• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Ojciec każdej rodziny

Czwartek, 24 września 2015 (03:03)

Z Ewą Samulską, wieloletnim członkiem Rodziny Rodzin, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rodzina Rodzin przeżywa wielką stratę, gdyż zmarł jej wieloletni duszpasterz ks. Feliks Folejewski. Jaki obraz tego kapłana pozostanie w Pani pamięci.

– Ksiądz Feliks był wspaniałym kapłanem. Ciężko mi jest teraz mówić, bo jego strata jest wielka. Należę do Rodziny Rodzin od 1965 r. Za każdym razem, gdy spotykałam ks. Feliksa, to czułam od niego tę niezwykłą dobroć. Kapłan ten był niezwykle oddany sprawie św. s. Faustyny, a więc szerzeniu kultu Miłosierdzia Bożego. Był tak w to zaangażowany, że chyba najczęściej powtarzanym przez niego zdaniem było: „Jezu, ufam Tobie”. Wielokrotnie był gościem Telewizji Trwam i tam również głosił znaczenie Bożego Miłosierdzia. To był ksiądz Bożego Miłosierdzia.

I to na spotkaniach Rodziny Rodzin poznała Pani ks. Feliksa?

– Tak. Spotkania początkowo odbywały się w parafii pw. Wszystkich Świętych, to się z czasem zmieniało, gdyż Rodzina Rodzin nie była przypisana do jakiegokolwiek kościoła. Ksiądz Feliks został naszym duszpasterzem. Od razu wszyscy go bardzo pokochali i kochają dalej, chociaż już go nie ma. Interesował się każdą rodziną. Nie mógł przejść obok kogokolwiek obojętnie. Wszystkie sprawy rodzin były dla niego ważne.

Jak i ilu rodzinom pomógł duszpasterz?

– Przede wszystkim pomagał modlitwą i duchowo. Spowiedź, rekolekcje, nauka. Bardzo często organizował spotkania rodzin. Wielu księży, szczególnie młodych, czerpało z jego doświadczenia. Był wspaniałym kapłanem i całą swoją posługę nakierował na to, aby rodzina była Bogiem silna. Potrafił także, gdy zaszła tak potrzeba, upomnieć każdego. Setki małżeństw, których dzieci będą mieć swoje rodziny. Przy tym setki kapłanów, którzy chętnie go słuchali. Widać więc, że jego praca miała wpływ na wielu. To była nieoceniona posługa. Po śmierci mojej córki na każdym pogrzebie powtarzał, że Ola mu pomaga. On był częścią każdej rodziny.

Przy tym zmarł w opinii bardzo dobrego kaznodziei.

– Był wybitnym kaznodzieją. Jego słowa trafiały do każdego, gdyż on mówił do ludzi. To nie były kazania, które miały być bogate w słowa, a w treści. A zarazem były wypowiadane w tak prosty sposób. To wszystko wypływało z jego niesamowitego serca. Robił tak, bo chciał być ojcem dla wszystkich i wszystkich traktował jak swoje dzieci. Więc mówił do nas jak do dzieci.

To z kultu Bożego Miłosierdzia czerpał swoją siłę?  

– Tak. Na początku lat 80. ks. Feliks zachorował na serce. Od tej pory, gdy ktoś pytał go, jak się czuje, odpowiadał: „Jezu, ufam Tobie”. Jego kult Miłosierdzia Bożego był wielki. Często mówił o nim w swoich kazaniach i prywatnych rozmowach. Bez wątpienia to zawierzenie i szczególna cześć dla Bożego Miłosierdzia i św. s. Faustyny miały wpływ na jego duchowy wzrost. Nie byłoby ks. Feliksa takiego, jakiego go znamy, bez św. s. Faustyny. Nie byłoby też wielu rodzin, gdyby nie ks. Feliks. Dobro promieniuje na innych. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk