dla Polski. Mamy bowiem rywalizację zagrożeń z Południa i ze Wschodu, mamy chaos w Unii Europejskiej, a także rozbity region. To wszystko powoduje, że koniunktura jest trudna. Mamy na szczęście prezydenta, z którego możemy być dumni, prezydenta, którego nie musimy się wstydzić, ponieważ jest człowiekiem z klasą i potrafi się zachować w towarzystwie międzynarodowym. Do tego prezydent Duda ma odpowiednie obycie, potrafi wystąpić z jasnym, klarownym, dobitnym przekazem międzynarodowym. W związku z tym jest szansa, że jeśli ten prezydent otrzyma jeszcze po październikowych wyborach wsparcie od rządu, który będzie chciał współpracować i prowadzić aktywną politykę zagraniczną, to te trudne czasy będzie łatwiej nam przeżyć i być może poprawić naszą pozycję, i naprawić kilka kwestii, które zostały bezmyślnie zepsute przez brak mądrej polityki obecnego rządu.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– Przede wszystkim myślę o odbudowie solidarności w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, skorygować nasz rozwój w Unii Europejskiej, żebyśmy nie byli jedynie państwem na peryferiach, ale żeby właśnie w tym naszym rejonie Europy Środkowej powstało drugie silne centrum.

Czy postawa prezydenta Andrzeja Dudy i gesty wobec jego osoby dają nadzieję na to, aby Polska stała się stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, a przynajmniej członkiem niestałym na okres dwuletni?

– Stałym członkiem to raczej nie, bo wymagałoby to zmiany Karty Narodów Zjednoczonych i co najmniej połowa państw świata musiałaby na to przystać. Natomiast uzyskanie statusu niestałego członka w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych w latach 2018-2019 jest jak najbardziej możliwe. Oznaczałoby to prestiż dla Polski i możliwość współdecydowania o ważnych kwestiach międzynarodowych. Jednak żeby tak się stało, potrzebny jest duży wysiłek naszej dyplomacji, wysiłek również finansowy, wiążący się chociażby ze zwiększeniem puli dyplomatów zajmujących się problematyką międzynarodową, również taką, gdzie nie zawsze są nasze interesy. Dużo zależy też od tego, jakie będą dwa najbliższe lata, czy będą spokojne, czy może będzie to okres konfliktów międzynarodowych, w których trzeba będzie uczestniczyć. Są zatem szanse, ale są również zagrożenia.  

Ważnym elementem wizyty Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych – niestety pomijanym przez większość mediów – było bardzo ciepłe przyjęcie przez nowojorską Polonię. O takim aplauzie były prezydent Komorowski, który też gościł wśród Polonii, mógł tylko pomarzyć…

– Tak jak powiedziałem wcześniej, jestem dumny z prezydenta Andrzeja Dudy i cieszy fakt, że podobnie myślą miliony Polaków tu w kraju i tysiące naszych rodaków, którzy przyszli na Mszę św. i na spotkanie z nowym prezydentem Polski. Wśród Polonii panuje powszechna opinia, że takiego prezydenta oczekiwano, na taką postawę i zachowanie, i reakcję wobec problemów globalnych i również wewnętrznych w Polsce. Byłem dumny, słysząc wystąpienie prezydenta Dudy na forum ONZ, które było klarowne i merytoryczne, ale byłem też dumny ze spotkania głowy naszego państwa z Polakami, bo czułem, że ci Polacy podzielają odczucia i nadzieje, jakie wszyscy pokładamy w tym prezydencie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki