• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

MSR obciąży gospodarkę

Czwartek, 3 września 2015 (20:01)

Utworzenie rezerwy stabilizacyjnej dla unijnego rynku pozwoleń na emisję CO2 może spowodować ponad dwukrotny wzrost cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla i cen energii.

Porozumienie w tej sprawie zostało zawarte w październiku ubiegłego roku przez państwa członkowskie. W efekcie za cztery lata Unia będzie mogła sterować ceną uprawnień do emisji CO2. W założeniu utworzenie MSR ma – przez podniesienie cen pozwoleń na emisję CO2 – zmobilizować przemysł poszczególnych krajów do wdrażania założeń unijnej polityki klimatyczno-energetycznej.

Z wypowiedzi Marcina Korolca, podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki, na ostatnim posiedzeniu senackiej Komisji Środowiska wynika, że Polska była przeciwna stworzeniu MSR, którą oceniano jako ingerencję w mechanizm rynkowy, obawiano się też m.in. że dojdzie do zintensyfikowania zjawiska „ucieczki emisji”, czyli przenoszenia się firm energochłonnych poza Europę.

Chodzi o to, że zawarte porozumienie przewiduje przeniesienie do rezerwy uprawnień zdjętych z rynku. Oznacza to zamrożenie aukcji 900 mln pozwoleń na emisję CO2 w latach 2014-2016 i przesunięcie ich na lata 2019-2020.

– To bardzo duży kapitał, z którego możemy skorzystać. O to powinna zabiegać administracja i polskie przedsiębiorstwa – mówił Korolec, przekonując, że utworzenia MSR z pewnością nie spowoduje wzrostu cen pozwoleń na emisję CO2. A własnie tego głównie obawiają się przedsiębiorcy.

Eksperci szacują, że w wyniku utworzenia MSR ceny uprawnień do emisji po 2020 roku mogą wzrosnąć co najmniej  dwukrotnie. A to z kolei wywoła wzrost cen energii. Problem szczególnie dotknie firmy z branży energochłonnej, jak wytwórców papieru czy chemikaliów, hutnictwo czy producentów cementu.

– Szacujemy, że koszty produkcji wzrosną nawet o 49 mln zł rocznie. To kwota, która przekracza zysk, jaki osiąga moja firma – mówił na wczorajszym posiedzeniu senackiej Komisji Środowiska Henryk Kaliś, przewodniczący Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, oraz pełnomocnik zarządu ds. zarządzania energią elektryczną i pomiarami w Zakładach Górniczo-Hutniczych „Bolesław” SA.

– W środowisku przemysłowym panuje taka opinia, że prognozy z definicji się nie sprawdzają. Rynek jest zawsze mądrzejszy od firm konsultingowych. Powinniśmy się przygotować na wzrost cen tej energii – mówił Kaliś. Jego zdaniem, mechanizm stabilizacji rynku emisji CO2 stwarza zagrożenie dla całej branży energochłonnej.

– Po 2020 roku będziemy musieli kupować 77 procent uprawnień do emisji CO2, czyli dużo więcej niż inne kraje UE. W takiej sytuacji wzrost cen energii spowoduje problemy praktycznie we wszystkich firmach energochłonnych. Firmy, żeby inwestować, muszą się rozwijać. Jeśli jest zagrożenie gwałtownym wzrostem cen energii, nawet w perspektywie 2-3 lat, to firmy nie inwestują, czekają, są w stagnacji – zauważył Kaliś. A w dalszej perspektywie stagnacja oznacza redukcję miejsc pracy.

W ocenie ekspertów, rząd koalicji PO – PSL nie wykorzystuje unijnych narzędzi, z których z kolei korzystają inne europejskie gospodarki. Chodzi mianowicie o wypłacanie rekompensat przedsiębiorcom branż energochłonnych w związku z wyższymi kosztami wynikającymi z polityki klimatycznej.

– Skutki niewprowadzenia przez polski rząd tego systemu rekompensat dla firm to spadek przychodów z eksportu, pogorszenie wyników finansowych, brak środków na wprowadzenie innowacyjnych technologii, stopniowe wygaszanie produkcji sektorów energochłonnych – wyliczał Kaliś.

Taki system rekompensat dla branż energochłonnych wprowadziły m.in. Niemcy czy Wielka Brytania. Pomysł ten od razu zbiła strona rządowa, zdaniem której wprowadzenie rekompensat można utożsamiać z wprowadzeniem konkurencji między państwami UE na zasadzie: ten lepszy, kto da więcej.

– Jest to trudny, a nawet niemożliwy instrument do wprowadzenia – puentował Korolec. Przedstawiciel resortu gospodarki nie odpowiedział przy tym na pytania senatorów, którzy chcieli uzyskać informację na temat tego, czy rząd dysponuje analizą skutków akceptacji przez Polskę tzw. polityki klimatycznej. Korolec ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że „resort takich analiz ma dużo”.   

Anna Ambroziak