Walka o polski węgiel trwa
Wtorek, 15 września 2015 (03:12)Z Kazimierzem Grajcarkiem, przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Panie Przewodniczący, „Solidarność” rozmawia z PiS na temat alternatywnej wobec rządowej strategii dla górnictwa. Pojawiają się zarzuty, że prace nad programem trwają mimo wciąż ważnego porozumienia z rządem...
– Porozumienie zawarte na Śląsku w styczniu z rządem premier Ewy Kopacz wciąż obowiązuje, choć trzeba powiedzieć, że władza tylko w części dotrzymuje złożonych obietnic. Enea wystąpiła z propozycją zakupu udziałów w kopalni „Bogdanka”, nad którą zamierza przejąć kontrolę. We wtorek mają być otwarte propozycje na kupno Kopalni Węgla Kamiennego „Brzeszcze”. Podobno też trwają rozmowy, czy Bruksela zaakceptuje pomoc publiczną, jakiej rząd chce udzielić polskiemu górnictwu. To pokazuje, że jakieś ruchy są czynione, ale czy przełoży się to na konkrety, czas pokaże. Osobiście nie wierzę, żeby te działania zostały dopięte do październikowych wyborów i żeby umowa ze stycznia została zrealizowana. Moi koledzy podpisali porozumienie i musimy dotrzymać czy też przestrzegać ustalonych terminów, żeby ktoś nie obarczył nas winą za ewentualne niepowodzenie, a cała odpowiedzialność nie została zrzucona na związki zawodowe. Tę retorykę znamy dokładnie i tym bardziej musimy dotrzymywać umów, co nie oznacza, że nie monitorujemy sprawy, że nie patrzymy władzy na ręce i że nie widzimy, co się dzieje.
Czyli to, co robi obecnie rząd, to głównie pozorowanie działań?
– Nie do końca. Chcę być sprawiedliwy w swojej ocenie i dlatego to, o czym powiedziałem już wcześniej, a także chociażby przekazanie dwóch kopalń – „Piekary” oraz „Bobrek” – sugerowałoby, że jakieś ruchy są wykonywane. Pytanie tylko, czy będą one skuteczne. Owszem, zgadzam się, że mogą to być ruchy pozorowane, bo nie oszukujmy się, tak to wygląda, ale poczekajmy na efekty. Mnie i wszystkim osobom związanym z branżą górniczą zależy na tym, żeby się udało, bo tu nie chodzi o nasze związkowe ambicje, ale chodzi o to, żeby zabezpieczyć polskie złoża węgla, górników i wszystkich ludzi związanych z tą branżą, pośrednio nas wszystkich, Polaków. Polska ma złoża węgla, które mogą wystarczyć jeszcze na ok. 200 lat. Górnicy są gotowi do pracy, a obowiązkiem władz jest prowadzenie takiej polityki, aby to czarne złoto zapewniło przynajmniej w części suwerenność polskiej energetyce. I w to gramy – to jest dla nas najważniejsza sprawa.
A co do rozmów na temat alternatywnych rozwiązań?
– Nie powinno być chyba żadnym zaskoczeniem dla nikogo, że owszem, rozmawiamy z tymi, którzy po październikowych wyborach – jak mamy nadzieję – będą sprawowali władzę w Polsce. Chcemy wiedzieć, jaki jest punkt widzenia i jak ewentualna nowa ekipa chce rozwiązać problemy w polskim górnictwie. Jako „Solidarność” nie czekamy z założonymi rękoma do czasu, aż wybije zegar i – jak wszystko wskazuje – obecny rząd nie dotrzyma złożonych obietnic, nie patrzymy też na sprawy górnictwa tylko i wyłącznie w perspektywie zbliżających się wyborów, ale sięgamy dalej. Zależy nam na wypracowaniu strategii dla polskiego górnictwa, bo tylko to może zagwarantować Polsce swobodny i pewny dostęp do źródeł energii. Program jest przygotowywany przez ludzi nauki, polityków, związkowców i pracowników kopalń. Rozmawiamy ze wszystkimi, bo ta ważna sprawa powinna łączyć, a nie dzielić.
Od marca z miesiąca na miesiąc przesuwany jest termin powołania nowej kompanii węglowej. W co gra rząd?
– Powołanie nowej kompanii węglowej to była – moim zdaniem – nieprzemyślana propozycja. Druga kwestia dotyczy tego, że to minister rządu pisał program kompanii węglowej, co – w mojej ocenie – jest stawianiem sprawy na głowie, bo minister powinien podejmować decyzje dotyczące całej branży węglowej w Polsce, a nie ograniczać się do jednej spółki. Później ten minister „pisarz” został wymieniony na innego, który widzi nowe rozwiązania, co w mojej ocenie jest działaniem pozornym i graniem na czas. Chyba że rząd PO – PSL robi coś jeszcze w tej sprawie, o czym my nie wiemy, i przed wyborami wypali z jakąś propozycją, która załatwi sprawę.
Wierzy Pan w taką nagłą przemianę tej ekipy?
– Teoretycznie jest to możliwe. Ta koalicja pokazała już, że sprawy, na których jej zależało – sprawy polityczne, jak chociażby sprawa Lasów Państwowych i wiele innych –potrafiła przeforsować, żeby nie powiedzieć przepchnąć kolanem w zaskakująco szybkim tempie, nawet w ciągu niewiele ponad 24 godzin. Nie byłbym zaskoczony, gdyby nagle przygotowali na kolanie ustawę, która rozwiąże problem, a w rzeczywistości będzie miną, która zostanie rozbrojona po przegranych przez Platformę wyborach. Nie jest to wykluczone, a powiedziałbym nawet, że jest bardzo możliwy scenariusz wydarzeń.
Niedawno w całej branży Górnictwa Kamiennego odbywały się masówki, co na pewno nie świadczy o zadowoleniu górników. Czy zatem scenariusz powrotu do akcji protestacyjnej w tym strajku w branży górniczej jest wciąż możliwy?
– Masówki miały na celu poinformowanie pracowników kopalń, co faktycznie się dzieje w całym sektorze górniczym, częściowo także w energetycznym i koksowniczym. Było to przygotowanie do tego, że jeżeli do końca września nie zostanie zrealizowane porozumienie z rządem, to wówczas przystępujemy do akcji protestacyjnej. Czy od razu będzie to strajk – tego nie wiem, od tego jest Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy i dlatego nie chciałbym wchodzić w nie swoją rolę. Natomiast powiem panu, że osobiście to ja bym tam nie czekał i od razu przyłożył, żeby sprawa była jasna, ale decyzje będzie podejmowało wspomniane gremium – ludzie, którzy wiedzą, jak sytuacja wygląda w poszczególnych zakładach. Warto bowiem zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, a mianowicie wrzesień, październik to zwyczajowo czas podpisywania umów na sprzedaż węgla. Dlatego biorąc to pod uwagę, musimy być roztropni w podejmowaniu działań, żeby strajkiem nie zastopować sprzedaży węgla, na czym nam przecież bardzo zależy. Nie chcemy tym samym dawać rządowi argumentu, żeby węgiel sprowadzać z importu. Wszystko to bierzemy pod uwagę i czasami zaciskamy zęby, aby wypracować jakiś kompromis, bo najważniejszy jest pracownik i cała górnicza branża, za którą stoimy murem. Nie oznacza to jednak, że damy się oszukać i niech rządzący nie wykorzystują sytuacji. Jeżeli zwietrzymy próby oszukania nas, to zrobimy swoje mimo wszystko.
Jak odczytuje Pan odwołanie prezesa zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej Edwarda Szlęka, który złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska – oficjalnie – z powodu stanu zdrowia?
– Zdrowie to zawsze jest jakaś wymówka, gdy chodzi rezygnację z ważnych stanowisk, nie tylko politycznych. Myślę, że tak może być i w tym przypadku. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że sytuacja Jastrzębskiej Spółki Węglowej jest zła, a banki nie chcą już dłużej udzielać spółce kredytów. Jeden z nich nawet wystąpił o natychmiastową spłatę długu, co może doprowadzić Jastrzębską Spółkę Węglową do upadłości. Moim zdaniem, jest to pułapka zastawiona przez byłego prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej Jarosława Zagórowskiego, którego umowa była tak skonstruowana, że nie kopalnia, nie górnictwo, a prezes był gwarantem spłaty długu. Przyznam, że nie widziałem tej umowy, ale nie wykluczałbym właśnie takiej sytuacji. Na moje wyczucie tak to wygląda, a były prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Zagórowski chce tym samym pokazać swoje racje. Wszystko to bardziej przypomina zmowę – nikogo nie oskarżam, żeby sprawa była jasna – natomiast wyrażam swoją opinię, bo tak to wygląda z mojego punktu widzenia.