Platforma wyleje karpia?
Środa, 16 września 2015 (05:10)Sprzedaż żywych karpi może przejść w Polsce do historii – ostrzegają organizacje rybackie. Wszystko za sprawą zmian w prawie dotyczącym ochrony zwierząt, które proponuje Platforma Obywatelska.
Trwają prace legislacyjne nad projektem Platformy Obywatelskiej dotyczącym zmian w ustawie o ochronie zwierząt, który wpłynął do Sejmu 11 czerwca tego roku. Wśród zmian dotyczących traktowania psów, kotów, zwierząt cyrkowych znalazła się również kluczowa – zdaniem organizacji rybackich – zmiana w dziedzinie gospodarki karpiowej. Widnieje tam zapis mówiący o tym, że przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień. Te cierpienia – według autorów projektu ustawy –są wynikiem transportu żywych ryb lub ich przetrzymywania bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie.
W ocenie prezesów organizacji rybackich, to droga do zakazu sprzedaż żywych karpi. Inicjatorem zmian legislacyjnych jest poseł Platformy Paweł Suski. Jak powiedział NaszemuDziennikowi.pl Zbigniew Szczepański, ichtiolog, prezes Towarzystwa Promocji Rybactwa i Produktów Rybnych „Pan Karp” skupiającego przedsiębiorstwa rybackie i hodowców ryb w całej Polsce, projekt poselski zakłada, że ryby na każdym etapie swojego życia muszą mieć dostateczną ilość wody umożliwiającą oddychanie.
– W optymistycznym wariancie oznacza to, że o ile żywą rybę będzie można dowieźć do sklepu, o tyle klientowi będzie ona mogła być wydana już wyłącznie jako ubita albo w odpowiedniej wielkości naczyniu z wodą, co jest oczywistą utopią. W wariancie pesymistycznym ryby nie będzie można wyjąć z wody podczas całego cyklu hodowlanego. Takie rozumowanie oznacza, że np. sortowanie ryb, co jest normalną procedurą hodowlaną, będzie można określić mianem narzędzia tortur dla żywych ryb, na co też pewnie znajdzie się odpowiedni paragraf – stwierdza prezes Szczepański.
Jego zdaniem, propozycje Platformy nie mają nic wspólnego z dobrostanem ryb, który jest na co dzień przestrzegany przez hodowców. Jednocześnie przypomina, że rybacy śródlądowi już raz zablokowali zapędy posła Suskiego.
– W pierwszej połowie ubiegłego roku, dzięki różnym akcjom i staraniom organizacji rybackich, działania posła Pawła Suskiego się nie powiodły. Jednak w tym roku, tuż przed wyborami parlamentarzysta po raz kolejny chce doprowadzić do głosowania nad projektem ustawy o ochronie zwierząt – zauważa Szczepański.
W ocenie hodowców ryb, jeżeli Platformie uda się przeforsować nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, wówczas pojawi się kolejne realne zagrożenie dla bytu gospodarstw karpiowych w Polsce. Co w tej sytuacji zamierzają zrobić organizacje reprezentujące hodowców ryb?
– Przede wszystkim chcemy informować o stanie faktycznym. Apelujemy do prezesów organizacji rybackich, ale też do polityków o rozwagę i podjęcie skutecznych działań chroniących hodowle karpiowe, które wnoszą nie tylko wkład gospodarczy, ale w znaczący sposób wpływają na ochronę unikatowej wodnej przyrody, retencję wód i dziedzictwo kulturowe – apeluje prezes Zbigniew Szczepański.
Zapotrzebowanie na karpia w Polsce, który jest spożywany głównie w Wigilię, utrzymuje się na poziomie ok. 18 tysięcy ton rocznie. Poważnym problemem dla rybactwa śródlądowego jest import tych ryb z krajów ościennych, a także nieżyciowe przepisy dotyczące ochrony gatunków niektórych ptaków, zwłaszcza kormoranów, które dziesiątkują hodowle. Widać to jednak nie wszystko, bo znacznie poważniejszym kłopotem mogą się okazać przepisy, które pod pozorem ochrony ryb zniszczą ten segment gospodarki. Podczas gdy statystyczny Niemiec spożywa rocznie ok. 32 kg ryb, a Japończyk aż 70, to Polak zaledwie 5 kg. Jeżeli nieżyciowe przepisy zostaną przeforsowane, może się okazać, że menu przeciętnego Polaka stanie się jeszcze bardziej ubogie w ryby.
Mariusz Kamieniecki