• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Niemcy mówią dość

Wtorek, 15 września 2015 (05:02)

Sytuacja w Niemczech po przyjęciu uchodźców wymknęła się spod kontroli. Myślę, że jest to czas na tyle poważny, że już nie tylko sama Angela Merkel, ale i cały rząd musi zmierzyć się z bezsennymi nocami. Kryzys powiększa się. Skala zjawiska już dawno przekroczyła bezpieczny poziom.

O powadze sytuacji świadczy wprowadzenie kontroli na niemieckiej granicy z Austrią, Austrii z Węgrami, a Węgier z Serbią. Kraje tranzytowe pozostaną więc najprawdopodobniej z uchodźcami, a Bóg jeden wie, ilu ich jest.

Problem emigrantów jest głównie problemem niemieckim. Ludzie ci przecież nie ukrywają, że docelowo chcą się znaleźć w jednym z trzech krajów – w Niemczech, Włoszech czy w Szwecji – przy czym nad Renem, w ich opinii, czuliby się jak w raju. Pierwsze dwa kraje były w przeszłości kolonizatorami Afryki. Z kolei Szwecja przyciąga pieniądzem. Trudno więc się dziwić, że ciągną do kraju, gdzie dobrobyt jest na wysokim poziomie.

Jeszcze niedawno media obiegały zdjęcia i filmy Niemców trzymających transparenty i witających radośnie przybyszów. Teraz doszło do odwrócenia sytuacji, bo na granicach na uchodźców czeka niemiecka policja. Nie dziwię się tej decyzji. Kluczowa w tym wszystkim jest kwestia liczby uchodźców, których można przyjąć. Dobre chęci dobrymi chęciami, ale logistyka ma swoje możliwości.

Sytuacji uchodźców nie da się rozwiązać bez zakończenia działań wojennych w Syrii. Ale tam problem jest złożony. Na Bliskim Wschodnie przenikają się interesy Unii Europejskiej, Rosji, krajów arabskich i Stanów Zjednoczonych. Trudno powiedzieć, kto w tej wojnie naprawdę wygrywa. Wskazać jednak można największego beneficjata wojny. Są to przemytnicy osób i oszuści, którzy za duże pieniądze proponują dostatnie i szczęśliwe życie w Europie.  

Piotr Pyzik