• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Walka o nasze pieniądze

Środa, 23 września 2015 (03:04)

Z Markiem Lewandowskim, rzecznikiem prasowym Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska poinformowała, że Sejm w tej kadencji nie zajmie się prezydenckim projektem ustawy obniżającym wiek emerytalny.  

– Argumentacja Marszałek, że nie ma na to czasu, jest wyjątkowo cyniczna. W pierwszej kolejności prezydent na naszą prośbę złożył wniosek o przeprowadzenie referendum w tej sprawie, ale – jak wiemy – Platforma i PSL nie pozwoliły na to. Dziś słyszymy, że nie ma czasu, a jak pamiętamy, chociażby w przypadku OFE, koalicja potrafiła w 48 godz. przeprowadzić bardzo poważne zmiany. Nie przyjmuję więc tłumaczenia Kidawy-Błońskiej, a z drugiej strony nie jestem tą decyzją zaskoczony. Tak jak mówiliśmy, ta władza musi odejść. Mam nadzieję, że przyszła władza wróci do tego tematu.

Pozostał miesiąc do wyborów. Zaraz padną zarzuty, że związek wpisuje się w kampanię wyborczą.

– Związek Zawodowy już w 2012 r., gdy koalicja przeforsowała podniesienie wieku emerytalnego, zapowiedział, że to jest początek końca tej władzy. Obiecaliśmy, że zrobimy wszystko, aby tę decyzję odwrócić, a ta władza odeszła do lamusa. Organizujemy kampanie społeczne, akcje informacyjne, protesty. Jesteśmy w tym konsekwentni. Zaangażowaliśmy się także w wybory prezydenckie. W tym roku poszliśmy dalej niż zwykle, nie tylko poparliśmy jednego z kandydatów na prezydenta, lecz także podpisaliśmy z nim umowę. Dlaczego? Z jednej strony, oczekuje się od nas „rozdzielania pietruszki”, czyli pracy czysto związkowej w zakładzie pracy. Z drugiej, mamy zająć się tym, co jest dla pracowników niezwykle istotne, czyli kodeks pracy, emerytury, zabezpieczenia socjalne. To jest polityka. Centrala związku jest powołana po to, aby na granicy z polityką pilnować najważniejszych spraw pracowników. To robimy. Żeby to robić skutecznie, musimy szukać wśród polityków sojuszników. Przeważnie mamy ich w opozycji. Jednak gdy nowa władza nie będzie wywiązywała się ze swoich deklaracji, to będziemy z nią walczyć tak mocno, jak teraz z Platformą i PSL.

Przewodniczący Piotr Duda stwierdził, że chciałby, aby ustawa o obniżeniu wieku emerytalnego uwzględniała okres składkowy. Jakie są inne propozycje Związku?

– Naszą podstawową propozycją jest to, aby wiek emerytalny został obniżony i aby powiązać go ze stażem składkowym, a w przypadku kobiet ze stażem nieskładkowym. Co to oznacza? Że kobieta, która rodzi dziecko, nie może wtedy odprowadzać składek, a powinno się jej to zaliczać do emerytury. Więc państwo musi wziąć to pod uwagę, jeżeli chce wyjść z zapaści demograficznej. Uważamy, że należy tak zatrudniać ludzi, aby były płacone składki. W maju 2012 r. złożyliśmy projekt oskładkowania umów śmieciowych. Uważamy, że bez upowszechnienia płacenia składek nigdy nie uda się funduszu uratować. Państwo deklaruje otrzymywanie emerytur. Gdy ktoś nie zgromadzi odpowiednich funduszy na swoją emeryturę, to państwo musi do jej minimalnego poziomu dołożyć. Trzeba więc oskładkować wszystkie sposoby pracy w Polsce. Jeżeli tego się nie zrobi, to będzie tak dalej, że państwo dotuje biznes.

Rzecznik rządu Cezary Tomczyk stwierdził, że na obniżeniu wieku emerytalnego stracimy 400 mld zł. A jakie są wyliczenia Związku?

– Z jakiego powodu mamy stracić? Jeżeli nasza emerytura jest kapitałowa i jest zależna od wysokości płaconych składek, to wiek emerytalny jest całkowicie neutralny. Jeżeli ktoś będzie pracował tylko 10 lat, to otrzyma niską emeryturę. Gdy ktoś będzie pracował 50 czy 100 lat bez płacenia składek, to i tak nie nazbiera na emeryturę. Problem systemu nie jest po stronie wydatków, a wpływów. Przecież połowa pracujących nie opłaca składek. Jeżeli ktoś robi dziś wyliczenia, to przypomnę, że wiek emerytalny dotyczy tylko tych, którzy płacą składki za swoją aktywność zawodową. To nie są przypadkowe pieniądze, a wypracowane przez tych, którzy wpłacają na własną przyszłość. Emerytury nikt nam nie daje za darmo. My na nią zapracowaliśmy. Jeżeli ktoś mówi, że budżet straci, to kłamie, bo to są tylko nasze pieniądze. Problemem jest to, że tych pieniędzy nie ma. Bo przez 50 lat trwania systemu te pieniądze zostały rozkradzione. W tej chwili budżet państwa jako gwarant musi gdzieś te pieniądze znaleźć. Ale to nie jest wina ubezpieczonych. Emerytury są kapitałowe. Wpłaciłem mało, mam mało. Gdy dostanę wyliczenia, że w wieku 65 lat dostanę taką emeryturę, a kilka lat później większą, to sam podejmę decyzję jaką, wolę.

W sprawie emerytur pomija się inny czynnik – zarządzania pieniądzem.

– To jest kwestia funkcjonowania państwa w ogóle. Tak samo możemy powiedzieć o sposobie zarzadzania w NFZ. Ale ma pan rację. Duże znaczenie ma to, jak osoba odpowiedzialna za nasze pieniądze nimi dysponuje. Ale na pewno kluczem nie jest wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn na poziomie 67 lat. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk