Szkoła bez przyszłości
Środa, 2 września 2015 (05:14)Z Ryszardem Proksą, przewodniczącym Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”, rozmawia Rafał Stefaniuk
Prawie 5 milionów uczniów rozpoczęło wczoraj naukę. W założeniu każdy następny rok powinien być lepszy niż ubiegły.
– A w Polsce każdy rok jest coraz gorszy. Nakłady na oświatę są coraz mniejsze i przez to jest coraz biedniejsza. Bieda w szkołach aż piszczy, a minister Joanna Kluzik–Rostkowska odwraca kota ogonem i twierdzi, że istotą stawianego przez związki problemu są płace nauczycieli. Nie zauważa, że w wielu szkołach brakuje podstawowych pomocy dydaktycznych. Nie wspomnę już, że w związku z przymusem szkolnym dla 6-latków w wielu placówkach wprowadzono dwuzmianowość, co znacznie pogarsza naukę dzieci. Wprowadzono także rozporządzenia, na mocy których uczniowie klas starszych będą oceniani opisowo, co podniesie poziom biurokratyzacji. Naprawdę nie widzę postępu.
To także kolejny rok bez podwyżek dla nauczycieli.
– Obecnie płaca nauczyciela w Polsce jest niższa niż w 2007 r. A rząd z uporem maniaka twierdzi, że oświatę spotkały tak wysokie podwyżki, że ciężko zrozumieć, o co nauczycielom chodzi. Za punkt wyjścia przyjęto oszczędności i zmniejszono nakłady na edukację do 2,5 proc. PKB. To spowoduje biedę w szkołach. A skoro te będą chciały się utrzymać, to przerzucą koszty na nauczyciela i na barki rodziców. O jakiej więc darmowej szkole mówimy? To „bezpłatna” edukacja, która kosztuje nas dużo jako podatników i jako rodziców.
Widzi Pan szansę na rozwiązanie konfliktu na linii ministerstwo – nauczyciele?
– Osiem lat nie było dialogu i przez ten czas nie podjęto próby osiągnięcia porozumienia. Histeryczny występ minister z pięcioma zespołami po przegranych wyborach Bronisława Komorowskiego należy włożyć między bajki. Tematy, które chciała poruszać szefowa resortu edukacji, były dalekie od istoty problemu. A skonfliktowanie nauczycieli z rodzicami stanowi cały program działalności Joanny Kluzik-Rostkowskiej.
Jak ocenia Pan pomysł prezydenta, aby kwestię przymusu szkolnego 6-latków poddać pod referendum?
– Obecna koalicja, pałając rządzą osiągania sukcesów, odwróciła cały proces wprowadzenia 6-latków do szkoły. Teraz dziwi się, że jest opór, gdyż rodzice widzą, że dzieci są nieprzygotowane. Obawy rodziców potwierdzają raporty NIK czy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, które udowadniają, że większość szkół nie jest przygotowana do przyjęcia dzieci. Reformę tę trzeba więc naprawić.
Razem z 6-latkami do szkół wszedł zakaz śmieciowego jedzenia w sklepikach szkolnych. Kanapka z salami i majonezem, którą uczeń może kupić, jest jednym z najbardziej palących problemów systemu edukacji?
– Jak nie ma się sukcesów, które można zaprezentować społeczeństwu, to robi się akcję pt. „sklepiki i śmieciowe jedzenie, czyli jak wyrzucić je ze szkoły”. Problem złego odżywiania jest i istnieje od dawna. A skoro zbliżają się wybory i trzeba czymś się pochwalić, to niech to będzie kanapka z majonezem.
Czego należy więc życzyć uczniom i nauczycielom w tym nowym roku szkolnym?
– Nauczycielom życzmy, żeby idąc do wyborów, głęboko się zastanowili nad tym, kto popsuł oświatę. A życzenie dla uczniów jest podobne. Żeby potrafili wpłynąć na swoich rodziców, aby ci skłonili się do takiej samej refleksji jak nauczyciele. Skończmy już z popełnianiem kluczowych i tych samych błędów.