Niemcy coraz bardziej aroganccy
Sobota, 12 września 2015 (10:44)Po przeforsowaniu w ostatni czwartek przez dwie największe frakcje (chadeków i socjalistów) w Parlamencie Europejskim raportu, który niestety akceptuje tzw. kwotowy system podziału pomiędzy poszczególne kraje członkowskie przybywających do UE imigrantów rozpoczęła się nagonka, głównie na kraje Europy Środkowo-Wschodniej, aby i one bez zbędnych ceregieli ten system zaakceptowały.
W najbliższy poniedziałek w Brukseli odbędzie się posiedzenie ministrów spraw wewnętrznych wszystkich krajów członkowskich i w związku z tym i na forach politycznych w instytucjach europejskich, i w mediach trwa „ostrzał artyleryjski” na poszczególne rządy krajów UE, aby przestały już się opierać Komisji Europejskiej.
Taki „ostrzał” krajów Europy Środkowo-Wschodniej odbył się już podczas ostatniej sesji PE w Strasburgu i rozpoczął go Jean-Claude Juncker, który w środę, przestawiając tzw. stan Unii, blisko 2/3 swojego wystąpienia poświęcił imigrantom i używając demagogicznych stwierdzeń, próbował wymusić ich ustępstwa.
Na przykład wobec Polski użył argumentu, że ponieważ poza naszym krajem żyje ponad 20 mln Polaków, to przecież dzięki temu, że wiele krajów świata zdecydowało się ich przyjąć i w związku z tym teraz przychodzi czas rewanżu.
Wprawdzie tego rodzaju argument jest absurdalny w kontekście przymusu przyjmowania imigrantów z Afryki czy Bliskiego Wschodu, którzy w Polsce nie będą chcieli dobrowolnie pozostać, ale podchwyciła go część mediów, a nawet przedstawiciele rządzącej Platformy, w tym premier Ewa Kopacz, i okładają nim niczym maczugą opozycję, która w tej sprawie nawołuje do rozsądku i nieulegania politycznym naciskom z Brukseli.
Jakby tego było mało, przewodniczący PE Martin Schulz, występując w ostatni czwartek w niemieckiej telewizji, groził wręcz użyciem siły wobec krajów Europy Środkowo- Wschodniej, w tym Polski, jeżeli nie podporządkujemy się, jak to zgrabnie nazwał, „duchowi wspólnoty” w sprawie imigrantów.
Wprawdzie przewodniczący PE ma kompetencje tylko do przygotowania i przeprowadzenia jego obrad oraz reprezentowania go na zewnątrz, jednak tylko w sposób ustalony przez większość parlamentarną, ale Schulz od dawna się tymi ograniczeniami nie przejmuje i próbuje dorównać przewodniczącym Rady i Komisji.
Stąd zdarzały mu się już wyskoki w postaci strofowania przywódców niektórych europejskich państw (do historii przeszła jego utarczka słowna z premierem Włoch Silvio Berlusconim, który sugerował obsadzenie go w filmowej roli obozowego kapo, czy też przepychanki z premierem Węgier Viktorem Orbánem), ale teraz ten jego telewizyjny „występ” zasługuje przynajmniej na mocną kontrę ze strony państw narodowych (posłowie Prawa i Sprawiedliwości zaproponują podjęcie takiej uchwały na najbliższym posiedzeniu Sejmu w nadchodzącą środę).
Bo przecież to właśnie Niemcy mają najwięcej na sumieniu, jeżeli chodzi o spowodowanie swoistego imigracyjnego tsunami z krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu do Europy.
To prawda. Wraz z nasilającą się wojną w Syrii i postępującą destabilizacją krajów Afryki Północnej (głównie Libii) liczba imigrantów rosła z miesiąca na miesiąc, ale wspomniane tsunami zostało spowodowane głównie przez Niemcy.
To nie tylko wypowiedzi kanclerz Merkel i z CDU, i jej zastępcy z niemieckich socjalistów, że ten kraj jest otwarty na każdego przybysza z tych krajów, przyspieszały decyzje potencjalnych imigrantów, ale także informacyjne filmiki przygotowane przez niemiecki urząd ds. migracji i przetłumaczone aż na 9 języków (między innymi arabski, albański, pusztuński), dostępne w internecie.
Filmiki te pokazywały imigranta z Iraku, który jest pytany przez niemieckich urzędników, „co możemy jeszcze dla pana zrobić?”, wyposażając go w pieniądze, ubrania, jedzenie i obietnicę szybkiego uzyskania pracy.
Po takiej propagandzie ruszyła fala imigrantów ekonomicznych z krajów, gdzie nie ma konfliktów wojennych, w której blisko 80 proc. stanowią młodzi mężczyźni, i teraz, kiedy Niemcy nie mogą jej sprostać, próbują podzielić się tym „szczęściem” z resztą Europy.
Stąd te coraz bardziej brutalne wypowiedzi zarówno przywódców Niemiec, jak ich reprezentantów w instytucjach europejskich, którym musimy się w merytorycznej debacie zdecydowanie przeciwstawić.
Ale rząd premier Kopacz, która jest pod silnym wpływem przewodniczącego Rady Donalda Tuska, łapiącego i realizującego w lot „sugestie” z Berlina, na pewno tego nie uczyni.
Opozycja musi się tej hucpie zdecydowanie przeciwstawić, zwłaszcza że jest duża szansa na to, iż za najdalej 2 miesiące stworzy rząd i będzie chciała zmierzyć się z problemem imigracji według własnej koncepcji.
Dr Zbigniew Kuźmiuk