• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Wstydzą się własnych wyroków?

Wtorek, 29 września 2015 (20:22)

Z Krystyną Wróblewską, dyrektorem Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie miała się odbyć rozprawa apelacyjna Jacka Kotuli i Przemysława Sycza, ale została odwołana. Z jakiego powodu?

– Jacek Kotula i Przemysław Sycz według sądu I instancji narazili rzeszowski Specjalistyczny Szpital Pro-familia na zniesławienie, bowiem nazwali aborcje, które są tam przeprowadzane, zabijaniem nienarodzonych dzieci. Sąd Rejonowy w Rzeszowie uznał, że nie wolno mówić, iż aborcja to zabicie dziecka, gdyż narusza to dobra osobiste szpitala, w którym przeprowadza się tzw. zabiegi aborcyjne. Warunkowo umorzył postępowanie na okres dwóch lat, a na obu obrońców życia nałożył obowiązek wypłacenia na rzecz szpitala świadczenia w wysokości 8 tysięcy złotych oraz pokrycia kosztów sądowych w kwocie 996 złotych. Obaj obrońcy życia odwołali się od wyroku i dzisiaj przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie miała się odbyć rozprawa apelacyjna, ale ogłoszenie wyroku zostało odroczone, bo podobno jeden z sędziów sam się wykluczył.

Co to oznacza Pani zdaniem?

– W mojej ocenie, widać wyraźnie, że sędziowie boją się uzasadniać wyroki, które wcześniej sami wydają. Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego w tej konkretnej sprawie, w sprawie pomówień, jakich rzekomo mieli się dopuścić Jacek Kotula i Przemysław Sycz, mówiąc, że w szpitalu Pro- familia zabijane są nienarodzone dzieci, uzasadnienia wydawanych wyroków są utajniane. Tak być nie powinno. Mamy kuriozalną sytuację, kiedy sąd najpierw szykanuje położne, które ośmieliły się ujawnić prawdę o przypadkach aborcji dokonywanych w szpitalu Pro-familia, a później w „utajnionych” procesach wydaje wyroki, podejmując się oceny, czy aborcja to zabijanie czy nie, przeciwko czemu protestowały organizacje katolickie, m.in. Ruch Stop Laicyzacji czy Stowarzyszenie Ręce Życia. Oskarżenie obrońców życia na podstawie art. 212 kodeksu karnego jest bezpodstawne. Nie można bowiem zabraniać ludziom nazywania rzeczy po imieniu, a mianowicie, że aborcja jest zabijaniem.

Mamy do czynienia z próbą tłumienia debaty publicznej?

– W tym wypadku mamy do czynienia z ograniczaniem ludzkiej wolności. To nic innego, jak tłumienie debaty publicznej poprzez zakazywanie wyrokiem sądu mówienia publicznie, że aborcja to zabójstwo żywego człowieka, który nawet nie może się bronić. Tym zaś, którzy chcą mówić za te bezbronne, nienarodzone dzieci, i chronić ich prawa do życia, pozywa się przed sądy i skazuje. To pomieszanie porządków i ograniczanie ludzkiej wolności, co jest nieuprawnione.

Dlaczego nie można mówić prawdy o aborcji?   

– Uważam, że należy mówić prawdę o tym procederze, który poprzez takie wyroki jak ten w Rzeszowie próbuje się uczynić czymś normalnym, powszednim, a tych, którzy odważą się mówić prawdę, ośmieszać, skazywać i pacyfikować. Powtórzę jeszcze raz, że tym powinien zajmować się Sejm, posłowie i senatorowie, a nie sądy. Kilku sędziów nie może decydować o tym, co Polacy mogą myśleć i mówić w tak ważnych sprawach jak życie.

Na wyrok przed siedzibą sądu oczekiwali obrońcy życia, którzy podczas pikiety manifestowali prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci…

– Pikieta antyaborcyjna „W obronie wolności słowa!” zgromadziła kilkadziesiąt osób, które w ten sposób chciały zamanifestować przeciwko bezprecedensowemu wyrokowi, jaki sąd ogłosił wcześniej, uznając, że nie wolno mówić, iż aborcja jest zabijaniem dzieci. Co bardzo istotne, przed sądem zgromadziło się sporo głównie młodych ludzi, uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy mieli w rękach transparenty, a na ustach słowa o wartości życia. To dobrze rokuje na przyszłość. Okazuje się, że młodzi ludzie, mimo fali laicyzacji i demoralizacji, nie płyną w tym głównym nurcie, sprzeciwiają się deprawacji i próbom manipulowania prawdą nawet przez sądy. To wynik dobrego wychowania, jakie wynoszą z rodzinnych domów, i świadectwo, że młodzież ma mocny kręgosłup moralny, którego nie da się łatwo złamać nawet sądom. Te przymioty trzeba w tych młodych ludziach, naszych uczniach, szlifować i to jest również rolą nauczycieli i wychowawców.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki