Moc słowa
Niedziela, 30 sierpnia 2015 (20:57)Słowo ma siłę. Może podnieść bliźniego na duchu, może dać wiele radości, ale może też zadać ból i smutek, trafiając prosto w serce. Warto to sobie uświadamiać na co dzień. Odpowiedzialność za swoje słowa to trudne zadanie, ale efekty mogą być zaskakujące! Tak jak finał dzisiejszego dnia jest zaskakujący dla naszych rowerzystów.
Wczoraj, gdy już wszyscy ułożyli się do snu, przyszła kolejna niespodzianka. Pan Grzegorz, który pomagał grupie w poszukiwaniu noclegu, przyszedł do niej razem ze swoją żoną Weroniką i dziećmi. Okazało się, że mieszkają zaledwie 200 m od parkingu, na którym spali śmiałkowie. Rodzina zaprosiła rowerzystów do siebie, gdzie mogli wziąć prysznic i skorzystać z toalety, a także napić się gorącej herbaty. Ten gest sprawił wiele radości i przyjemności zmęczonym podróżnikom, zamieniając przeciętny nocleg w bardzo pozytywne wspomnienie. Sobota zgodnie z planem rozpoczyna się o 5.00. Cała ekipa zaczyna się leniwie zbierać i pakować, kiedy to państwo Weronika i Grzegorz po raz kolejny odwiedzają grupę… z dużym garem mleka i naleśnikami! Wszyscy się cieszą i serdecznie dziękują! Nowi przyjaciele NINIWA Team są w Irlandii już 5 lat i to spotkanie jest dla nich radosnym przeżyciem.
Poranne pakowanie zostało jeszcze zakłócone przez jakichś gagatków, którzy z bliżej nieznanych powodów rzucili w grupę dwoma jajkami. Czy wynikało to z panujących w kraju napięć, ciężko powiedzieć, ale pewien niesmak pozostaje. Sama jazda dzisiaj jest już o wiele przyjemniejsza. Kolarze jadą w trzech grupach, podzieleni przez Łukasza na rowerzystów z liczbą pierwszą na plecach w pierwszej grupie, wielokrotnością liczby 3 w kolejnej, a trzecią grupę utworzyli pozostali. Dziś nie pada deszcz, jest słonecznie, więc pierwszy, 60-kilomerowy dystans mija bardzo szybko. W trakcie przerwy wokół grupy natychmiast pojawia się wielu Polaków, którzy chętnie rozmawiają, często zapraszają do siebie czy też dzielą się informacjami na temat liczebności naszych rodaków w regionie. A liczby te robią wrażenie. Jak mówi o. Tomek, wszyscy wiedzieli, że skala emigracji do Wielkiej Brytanii czy Irlandii jest w Polsce bardzo duża, jednak doświadczenie tego przerosło ich oczekiwania. I z jednej strony jest to oczywiście przyjemne spotkać na trasie krajan znad Wisły, ale z drugiej pokazuje ogrom problemu, z którym jako społeczeństwo musimy się mierzyć.
Drugi dystans prowadzi już wprost do Dublina, stolicy Irlandii, gdzie NINIWA Team melduje się o 12.30. W trakcie tego odcinka pojawiło się kilka awarii. Przemek zerwał swój łańcuch, Sławkowi pękło 5 szprych, a „Wyścigówka” Martyna zaliczyła upadek z gracją księżniczki. Uszkodzenia w kole Górnika okazały się na tyle duże, że po przyjeździe do miasta kupił sobie nowe. Poszukiwania noclegu tym razem nie nastręczyły Niniwitom wielu trudności, ponieważ w Dublinie jedną z parafii prowadzą Ojcowie Oblaci, do których adres miał Ojciec Lider. Padre Leo, proboszcz pochodzący ze Sri Lanki, nie był szczególnie zaskoczony przyjazdem grupy i chętnie zaprosił wszystkich do siebie na nocleg.
Na miejscu okazuje się, że jeśli grupa chce skorzystać z pryszniców, może to zrobić w sąsiedniej szkole katolickiej, jednak wszyscy muszą się wyrobić przed 14.00. Poskutkowało! Godzinę później wszyscy byli już umyci i gotowi do pójścia na zakupy. Później można powiedzieć, że rozpoczęła się niedziela. Chłopaki wzięli się za przegląd rowerów, dziewczyny za porządki, a Jola zorganizowała całej grupie pranie! Kolejny wspólny punkt to Msza św. o 17.00. W trakcie Eucharystii pojawia się temat słowa i konsekwencji, jakie za nim idą. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje Heroda, który lekko rzucając zobowiązania w trakcie zabawy, w efekcie pozbawia życia Jana Chrzciciela. A Jan Chrzciciel śmiało głosił prawdę o Jezusie i wskazywał ludzkie błędy, choć był świadom, jaki to może mieć dla niego skutek. I kiedy po zakończeniu Mszy grupa zebrała się na cotygodniowym spotkaniu, wiele osób sugerowało potrzebę adoracji, wyciszenia, ale także chęć wyjaśnienia kilku niedopowiedzeń i sytuacji.
Efektem tego była wieczorna adoracja w kościele, a następnie „wieczór oczyszczenia”. Każdy Niniwita miał najlepszą okazję, by w spokoju wyjaśnić narosłe w trakcie wyprawy nieporozumienia, uzupełnić niedopowiedzenia, przeprosić czy podziękować. Skutki tego czasu zaskoczyły wielu! Lekkość na duchu, radość w sercu i poczucie zacieśnienia więzi towarzyszyły każdemu. Tak się tworzy wspólnota!
Potwierdza to także Łukasz, który pierwszy raz jedzie z NINIWA Team, ale czuje się, jakby znał wszystkich od zawsze. On też podkreśla zalety dzisiejszego wieczoru, czuje radość z wyjaśnienia kilku spraw i niestraszne mu kolejne dni jazdy. Bo jak sam podkreśla, to nie cel podróży ma znaczenie, ale sama droga. To w trakcie niej człowiek przeżywa wszystkie wzloty i upadki, zawiera znajomości, spotyka przyjaciół i buduje swoją osobowość! No i jak tu nie powiedzieć, że wyprawa uczy życia?
Podziękowania:
Dla Grzegorza i Weroniki za okazaną dobroć i kolejną dawkę radości! Mamy nadzieję, że wzajemną :).
Dla Padre Leo, oblata z Dublina, za przyjęcie grupy na dwa z kolei noclegi!
Bilans dnia:
106 km
Śr. prędkość: 21,5 km/h
Nocleg:
Dublin
Przejechanych do tej pory kilometrów: 3646
Mateusz/NINIWA Team