Brak demokracji i wolności
Wtorek, 6 listopada 2012 (17:58)Zwolnienie redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Tomasza Wróblewskiego oraz dziennikarza Cezarego Gmyza to zamach na wolność słowa – ocenił Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wyraziło oburzenie „brakiem solidarności dziennikarskiej” wobec autora materiału „Trotyl we wraku tupolewa” i innych zwolnionych wczoraj osób.
Jarosław Kaczyński w swoim oświadczeniu zaznaczył, że z niepokojem i smutkiem przyjął decyzję właścicieli dziennika. „Rzeczpospolita” jawnie podała do informacji, iż zwolnienie jest wynikiem publikacji artykułu dotyczącego śladów trotylu i nitrogliceryny we wraku Tu-154M, który 10 kwietnia 2010 roku rozbił się na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku.
Zamach na wolność słowa
„Takiego działania właściciela gazety nie można potraktować inaczej niż jak zamachu na wolność słowa. Standardy demokracji w żaden sposób nie pozwalają na takie karanie za słowo, na karanie za coś, co jest solą pracy dziennikarza” – napisał prezes PiS w oświadczeniu. Zauważył przy tym, że zwolnienie Gmyza odbyło się w trybie dyscyplinarnym. Jednocześnie Kaczyński podkreślił, iż „te fakty każą nam zadać fundamentalne pytanie o kondycję polskiej demokracji, również w odniesieniu do rynku medialnego”.
Szef największej partii opozycyjnej w kraju zapewnił, że jego ugrupowanie „podejmie odpowiednie inicjatywy legislacyjne, które będą odpowiedzią na niepokojący zanik standardów demokratycznych i wolnościowych w polskim życiu publicznym i medialnym”.
„Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje projekt, który zlikwiduje okryty złą sławą artykuł 212 kodeksu karnego, pozwalający na karanie za słowo” – napisał Kaczyński. Ponadto PiS – jak podkreślono – „zaproponuje również rozwiązania, które wzmocnią niezależność dziennikarzy względem wydawców i właścicieli pism”.
„Wczorajsze wydarzenia w redakcji »Rzeczpospolitej« pokazują, że dodatkowa ochrona niezależności dziennikarzy jest niezbędna. W przeciwnym razie zwalnianie dziennikarzy za treść ich artykułów może stać się smutną codziennością, do czego demokratyczne społeczeństwo dopuścić nie może” – ocenia Kaczyński.
Rada Nadzorcza Presspubliki, wydawcy m.in. „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze”, zarekomendowała zarządowi spółki rozwiązanie umów z redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej” Tomaszem Wróblewskim, jego zastępcą Bartoszem Marczukiem, szefem działu krajowego Mariuszem Staniszewskim oraz redaktorem Cezarym Gmyzem.
Co wie Graś?
Marcin Mastalerek, poseł PiS, skierował dziś interpelację poselską do rzecznika rządu Pawła Grasia, który jednocześnie jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Poseł pyta w niej Grasia, czy w okresie bezpośrednio poprzedzającym opublikowanie artykułu spotkał się z prezesem spółki wydającej „Rzeczpospolitą” Grzegorzem Hajdarowiczem oraz redaktorem naczelnym gazety Tomaszem Wróblewskim. Mastalerek zaznaczył, że należy upublicznić przedmiot oraz przebieg ewentualnej rozmowy.
- Nie jest bowiem rzeczą przystającą do kategorii demokratycznego państwa prawnego, aby w chwilach rozstrzygających o niezależności dziennikarstwa przedstawiciel rządu spotykał się z decydentami jednego z największych dzienników opinii - zauważył poseł PiS. Jak dodał, „wyrazić przy tym należy nadzieję, że Minister w trakcie ewentualnego przedmiotowego spotkania dbał o zapewnienie wysokich standardów zapewnienia niezależności dziennikarstwa oraz opowiadał się za ochroną niezawisłości redaktora Cezarego Gmyza”.
Odpolitycznić media
„Dziwi nas, że ze strony dużej części środowiska dziennikarskiego niepodnoszone są wątpliwości co do faktu, iż oficjalne i bardzo enigmatyczne oświadczenie prokuratury doprowadziło do zwolnienia zarówno redaktora naczelnego, jak i części redakcji” – czytamy w oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. „Sam tryb zwolnień uderzał swoją wybiórczością (np. zwolnienie redaktora Bartosza Marczuka, który w tym czasie był na urlopie). Ich tempo budziło wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście były poprzedzone rzetelnym dochodzeniem” – czytamy w piśmie.
W ubiegłym tygodniu „Rzeczpospolita” napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny, co natychmiast zdementowała prokuratura wojskowa.
IK