Spojrzałem szatanowi prosto w oczy
Niedziela, 20 września 2015 (19:55)Wybierając się 19 września do Berlina na Marsz dla Życia, miałem świadomość tego, co będzie tam się działo, a zachęcając do udziału innych organizatorów Marszów dla Życia z Polski i młodzież ze Szczecina, nie ukrywałem tego, czego mogą być świadkami w Berlinie.
Jak co roku z inicjatywy Civitas Christiana i Fundacji Małych Stópek wyruszyliśmy wcześnie rano dwoma autokarami, a dwie grupy młodzieży pociągiem, tak aby o godz. 13.00 spotkać się obok urzędu kanclerskiego naprzeciw Reichstagu, gdzie corocznie wyrusza Marsch fur das Leben – Marsz dla Życia. Było nas ze Szczecina blisko 150 osób.
Idąc tam, mijaliśmy kilkusetosobową manifestację proaborcyjną, w której można wyło zauważyć hasła aborcyjne, antykościelne i homoseksualne. Od razu pomyślałem, że nieprzypadkowo zbieżny jest termin tych dwóch wydarzeń pro- i antyaborcyjnych, a to, co mnie bardzo uderzyło w tej manifestacji, to praktyczny brak policji. Była ona po prostu niepotrzebna, gdyż ci, od których można byłoby się spodziewać agresji... szli w tym marszu.
Po dojściu na miejsce rozpoczęcia Marszu dla Życia zdziwiła mnie nieobecność środowisk dewiacyjno-lewackich, które corocznie zakłócały to wydarzenie. Ewidentnie mniej też było policji. Po godzinnym wstępie pochód obrońców życia wyruszył z tradycyjnymi białymi, metrowej wielkości krzyżami i tablicami z wizerunkami narodzonych dzieci oraz hasłami wyrażającymi szacunek dla każdego poczętego człowieka.
Można powiedzieć, że na początku marsz był normalny, to znaczy miał charakter zamierzony przez organizatorów. Któraś z młodych towarzyszących mi osób powiedziała, że tu jest smutno, pogrzebowo, bo nie ma tego, co u nas w Polsce, entuzjastycznych okrzyków, śpiewów, głośno skandowanych haseł. Tak jest, gdyż berliński Marsz dla Życia kładzie akcent nie na radość życia, ale na smutek aborcji dokonywanej tak powszechnie w tym kraju.
Towarzysząca nam położna zaczęła opowiadać, jak mało rodzi się rdzennie niemieckich dzieci, tylko jedno, dwoje na kilkanaścioro, które są z rodzin przybyłych do Niemiec w ciągu ostatnich czterdziestu lat. Niemcy swoje dzieci zabijają, inne nacje szanują życie, stąd poczucie słabości u Niemców i coraz więcej obaw przed emigrantami licznie przybywającymi do ich kraju.
Trudno mi określić, ile było osób na tym marszu, ale na pewno więcej niż rok temu, czyli około czterech, pięciu tysięcy. Spotkałem Niemców, którzy specjalnie jechali 800 kilometrów, aby uczestniczyć w tej manifestacji, to świadczy o ich determinacji w walce o życie człowieka.
Początkowo panował spokój, przerywany sporadycznymi okrzykami i gwizdami, jednakże w połowie drogi marsz się zatrzymał. Zaniepokojony długim wyczekiwaniem poszedłem na czoło marszu, aby zobaczyć, co się stało. Okazało się, że zostaliśmy zablokowani przez kontrmanifestację licznej grupy młodych osób zachowujących się bardzo wulgarnie. Nastąpiła agresywna kontrreakcja na pokój, ciszę, modlitwę, pokorę, niesione krzyże. Ten atakujący nas tłum był charakterystyczny co do ubioru i zachowania, a nade wszystko co do wyrazu twarzy pełnych nienawiści. Jeden z fotoreporterów znajdujący się bardzo blisko szarpaniny między nimi a policją powiedział: spojrzałem szatanowi prosto w oczy.
Niestety, nie tylko on tego doświadczył, także ja i wielu innych uczestników Marszu dla Życia. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu ruszyliśmy dalej, przechodząc między szpalerem wrogich osób obrzucających nas z wrzaskiem wyzwiskami i w pogardzie pokazujących obraźliwe gesty. To było doświadczenie zła, które najpierw rodziło w nas wściekłość na te osoby, przeradzające się po przytuleniu niesionego krzyża we współczucie dla nich. Po dojściu do protestanckiej katedry, gdzie marsz kończył się ekumenicznym spotkaniem, zobaczyliśmy rozwieszone na jej kopule ogromne płachty materiału z napisem: „Dzięki bogu mogę dokonać aborcji”. Była to kolejna prowokacja obrażająca uczestników Marszu dla Życia, a pokazująca siłę cywilizacji śmierci w tym kraju.
Blokada marszu, wyzwiska, obelgi, obraźliwe i obsceniczne gesty tworzyły atmosferę wokół nas i wokół krzyża niesionego przez obrońców życia, krzyża, na którym umierał Jezus Chrystus. Po raz kolejny ten marsz stał się dla mnie wydarzeniem mistycznym, czyniąc też takim działanie dla ratowania nienarodzonych, które podejmuję w Fundacji Małych Stópek.
ks. Tomasz Kancelarczyk