Sportowe emocje
Sobota, 5 września 2015 (19:47)Oleeeee, ole, ole, ole, ole… Wyśpiewywały dzisiaj mocne gardła rowerzystów w najlepiej do tego przystosowanym miejscu. No, prawie najlepiej, bo podróżnikom nie udało się dotrzeć na żaden stadion, ale rodzimą reprezentację wspierali w prawdziwych szkockich pubach!
Jednak dzisiejsza data wiąże się nie tylko z rozgrywką w piłkę nożną pomiędzy reprezentacjami Polski i Niemiec, ale również z zaciętą rywalizacją między Nosicielami Radości. Która grupa dojedzie pierwsza? Kto kogo wyprzedzi? Kto pomyli trasę?… Jeszcze więcej emocji za moment.
Noc z czwartku na piątek mija przyjemnie, cieplutko i spokojnie. Jeszcze wieczorem nasi rowerzyści są życzliwie goszczeni przez pracowników terminalu, którzy przynoszą ciepłą wodę. Kolejna niespodzianka jest fundowana przez Hanię i Sylwię, które z okazji urodzin Krzyśka, przygotowują dla każdego torcik z owocami i bitą śmietaną! Co za pyszności! Smakołyków jest tak dużo, że załapują się na nie również portowi ochroniarze. Po krótkim ucztowaniu większość grupy udaje się do krainy snów poza Marcinem Szuścikiem i Przemkiem, którzy zabierają się za naprawę rowerów Marcina i Niny. Roboty trwają całą noc, jako że wymienić i wyregulować trzeba przerzutki, kasetę, złamaną ośkę i inne części rowerowe, o których ja, jak na przedstawicielkę płci żeńskiej przystało, nie mam pojęcia. Poza śmiałkami na terminalu nocuje również dwójka niemieckich rowerzystów, którzy mają na sobie koszulki z bardzo motywującym nadrukiem: jadę po zawale. Gratulujemy determinacji! Ciekawe, czy NINIWA Team też byłby tak wytrwały?
Dzisiaj pobudka o 5.30, żeby pół godziny później odprawić Mszę św. Następnie czas na przeprawę promową. Niestety ze względu na dość późną rezerwację biletów oraz ograniczenie cenowe rowerzyści z wielkim żalem związanym z rozstaniem zaplanowali przedostanie się na drugi brzeg w dwóch turach: o 7.30 i 10.30. Jednakże na miejscu czeka ich niespodzianka! Pani z obsługi proponuje przebukowanie późniejszych biletów na godzinę poranną i tym sposobem cała grupa korzysta z jednego promu. A podczas rejsu całkowita wolność: śniadanko, spanie, kąpanie, zwiedzanie. Dla każdego coś miłego.
Na szkockiej ziemi niniwitów spotyka kolejna niespodzianka. Zamiast spodziewanej deszczowej aury jest słoneczko, ciepełko i wiatr w plecy, tak że wszyscy mają wrażenie ciągłej jazdy z górki. Pierwszy dystans jest zalążkiem późniejszej rywalizacji. Ekipa I, pod przewodnictwem Wojtka Skipioła, nieświadomie zjeżdża z trasy, gubiąc przy tym pozostałe dwie podgrupy (choć w relacji oburzonego Wojtka, to grupy II i III zmieniły ścieżkę, wybierając skrót podrzędną drogą). Po dłuższym czasie niewidzenia i oczekiwania na resztę wyprawowiczów, lider prowadzącej ekipy dzwoni do Ojca Lidera. Przekonany o znacznej przewadze kilometrowej Wojtek stara się umówić w konkretnym miejscu, dopóki nie dowiaduje się, że wraz ze swoją paczką jest 9 km za pozostałymi. Tym sposobem po 55 km grupy II i III dojeżdżają na przerwę obiadową, zaś po 15 minutach i 64 km dociera „grupa na medal”. Hmm, chyba brązowy.
Po godzinnej przerwie czas na dalszą jazdę, która rozpoczyna się od łatania dętki Górnika. Na drugim dystansie grupa III zaniepokojona problemami nawigacyjnymi grupy I postanawia troszkę powyprzedzać i zmienić prowadzenie. Grupa II nieświadoma rozpoczynających się rozgrywek przepuszcza pościg, jednak grupa I nie daje się tak łatwo zdominować. To zajeżdża drogę, to rozprasza przeciwnika, to stosuje inne sztuczki, byle nie dopuścić do wyprzedzenia. Pierwszy atak zakończył się więc fiaskiem, jednak podczas drugiej próby grupa III nie ma sobie równych! Następnie prowadzenie zmienia się jak w kalejdoskopie: to zwycięża grupa II, to wyprzedza grupa I, to znów na przód wraca grupa III. Prawdziwie sportowe emocje! Jak zauważa Ojciec Lider, najlepsze i najszybsze rezultaty otrzymywały te grupy, w których była jedność i zgoda. Ekipy z „szemraczami” były wewnętrznie skłócone, więc ich ataki były nieskuteczne. Do takiej atmosfery rywalizacji niewątpliwie przyczyniło się dzisiejsze polsko–niemieckie starcie w piłkę nożną. Nasi śmiałkowie w ciągu dnia wielokrotnie dawali upust emocjom, wyśpiewując znane przyśpiewki meczowe, nie zapominając przy tym o modlitwie o wysoki wynik naszej reprezentacji. A jak gorliwa była ich modlitwa, pewnie już Drogi Czytelniku wiesz.
Ostatni dystans to już tylko 30 km do miejsca noclegu. W Dumfries rowerzyści znajdują dwa kościoły, w pierwszym zastają pustkę, zaś w drugim bardzo życzliwego księdza. Już w momencie, gdy zobaczył wielką grupę cyklistów, wiedział, że udzieli im noclegu w salce parafialnej. Jest dostęp do kuchni i toalet. Jak zaznacza Wojtek, ta wielka otwartość i życzliwość ludzi nie przestaje naszych podróżników zaskakiwać. Jest to niezwykle budujące, gdy widzi się radość drugiego człowieka, spowodowaną przyjazdem niniwitów. Jest to radość dzielenia się, pomocy i wsparcia, która ożywia wspólnotę. Nasi śmiałkowie są tym bardzo zadowoleni, że niesiona przez nich radość jest pomnażana. W momencie gdy o. Tomek zdaje relację, większość grupy jest już w pobliskich pubach i kibicuje naszej reprezentacji. Jeśli zwycięstwo będzie nasze, rowerzyści mają jedną godzinkę spania gratis. Dobra motywacja do dopingu!
Wróćmy jeszcze na chwilę do dzisiejszej Ewangelii, gdzie Chrystus przekazuje nową naukę. Ludzie wypominają apostołom, że nie poszczą jak faryzeusze, a weselą się i bawią. Patrząc na naszych rowerzystów, również można im zarzucić ciągłą zabawę podczas jazdy rowerami, zamiast poszczenia i modlitw w kościele. Jednak Chrystus nas uczy, że nowe jest dobre. Jeśli nowe sprawia, że ludzie bardziej żyją Ewangelią i są bliżej Boga, to jest ono dobre i choćby tylko jedną osobę miało przybliżyć do Królestwa Bożego – jest warte próby.
Bilans dnia:
- 130 km
- Śr. prędkość: 21,5 km/h
Nocleg:
Dumfries
Przejechanych do tej pory kilometrów: 4328
Justyna, NINIWA Team