Boża logika
Niedziela, 6 września 2015 (11:20)Niestety polska reprezentacja nie dała rady przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, więc rowerzystom nie przysługuje gratisowa godzina spania. Jednak o 5.00 rano w pewnej salce parafialnej w Dumfries można było usłyszeć głosy błagania o przedłużenie snu choćby o pół godziny. Przecież siły stracone na doping trzeba odbudować!
Tak więc sobotnia pobudka jest zarządzana na 5.30. 15 minut później odbywa się Msza św., po której każdy zostaje obdarowany przez miejscowego księdza różańcem! Jest to niezwykle miły gest, szczególnie w pierwszą sobotę miesiąca, za który NINIWA Team serdecznie dziękuje. Dzięki temu drużyna kolejny już raz jedzie z Maryją na czele, ofiarując cały trud ku czci Najświętszej Maryi Panny.
Zanim śmiałkowie wyruszą w drogę, zostają rozdzieleni na 3 grupy przez Leszka, który swym podziałem wpływa na losy dzisiejszego dnia. Do pierwszej grupy trafiają same dziewczyny, do drugiej czołgiści, czyli chłopcy z czterema sakwami, zaś do trzeciej „dwusakwowcy”. Jak wiadomo, statystycznie płeć żeńska jest fizycznie słabsza od mężczyzn, więc dzisiejsze tempo jest dyktowane przez dziewczyny. A towarzyszące warunki jazdy, choć połączone z cudowną pogodą i wiatrem w plecy, nie należą do prostych, ze względu na górzysty teren. Już pierwszy dystans przynosi wiele emocji. Tempo dziewczyn nie odpowiada wielu jegomościom, którzy co chwila podjeżdżają do Ojca Lidera z prośbą o wymieszanie grup, co miałoby przyspieszyć jazdę. Jednak o. Tomek zostaje nieugięty, bo przecież każdy miał swoją szansę stworzenia podziału. No nic, pozostaje zagryźć zęby i nauczyć się troszkę pokory. Tak też 50 pierwszych km zostaje „przemęczonych”. Na szczęście jednak początkowe marudzenie naturalnie ewoluuje w przemyślenia. Do hardkołowców dociera, że Boża logika jest inna niż ludzka i muszą znów pozwolić prowadzić się Maryi. A Ona uczy ich pokory. Zarówno dziewczyn, które muszą dzielnie tworzyć tunel powietrzny, jak i chłopaków, którzy są zmuszeni jechać zdecydowanie poniżej swoich sił. Na myśl przychodzi tu Ewangelia sprzed dwóch dni, kiedy to Chrystus każe Szymonowi ponownie zarzucić sieci, pomimo że ten bezskutecznie łowił całą noc. Coś, co po ludzku wydaje się całkowicie bezsensowne, u Boga jest niezwykłą łaską. Ważne tylko, aby wszystko przyjmować z wiarą i radością. Również Ojciec Lider przypomina swojej grupie, że należy się wzajemnie szanować i że już dzisiaj budujemy swoje jutro. Kierując swe słowa do chłopaków, kreśli pewne porównanie, że kiedyś to ich żony mogą nagle zacząć „życiowo zwalniać”. To jak teraz odnosisz się do drugiego człowieka, będzie miało ogromny wpływ na Twoje relacje z innymi w przyszłości!
Na przerwie obiadowej, która odbywa się już w Anglii, dziewczyny proszą dwóch dżentelemnów o prowadzenie ich kolumny. Na taki ruch Ojciec Lider już wyraża zgodę, więc na ochotników zgłaszają się Filip i Kuba. Pełni przemyśleń z wcześniejszego dystansu, rowerzyści decydują się na jazdę w ciszy. Jak zauważa Leszek, mimo że już cała wyprawa jest podróżą w głąb siebie, to jednak niemożność porozumiewania się z drugim człowiekiem zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem. Taka chwila wyciszenia się jest niezwykle cenna w świecie wyścigu szczurów i wszechobecnego hałasu. Po 50 km grupa dociera na przerwę obiadową, wcześniej jeszcze zatrzymując się na naprawę zerwanego łańcucha Kuby.
Przed wyruszeniem już na ostatni dystans dziewczyny proponują płci męskiej, żeby pozbyła się nadmiaru pary w nogach i „wyżyła” się na końcowych kilometrach, kiedy to one spokojnie dojadą do mety. Jak się jednak okazało, żaden pan nie wyraził chęci na takie rozwiązanie. Skoro grupa, to grupa, trzeba być solidarnym! Mimo że śmiałkowie teoretycznie na pierwszym dystansie stracili dużo czasu, to jednak praktycznie zyskali znacznie więcej w wymiarze duchowym. Tak też i ostatni dystans jest nagrodą dla naszych podróżników, fundując dla wielu najpiękniejsze dotychczas widoki! Są wysokie góry, wokół polany z przepięknymi trawnikami, tak gęstymi, że można je śmiało pomylić z dywanami, pastwiska z owcami, kamienne domy z takimi identycznymi murkami. Bajecznie! W takiej scenerii grupa spontanicznie zatrzymuje się przy pewnym pastwisku, biegnąc w stronę wystraszonych owiec. Tam nie szczędzą czasu na sesje zdjęciowe, gdzie mnóstwo różnych konfiguracji jest reżyserowanych przez Filipa.
Metą dzisiejszego dnia jest placówka Polskiej Misji Katolickiej w Lancaster, dokąd grupie udaje się przybyć chwilę przed 19.00. W kościele akurat kończy się Msza św., więc śmiałkowie, korzystając z okazji, cichaczem wchodzą do świątyni, aby niespodziewanie chórem włączyć się w Modlitwę Pańską. Akcja prowadzi do przedstawienia grupy przez o. Tomka już po Mszy św. i kończy się możliwością noclegu z prysznicami i kuchnią do poniedziałku. Co więcej, parafianie poruszeni opowieścią Ojca Lidera organizują pospolite ruszenie, przyczyniając się do cudownego rozmnażania kanapek podstawianych pod nosy rowerzystów. Również o śniadanie śmiałkowie nie muszą się martwić, bo podarowane zakupy niewątpliwie wystarczą nawet na dwa posiłki dla każdego. O 21.00 grupa śpiewa Apel Jasnogórski w towarzystwie miejscowych parafian oraz proboszcza ks. Romana. Za ich obecność już dziękujemy!
Bilans dnia:
- 166 km
- Śr. prędkość: 22,5 km/h
- 1500 m przewyższeń
Nocleg:
Lancaster
Przejechanych do tej pory kilometrów: 4494
Justyna, NINIWA Team