Koniec podkarpackiego zielonego imperium?
Wtorek, 1 września 2015 (05:06)Z Kazimierzem Moskalem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Prokuratura dysponuje obszernym materiałem dowodowym, wskazującym jednoznacznie, że poseł PSL Jan Bury był zamieszany w ustawianie konkursu na wiceprezesa delegatury Najwyższej Izby Kontroli w Rzeszowie oraz wpływania na wyniki kontroli prowadzonej przez NIK w jednej z podkarpackich gmin. Pan wielokrotnie wskazywał na „nieczystą” grę i powiązania tego polityka w tzw. układy biznesowo-polityczne. Czy dziś czuje Pan satysfakcję?
– Nie o satysfakcję chodzi, lecz o wyeliminowanie z życia publicznego nadużyć i nieprawidłowości. Moim marzeniem jest życie w uczciwym państwie. W państwie, którego instytucje, urzędy i funkcjonariusze postępują uczciwie i sprawiedliwie. Uważam, że do tego celu należy konsekwentnie dążyć. Swoją publiczną działalność podporządkowałem zasadom otwartości i uczciwości życia publicznego. Wartościom tym przez 10 lat działalności parlamentarnej byłem wierny, niezależnie od konsekwencji, nawet jeżeli narażałem się „bogatym i wpływowym”.
No właśnie wielokrotnie z mównicy sejmowej, poprzez kierowane do rządu interpelacje i pytania – zwracał Pan uwagę na nieprawidłowości i nieuczciwe postępowanie różnych instytucji oraz osób na styku polityki i biznesu...
– Zawsze kierowałem się ważnym interesem publicznym, a nie interesem wąskich grup. Kierowane do prezesa Rady Ministrów oraz ministrów rządu pytania miały na celu wyjaśnienie licznych, niepokojących informacji pojawiających się w przestrzeni publicznej. Wiele interwencji, interpelacji, wystąpień, zawiadomień do właściwych organów było efektem zgłaszanych przez różne środowiska i osoby indywidualne, niepokojących sygnałów dotyczących m.in. przestępczego mechanizmu zdobywania głosów wyborczych (za alkohol i pieniądze) czy też tzw. „układu podkarpackiego” – patologicznej aktywności polityczno-biznesowej. Mam tu na myśli zawłaszczanie środków publicznych, kolesiostwo, nepotyzm, wykorzystywanie i powoływanie się na wpływy w różnych instytucjach państwowych takich jak ministerstwa, agencje i spółki państwowe, sądy, prokuratura, policja, NIK itp., tworzenie sieci zależności towarzysko-polityczno-biznesowych, wspieranie kampanii wyborczych PSL i posła Jana Burego przez prominentne osoby i instytucje, „awanse dla zaufanych i zasłużonych”. To tylko niektóre objawy podkarpackiego zielonego imperium. Mam nadzieję, że wniosek prokuratury jest początkiem eliminowania z życia publicznego niewłaściwych zachowań polityka, który działa na styku polityki i biznesu. Jeżeli tak jest, to niewątpliwie czuję pewną satysfakcję, chociaż większa satysfakcja będzie, gdy wyraz temu da w najbliższych wyborach parlamentarnych społeczeństwo i podziękuje takim politykom.
W przeciwieństwie do szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego poseł Jan Bury nie złożył immunitetu. Natomiast w wydanym oświadczeniu atakuje, twierdząc, że CBA od 2 lat miało prowadzić wobec niego „bezpardonową akcję” mającą na celu wyeliminowanie go z życia publicznego, a on sam – jak twierdzi – ma czyste sumienie…
– Człowiek honoru wie, czy i kiedy powinien zrezygnować z życia publicznego. Nikt nie zmusza nikogo do aktywności publicznej. Jak ktoś w swoich publicznych działaniach kieruje się pogardą dla prawa i ludzi, nie potrafi działać dla dobra wspólnego czy wręcz działa na szkodę społeczeństwa, to sam powinien odsunąć się z życia publicznego. Nie chcę oceniać, czy i jakie „sumienie” ma szef podkarpackich ludowców, to już jego sprawa.
Pana zdaniem, na tej jednej sprawie się zakończy?
– Wydaje się, że to jest tylko wierzchołek góry nadużyć związanych z „układem podkarpackim”. Mam nadzieję, że kolejne czynności organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości sprawią, że uczciwość i sprawiedliwość wezmą górę.
Jeszcze niedawno mówiło się, że Jan Bury to człowiek nie do ruszenia, a Pan sam informował o „parasolu ochronnym”, jaki przez lata był roztaczany nad tym politykiem...
– Wydaje się, że „zainstalowane” przez posła Jana Burego osoby w różnych instytucjach dalej roztaczają nad nim „parasol ochronny”, ale nie wszyscy ulegają „czarowi” ludowca z Podkarpacia. Możliwe, że zarzuty prokuratorskie postawione posłowi Janowi Buremu jak w domino spowodują, że to patologiczne imperium legnie w gruzach.
Czy to koniec „imperium Burego” i jego kariery politycznej?
– Jak wcześniej zaznaczyłem, wierzę, że życie publiczne może być wolne od nadużyć i patologii. Jestem przekonany, że Polacy zasługują na uczciwe i sprawiedliwe państwo. Mam nadzieję, że społeczeństwo da temu wyraz w październikowych wyborach.
Konwencja wyborcza PSL zatwierdziła listy wyborcze tej partii z wyjątkiem listy w Rzeszowie. Na co jeszcze liczą ludowcy?
– Jest to dla mnie zastanawiające. Sprawa wydaje się prosta, chyba że „Imperium Jana Burego” obejmuje większy obszar, więcej osób i więcej zależności, niż nam się wydaje.
Czy sprawa Burego wpłynie na pozycję PSL, które balansuje na granicy progu wyborczego?
– Jest to prawdopodobne. Jeżeli w całej Polsce PSL funkcjonuje tak jak na Podkarpaciu, to dla dobra Polski i Polaków wyborcy powinni dać im czerwoną kartkę.