Pod rękę z Niemcami w roli wasala
Piątek, 25 września 2015 (04:03)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Jak odebrał Pan stanowisko rządu Ewy Kopacz, który wyłamał się z solidarności krajów Grupy Wyszehradzkiej w sprawie uchodźców?
– Rola premier Kopacz w ostatnim spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej jest bardzo dwuznaczna. Z jednej strony, w publicznych deklaracjach identyfikowała się z tymi państwami, a z drugiej strony – obecnie – można odnieść wrażenie, iż w imieniu Komisji Europejskiej próbowała tę grupę rozmiękczyć. To, że się wyłamała z solidarności, może bardzo źle wpłynąć na przyszłą pozycję Polski w Europie Środkowej. Decyzja polskiego rządu, postawa premier Kopacz wpisują się także w proces uzależniania Polski od Niemiec. Należy się spodziewać, że Czechy, Słowacja i Węgry będą rozwijać powstałą w styczniu 2015 r. Grupę Sławkowską, w której nie ma Polski. W odbiorze społecznym decyzja rządu Ewy Kopacz była zdradą społeczeństwa polskiego i przyjaciół z Grupy Wyszehradzkiej. Można zatem powiedzieć, że w Polsce mamy rząd „Platformy Unii Europejskiej”, wykonujący pokornie polecenia, jakie płyną z Brukseli i Berlina.
Polska mogła być liderem Europy Środkowo-Wschodniej, a teraz po żenującym zachowaniu rządu PO – PSL krytykowana staje się pośmiewiskiem. W jakiej roli stawiamy siebie wobec pozostałych państw?
– Tak jak wspomniałem, po tak nieodpowiedzialnej decyzji rządu i swoistej zdradzie przyjaciół pozostaje nam współpraca regionalna z Niemcami w roli wasala oraz z bankrutującą Ukrainą i antypolską Litwą. Białoruś odbierana jako dominum Rosji jest także dla nas nieosiągalna. Decyzja rządu PO – PSL w sprawie przymusowego rozdziału uchodźców – dodam: decyzja podporządkowująca się dominacji Niemiec – będzie miała także brzemienne skutki na przyszłość. Mianowicie w razie powstania krytycznej sytuacji u naszych granic państwa Grupy Wyszehradzkiej obrócą się do nas plecami.
O wiarygodności Polski w oczach tych „zdradzonych” Pan wspomniał. Ale jakim partnerem jest Warszawa wobec Berlina czy Paryża, których zachcianki spełnia rząd Ewy Kopacz?
– W polityce międzynarodowej wykorzystywane państwo nigdy nie będzie realnym partnerem, a tylko przedmiotem rozgrywek. Nie chodzi tu jedynie o reputację, ale o konkretne korzyści gospodarcze czy polityczne wynikające z uczestnictwa w określonej grze. Jeśli pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej, które mają wspólnie mniej mieszkańców od Polski, są w stanie artykułować swoje interesy w Brukseli, a Warszawa nie, to świadczy o tym, że rządcą nami osoby niekompetentne i skorumpowane politycznie przez ośrodki zewnętrzne.
Jakie to może mieć konsekwencje dla naszego bezpieczeństwa?
– Obecnie obserwujemy ocieplenie stosunków pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą, które na razie nie przekładają się na medialne newsy, ale gra się toczy. To oznacza, iż Ukraina pozostanie w szarej strefie nierozwiązanego konfliktu wewnętrznego. W razie wybuchu kolejnej rewolucji, które tam wybuchały dotychczas w okresie listopad – grudzień, możemy mieć u naszych wschodnich granic chaos, przestępczość, uciekinierów i kanał przerzutu uciekinierów z Azji i Bliskiego Wschodu. Niemcy zawieszą układ z Schengen i pozostaniemy sami z tym problemem, jak Włochy w 2011 r. Poniekąd sami sobie gotujemy ten problem nieodpowiedzialnymi decyzjami obecnego rządu.
W jednym z ostatnich wywiadów udzielonych NaszemuDziennikowi.pl przestrzegał Pan, że Podkarpacie i Polska mogą stać się kolejną trasą dla nielegalnych imigrantów. Tymczasem niemiecki dziennikarz opublikował mapę, z której wynika, że ta chwila zbliża się nieuchronnie…
– Po uszczelnieniu granic przez Węgry, Austrię i Niemcy naturalnym traktem przerzutu z Bałkanów będzie Rumunia i Ukraina, zwłaszcza że ten ostatni kraj jest tak skorumpowany, iż prawdopodobnie uchodźcy będą dowożeni do granicy polskiej autobusami za drobne opłaty. Z Bałkanów do granicy Polski jest ok. 550 km! Czy ktoś w Polsce podejmuje jakieś działania wzmacniające granicę?
Czy to oznacza, że również u nas mogą się powtórzyć obrazki, jakie znamy z przekazów informacyjnych, mam na myśli falę uchodźców przemierzającą z Ukrainy przez Polskę w kierunku Niemiec?
– W mojej ocenie, może być znacznie gorzej, bo w Niemczech nikt nie będzie czekał na uchodźców, a granica będzie zamknięta. Takie miasta jak Przemyśl, Rzeszów, Kraków czy Wrocław będą zapełnione uciekinierami.
Jak można temu przeciwdziałać?
– Jedynym sposobem na uniknięcie tej sytuacji jest wstrzymanie przez Rosję i Stany Zjednoczone wojny w Syrii. Te państwa muszą się dogadać co do podziału wpływów w tamtym regionie. Czasu, aby to załatwić, jest coraz mniej – zaledwie kilka miesięcy. Jeśli ten problem nie zostanie załatwiony, to w Polsce możemy mieć znacznie więcej uchodźców poza tymi, których na siłę wciska nam Berlin i Bruksela.
Mapa, jaką znaleziono u uchodźców syryjskich, pokazuje, że poruszają się według planu. Czy Pana zdaniem nie wygląda to na zorganizowane działanie?
– Już służby specjalne Węgier odkryły, iż marsz uchodźców do Niemiec koordynują zamożni muzułmanie, którzy niejednokrotnie na miejsce docierają drogą lotniczą. To oni kierują lub inspirują rozruchy. O wspieranie działań nielegalnych uchodźców media podejrzewają także George'a Sorosza, który miał finansować m.in. druk informatorów po arabsku z adresami organizacji udzielających pomocy uchodźcom m.in. w Polsce. To dziennikarz Sky News nieumyślnie ujawnił znaleziony na plaży „podręcznik imigranta” po polsku.
Jednak rząd, zachęcając do przyjmowania uchodźców, widać nie dostrzega tego problemu…
– Służby specjalne są kierowane przez czynniki polityczne, czyli rząd, i wykonują jego polecenia. Jedynie pod względem operacyjnym – w miarę posiadanych środków – starają się dostosowywać do zagrożeń. Jeśli politycy nie widzą problemu lub nie chcą go widzieć, to służby nie mogą się zbytnio „wychylać”. Dzisiaj mamy w Polsce zbyt wielu polityków, którzy w zakresie bezpieczeństwa narodowego mają tylko wiedzę intuicyjną. Pytanie tylko, ilu z nich ma intuicję w tym obszarze.