• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Powolny paraliż Europy

Środa, 9 września 2015 (05:10)

Z posłem Arturem Górskim (PiS), członkiem sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Jakie uczucia towarzyszą Panu, gdy do Polski spływają nieoficjalne informację, jakoby Komisja Europejska chciała, abyśmy przyjęli 12 tys. imigrantów?

– Są to liczby całkowicie nierealne, jeśli czas relokacji emigrantów do Polski ma trwać zaledwie kilka miesięcy. Polska jest do takiej operacji całkowicie nieprzygotowana, nie mamy infrastruktury, środków finansowych, doświadczenia, odpowiednich procedur, a także programów włączenia tych ludzi do naszego społeczeństwa. Imigranci bardzo szybko odczują deficyty w opiece, zobaczą, że nie jesteśmy rajem na ziemi, tylko krajem na dorobku i będą uciekać do Niemiec i Skandynawii. Siłą ich zatrzymamy w Polsce?

Trwa zmuszanie przez Niemcy i KE poszczególnych krajów do przyjęcia imigrantów. Jest to dowód na kryzys organizacyjny w samej Unii?

– Od lat mieszkańcy Afryki, skonfliktowanej części Azji i krajów Bliskiego Wschodu żyją mitem bogatej Unii Europejskiej o rozwiniętej opiece socjalnej, czego symbolem są Niemcy z ich polityką budowania społeczeństwa multikulturowego. Niemcy ratowały swoją demografię i rynek pracy imigrantami, głównie z Turcji – 3 miliony Niemców ma tureckie pochodzenie. Jednak coraz więcej rodowitych Niemców ma wątpliwości, czy słuszna była polityka tak szerokiego otwarcia na nacje obce cywilizacyjnie, kulturowo i religijnie, o dużych roszczeniach. Dlatego Niemcy, nie wycofując się ze swojej polityki, chcą odpowiedzialność za nią przerzucić także na inne kraje UE. Zdali sobie bowiem sprawę, że imigracja, która miała być napędem zamachowym niemieckiej gospodarki, stała się poważnym problemem, zbyt dużym obciążeniem dla Niemców. To jest kryzys organizacyjny w Niemczech, który może sparaliżować całą Europę i odmienić raz na zawsze jej oblicze.

W Unii pojawiają się głosy, aby karać finansowo kraje sprzeciwiające się przyjęciu imigrantów. Jak ocenia Pan ten pomysł?

– Jako absurdalny. Unia działa na zasadach dobrowolności, wolnych decyzji. Owszem, ma istnieć solidarność międzypaństwowa, ale jej granice nie mogą być narzucone odgórnie, na siłę, bez uwzględniania specyfiki i indywidualności poszczególnych państw, ich potencjału, możliwości i potrzeb. A pomysł karania finansowego jest próbą nałożenia kagańca mniejszym państwom i ograniczenia ich wolności. Jest to niedopuszczalne i niebezpieczne na przyszłość. 

To, co wiemy, to na pewno to, że Ewa Kopacz zadeklarowała przyjęcie 2 tys. imigrantów. Poseł PO Robert Tyszkiewicz na Twitterze stwierdził, że to nie jest wyzwanie, które by nas przerastało. Mogą to potwierdzić Polacy ze wschodniej Ukrainy?

– Nie ma wątpliwości, że problem imigrantów zdominuje na wiele lat problemy Europy, w tym Polski. Polska nie jest na głównym szlaku imigrantów z Afryki czy Azji, ale już rośnie liczba imigrantów z objętej wojną Ukrainy. Czy Polska będzie w stanie przyjąć imigrantów ze wschodu, jeśli nasze rezerwy wyczerpią imigranci z Afryki? A co z polskimi repatriantami, którzy od lat czekają na osiedlenie w kraju swych przodków? Rząd skąpił pieniędzy i woli politycznej na przyjazd 2 tys. repatriantów, a teraz w swej poprawności politycznej gnie się przed wolą unijnych urzędników. Pomoc imigrantom jest ważna i co do zasady słuszna, ale rząd musi mieć jakieś priorytety, a priorytetem polskiego rządu zawsze powinien być los naszych rodaków. 

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk