Presja w czasach kryzysu
Środa, 2 września 2015 (11:48)Z Patrykiem Kugielem, ekspertem ds. stosunków gospodarczych i problemów globalnych w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, rozmawia Rafał Stefaniuk
Polska zadeklarowała przyjęcie 2200 imigrantów. Ewa Kopacz stwierdziła, że liczba ta może się zwiększyć. Co jest powodem tak dużej presji na kraje Europy Środkowo-Wschodniej, aby otworzyły swoje granice przed uchodźcami?
– Powodem tej presji jest niespotykana skala napływu do Europy uchodźców i migrantów w ostatnich miesiącach. O ile w latach 2008-2013 na zewnętrznych granicach UE wykrywano rocznie około 100 tysięcy osób próbujących nielegalnie wjechać do UE, to w roku 2014, według danych Fronteksu, takich osób było już prawie 280 tysięcy, więcej o 164% w stosunku do 2013 r. W tym roku już wiemy, że będzie jeszcze gorzej i zostanie pobity nowy rekord, gdyż już do lipca do UE nielegalnie dostało się ponad 300 tysięcy osób. Jednocześnie dynamicznie rośnie liczba osób występujących w UE o azyl. Do rozpoczęcia wojny w Syrii średnio o status uchodźcy w UE występowało ok. 200-300 tysięcy osób rocznie – w 2013 r., było to już ponad 430 tysięcy, a w 2014 r. ponad 620 tysięcy. W tym roku szacuje się, że tylko w Niemczech o taki status może wystąpić nawet 800 tysięcy osób. Co więcej, napływ imigrantów i wnioski azylowe koncentrują się w kilku krajach UE, poza Niemcami jeszcze w Szwecji, we Francji, Włoszech i w Wielkiej Brytanii. Łącznie kraje te wydają niemal ¾ wszystkich pozytywnych decyzji o nadaniu statusu uchodźcy. Dla porównania w Polsce w 2014 r. o status uchodźcy wystąpiło 8 tysięcy osób, a tylko ponad 700 otrzymało jakąś formę ochrony międzynarodowej. Wielka skala obecnego kryzysu razem z dużym obciążeniem krajów frontowych na Południu (Włochy i Grecja) oraz koncentracji uchodźców w kilku krajach północnej UE, powoduje, że kraje te chciałyby bardzo równego i solidarnego rozłożenia obciążeń i dystrybucji uchodźców w Europie, także wśród krajów, które przystąpiły do UE od 2004 r., w tym Polski.
W negocjacjach nad przyjęciem imigrantów Polska zwraca uwagę na problem z uchodźcami z Ukrainy. Dlaczego ten argument jest mało skuteczny?
– Pewnie dlatego, że jest słabo oparty na faktach. Polska nie boryka się z dużym napływem uchodźców z Ukrainy i o ile nie dojdzie do eskalacji działań poza Donbasem, to takie zjawisko nie musi wystąpić. W 2014 r. jakieś 2 tysiące Ukraińców wystąpiło o status uchodźcy w Polsce, ale zgodnie z naszymi regułami niemal 100% wniosków zostało odrzuconych. W tym roku wniosków było już ponad 4 tysiące, ale tylko kilkadziesiąt rozpatrzono pozytywnie. W tej sytuacji odwoływanie się do hipotetycznej sytuacji (ewentualnego pogłębienia kryzysu na Ukrainie) jako uzasadnienia dla odmowy przyjęcia imigrantów z Południa i udziału w rozwiązaniu realnego i ogromnego kryzysu jest dla europejskich partnerów nieprzekonujące.
Minister spraw wewnętrznych Austrii Johanna Mikl-Leitner stwierdziła, że należałoby ograniczyć unijną pomoc finansową dla krajów UE, które nie chcą przyjmować uchodźców. Powołuje się przy tym na solidarność europejską. Szantaż jest standardem w prowadzeniu negocjacji w ramach UE i jak ma się do solidarności?
– Kraje UE, którym zależy na solidarnej postawie wszystkich krajów UE wobec obecnego kryzysu, wzmagają presję na kraje niechętne przyjmowaniu uchodźców, używając wielu różnych argumentów i sposobów – od odwoływania się do moralności, zasad humanitaryzmu i solidarności, po wskazywanie negatywnych konsekwencji dla całej UE (np. ograniczenie strefy Schengen) po groźby poniesienia strat finansowych. Można się spodziewać, że tego typu presja będzie coraz większa w miarę narastania kryzysu. Co więcej, w przypadku braku większego udziału Polski w pomocy dla uchodźców niewykluczone, że zachowanie trudnej solidarnej postawy UE wobec Rosji i kryzysu na Ukrainie będzie jeszcze trudniejsze, bo inne kraje nie będą skłonne popierać polskiej perspektywy. Polsce może być wtedy trudniej obronić stanowisko także w negocjacjach klimatycznych czy negocjowaniu następnej perspektywy finansowej. Innymi słowy, brak solidarności całej UE w obliczu kryzysu z uchodźcami może położyć do grobu solidarność europejską w ogóle, co byłoby bardzo niekorzystne dla Polski.
Węgrzy zamknęli dworzec kolejowy Keleti, wstrzymując ruch pociągów, aby uniemożliwić imigrantom wyjazdy do Austrii i Niemiec. Budują także mur oddzielający ich od Serbii. Przykład węgierski pokazuje, że można prowadzić suwerenną politykę w ramach Unii Europejskiej?
– Węgry są raczej ofiarą nieskutecznej polityki migracyjnej całej UE i ich działania mają na celu niwelowanie obciążeń i zmuszenie UE do podjęcia odpowiednich działań pomocowych. Węgry znajdują się na jednej z głównych tras nielegalnej migracji do Unii i w związku z tym zetknęły się z problemem na niespotykaną skalę. Pomysł budowy ogrodzenia czy zatrzymywania pociągów to samodzielne próby zatrzymania przepływu migrantów, bez oglądania się na mało efektywną machinę w Brukseli. Niestety, mało wskazuje na to, aby środki podejmowane przez Węgry miały być skuteczne i zatrzymały napływ imigrantów. Dlatego Węgry, tak jak inne kraje UE, powinny być zainteresowane wypracowaniem wspólnego, kompleksowego rozwiązania problemu na poziomie UE.
Węgry, Słowacja, Czechy i Polska prezentują zbliżone stanowisko w kwestii przyjmowania uchodźców. Lobbowanie za ograniczeniem przyjmowania imigrantów w ramach Grupy Wyszehradzkiej byłoby skuteczne?
– Ograniczenie się tylko do krajów Grupy Wyszehradzkiej może być nieskuteczne, bo siła głosów tych państw w UE jest zbyt mała. Co więcej, nie wszystkie kraje mają takie same podejście. Inne interesy i perspektywy, jeśli chodzi o relacje z Rosją, pokazują też, że kraje wyszehradzkie dbają głównie o własne interesy i ten sojusz może być mało stabilny.
Jednym z powodów przyjmowania imigrantów jest wojna na Bliskim Wschodzie i napięta sytuacji w Afryce Płn. Dlaczego więc UE nie podejmuje skutecznych działań dla zakończenia konfliktów zbrojnych? Wydaje się, że problemu uchodźców nie rozwiąże się przez same ich przyjmowanie.
– Pełna zgoda – problemu uchodźców nie rozwiąże się przez samo ich przyjmowanie i rozsyłanie po różnych krajach UE. Europa nie może przyjąć wszystkich uchodźców i migrantów ekonomicznych. Ważne jest więc znalezienie rozwiązania konfliktu w Syrii i stabilizacja sytuacji w Libii, i to w pierwszej kolejności. Problem w tym, że to niezwykle skomplikowane konflikty i mało kto w Europie jest gotów ponieść koszt polityczny czy militarny związany z zaangażowaniem się w rozwiązanie tych problemów. Niemniej jednak czas najwyższy, by Unia podjęła na nowo próbę wypracowania rozwiązania wojny domowej w Syrii, nawet jeśli oznaczałoby to zgodę na pozostanie Asada na swoim stanowisku. Dużo łatwiejsza wydaje się sytuacja w Libii, ale także tutaj potrzeba silniejszej aktywności dyplomatycznej UE i głównych krajów europejskich mających jakikolwiek wpływ na skonfliktowane strony. W krótkiej perspektywie Unia może też zwiększyć wsparcie dla obozów uchodźców przy granicach z Syrią i udzielać większej pomocy rozwojowej krajom sąsiedztwa, tak aby ludzie tam mieszkający nie musieli emigrować do Europy.