Wsparcie? Tylko na papierze
Wtorek, 6 listopada 2012 (02:21)Po katastrofie Tu-154M kadrze zlikwidowanego specpułku brakowało wsparcia psychologów. Lotnicy uważają, że zabrakło indywidualnego podejścia i głębszej diagnozy ich stanu.
Dowództwo Sił Powietrznych zapewnia, że dołożyło wszelkich starań w zakresie opieki psychologicznej lotników i ich rodzin.
- Opieką psychologiczną natychmiast po katastrofie w Smoleńsku został otoczony cały personel - żołnierze i cywilni pracownicy 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. W pierwszych dniach priorytetowo traktowano rodziny załogi Tu-154M, ale oprócz tego w jednostce na Okęciu psychologowie zorganizowali wiele spotkań grupowych z kadrą i pracownikami pułku - informuje ppłk Artur Goławski, rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych.
W jego ocenie, od 10 kwietnia 2010 r. nikt z żołnierzy ani pracowników jednostki "nigdy nie skarżył się na brak opieki psychologicznej, ani nie prosił o dodatkową pomoc psychologiczną".
- Miałem jedno spotkanie z psychologami, były to dwie panie. Uczestniczyły w nim załogi samolotów, które 10 kwietnia 2010 r. były w Smoleńsku. To znaczy my z jaka, którzy lądowaliśmy jako pierwsi jeszcze przed katastrofą. Druga obecna na spotkaniu załoga, to lotnicy, którzy pierwszym transportem przywieźli do Smoleńska członków komisji. To zbiorowe spotkanie było jedyne, w jakim uczestniczyłem. Indywidualnych spotkań nie było - mówi por. rez. Artur Wosztyl, były pilot 36. SPLT.
W podobnym tonie w mediach wypowiadała się Aneta Żulińska-Pondo, stewardesa, która twierdziła, że dopiero po śmierci śp. Remigiusza Musia, technika z Jaka-40, który 10 kwietnia 2010 r. lądował w Smoleńsku, ktoś z pracy zadzwonił i spytał, czy nie potrzebuje pomocy psychologa.
Piloci zlikwidowanego specpułku wskazują, że brakowało pewnej dociekliwości specjalistów, wyjścia naprzeciw potrzebom kadry, chociażby poprzez propozycje indywidualnych spotkań.
- Czy osoby po przejściach, trudnych do przyjęcia wydarzeniach, miały na własną rękę szukać pomocy? A może to specjaliści widząc, że są osoby w trudnej sytuacji powinni wyciągnąć pomocną rękę? - pytają.
Jak podkreślają, jest oczywiste, że nie wszyscy pracownicy specpułku byli mocno zżyci z pilotami, którzy zginęli w katastrofie Tu-154M. I też nie wszyscy równie mocno przeżywali tę tragedię.
- Jeśli w jednostce służy niemal 400 osób, to część personelu, z którym nie ma się na co dzień styczności, zna się jedynie z widzenia. Wiadomo, że z takich kontaktów przyjaźni nie będzie. Ale to też pozwala na wyłowienie tych, których tragedia dotknęła mocniej - usłyszeliśmy.
Według relacji naszych informatorów, piloci, którzy latali do Smoleńska już po katastrofie, byli narażeni na niezwykle silny stres.
Na własne życzenie
- Nikt nie pokusił się, by z każdym z osobna porozmawiać, sprawdzić, czy potrzebuje pomocy, czy nie. Być może ta pomoc dotyczyła bardziej rodzin naszych kolegów, którzy zginęli w katastrofie. Oni faktycznie mieli wyznaczonych opiekunów - opisują lotnicy.
Informacje te potwierdziło DSP, które przyznało, że "w dniu katastrofy pomoc i wsparcie udzielane były przede wszystkim rodzinom ofiar-członków załogi". I tak przed wylotem do Moskwy bliskim zmarłych żołnierzy i pracowników towarzyszyły dwie panie psycholog z 1. Bazy Lotniczej, później zespół został wzmocniony dwójką psychologów. Prowadził on zajęcia z "interwencji kryzysowej, grupowe formy odreagowywania stresu pourazowego oraz opiekował się żołnierzami w trybie indywidualnym, na prośbę zainteresowanych." Według DSP, w 2011 roku "dowódca pułku zatrudnił do opieki i prowadzenia zajęć psychologa, który zapewniał żołnierzom pułku pomoc doraźną." W szczytowym okresie ośmioma rodzinami zajmowało się 6 psychologów.
- Również w nowo utworzonej 1. Bazie Lotnictwa Transportowego personel byłego pułku miał i nadal ma możliwość korzystania z opieki psychologicznej - zapewnia ppłk Goławski. Ta forma pomocy ma obejmować też żołnierzy zwolnionych z zawodowej służby wojskowej oraz członków ich rodzin.
- Pomoc psychologiczna dla osób, które opuściły wojsko? Od pana słyszę o tym po raz pierwszy... Być może coś takiego funkcjonuje, ale chyba z takiej formy pomocy korzystają osoby, które same się zgłoszą do jednostki - odpowiadają lotnicy. Taki stan rzeczy potwierdzałaby przytoczona wcześniej informacja DSP mówiąca właśnie o indywidualnej opiece nad żołnierzami, "na prośbę zainteresowanych".
- To wszystko tłumaczone jest tak, by ładnie wyglądało. Ilu z potrzebujących pomocy psychologicznej stać na to, by samemu zgłosić się do psychologa? Zwykle bywa tak, że właśnie ten potrzebujący jest najmniej świadomy, iż potrzebuje pomocy albo uważa, że sam się upora z problemami, a wsparcie specjalisty jest czasem niezbędne - zaznaczają piloci.
Marcin Austyn