Pytania referendalne muszą być ogólne
Niedziela, 30 sierpnia 2015 (19:12)Ze Stanisławem Piotrowiczem, posłem PiS, sekretarzem stanu w kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego koordynującego prace służb specjalnych, prokuratorem z 30-letnią praktyką, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Sześć senackich komisji rekomenduje odrzucenie wniosku prezydenta w sprawie zarządzenia ogólnopolskiego referendum 25 października. Wszystko wskazuje na to, że Platforma będzie próbowała wrzucić prezydencki wniosek do kosza. Czy to się może udać?
– No cóż, Platforma ma większość w Senacie, w związku z tym jest w stanie przegłosować wszystko, nawet najbardziej absurdalne rzeczy. Sprawa prezydenckiego wniosku dotyczącego ogólnopolskiego referendum w sprawie wieku emerytalnego, przyszłości Lasów Państwowych i obowiązku szkolnego 6-latków jest wizytówką tego, czym w rzeczywistości jest ugrupowanie, które w swojej nazwie ma „obywatelska”. Politycy tego ugrupowania, odrzucając regularnie i w arogancki sposób wszystkie inicjatywy obywatelskie, pokazali, w jakim poważaniu mają obywateli. To obecne ich działanie nie ma nic wspólnego z wolą Narodu. Tymczasem prezydent Andrzej Duda realizuje oczekiwania ok. 6 milionów Polaków. To nie jest zapotrzebowanie partyjne, tak jak było to w przypadku prezydenta Komorowskiego, którego inicjatywa była ewidentnie podporządkowana tylko i wyłącznie chęci wygrania w drugiej turze wyborów. Prezydent Duda pokazuje, że wsłuchuje się w głos Polaków, nie tak jak premier Kopacz, która mówi, że słucha, rozumie, pomaga, ale jest to tylko kwestia słów. Natomiast prezydent Duda jeździł po Polsce, wsłuchiwał się w głos Polaków i wiedział, czego oczekują. Ta inicjatywa referendalna jest zatem głosem 6 milionów Polaków, ale ten głos Platforma odrzuca. W Senacie Platforma ma większość i – jak wspomniałem – może zrobić wszystko, ale wynika z tego jeden ważny wniosek, że zmiana w Polsce na szczytach władzy jest konieczna. Ten rząd i ta koalicja PO –PSL nie dba o Polaków, a jedynie o to, żeby utrzymać się u władzy i służyć wiernie tylko wąskiej, elitarnej grupie, najczęściej związanej z biznesem. Jestem głęboko przekonany, że taka postawa i tego rodzaju decyzje polityczne otworzą szeroko oczy także tym, którzy do tej pory tego nie zrobili, że ludzie ci zrozumieją, w jaki sposób Platforma traktuje państwo, naród i mam nadzieję, że ludzie odpowiedzą na tę postawę 25 października.
Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz argumentuje, że pytania są zbyt ogólne, a jego partyjni koledzy martwią się kosztami zorganizowania referendum…
– Szkoda, że premier Ewa Kopacz i spółka nie martwią się kosztami referendum 6 września. Szkoda, że marszałek Borusewicz i jego współpracownicy nie zwrócili uwagi na to, że pytania prezydenta Bronisława Komorowskiego, które –jak przyznali pracownicy jego kancelarii – zrodziły się w pośpiechu i w nocy, są nie tylko pytaniami nieprzemyślanymi, ale niektóre z nich pozostają w sprzeczności z postanowieniami Konstytucji RP. Mam na myśli pytanie dotyczące chociażby jednomandatowych okręgów wyborczych, podczas gdy Konstytucja mówi wyraźnie, że wybory są proporcjonalne. W tej sytuacji pytanie Polaków ma tylko taki sens, żeby zmieniać Konstytucję. Druga sprawa dotyczy pytania, czy ludzie są za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika, co jest oczywiste. Przecież jest to podstawowa zasada prawna i nie wyobrażam sobie, żeby już dziś było inaczej. Jeżeli bowiem jest wątpliwość, to niby dlaczego nie miałaby być rozstrzygana na korzyść podatnika? W odniesieniu do wszelkich danin publicznych, jak również prawo karne, prawo powinno być bardzo precyzyjne, na co wielokrotnie zwracał uwagę Trybunał Konstytucyjny. Szczególnie te dwie dziedziny, które godzą w prawa i godności obywatelskie, muszą się cechować bardzo precyzyjnym prawodawstwem. Wracając do zasadniczego wątku naszej rozmowy, wątpliwości związane z pytaniami referendum prezydenta Komorowskiego są poważne, ale jakoś nie dostrzegł ich marszałek Borusewicz – słowem się nawet na ten temat nie zająknął, natomiast próbuje szukać dziury w całym, zarzucając prezydentowi Dudzie, że pytania są ogólne.
Tak czy inaczej pytania referendalne powinny być szczegółowe czy ogólne?
– Z natury rzeczy pytania referendalne muszą być ogólne. Jeżeli marszałek Borusewicz oczekuje, że pytania referendalne będą zawierały propozycje ustawowych rozwiązań w kwestiach, których dotyczą, to znaczy, że nie rozumie sprawy, bo to jest niemożliwe. Jeżeli natomiast marszałek Borusewicz uważa, że obywatele nie wiedzieliby, co odpowiedzieć na niektóre pytania, bo nie mają jasności, to powinien się skoncentrować na tym, ażeby zorganizować szeroką kampanię informacyjną i wyjaśnić obywatelom wszelkie wątpliwości. Pytania referendalne z natury rzeczy muszą być zwięzłe, natomiast szczegóły rozwiązań mają się znaleźć w ustawach. Przy okazji warto zwrócić uwagę, żeby w Polsce była przestrzegana hierarchia aktów prawnych. Wszystkie sprawy próbuje się regulować ustawami, ale to nie jest w porządku z wielu powodów. Po to ktoś kiedyś wymyślił hierarchię aktów prawnych: Konstytucja, ustawa, rozporządzenia, zarządzenia, regulaminy itd., i te najwyżej stojące powinny być ogólne, a doprecyzowanie powinno następować w miarę schodzenia w dół po drabince prawnej. To ma głęboki sens dlatego, że jeżeli ustawa jest bardzo szczegółowa, to nie wytrzymuje próby czasu. Takie prawo wymaga ciągłych nowelizacji, co najlepiej widać dzisiaj, kiedy możemy zaobserwować majstrowanie przy kodeksach karnym, cywilnym, administracyjnym, które po kilkanaście razy w roku są nowelizowane, co powoduje dewaluację prawa, jego nieznajomość, ale jakoś to marszałka Borusewicza nie razi. A przecież to on jest odpowiedzialny za tę legislację i to Senat pod jego kierownictwem, wykonując wyroki Trybunału Konstytucyjnego, po kilkanaście razy w roku nowelizuje różne kodeksy prawa.
Argumentów przeciw referendum 25 października jest jednak więcej. Pojawiają się m.in. głosy, że władza nie może ulegać wszystkim inicjatywom społecznym. Czy to jednak nie stoi w sprzeczności z tym, co Ewa Kopacz mówi do Andrzeja Dudy, że powinien być prezydentem wszystkich Polaków?
– Wiele wskazuje na to, że w głowie premier Kopacz nie może się pomieścić to, że polityka to nie partyjniactwo. Być może dlatego jej obóz tak często mówi o potrzebie odpolitycznienia tego czy owego. W związku z tym mam dla Platformy jedną dobrą radę: najbardziej polityczny jest parlament, więc może powinno się go zlikwidować, ale ci państwo opatrznie pojmują politykę, utożsamiając ją z partyjniactwem. Zarzut, że Andrzej Duda jest prezydentem jednego ugrupowania politycznego, nie znajduje żadnego uzasadnienia. Referendum nie jest zamówieniem Prawa i Sprawiedliwości, a pytania referendalne o wiek emerytalny, przyszłość Lasów Państwowych i obowiązek szkolny 6-latków wynikają z inicjatyw obywatelskich. Polskie społeczeństwo, wbrew temu, co się powszechnie uważa, wykazało aktywność publiczną i społeczną, zbierając miliony podpisów. Czy wobec tej armii ludzi prezydent wybrany w demokratycznych wyborach miał być głuchy…? To pokazuje, że referendum nie jest inicjatywą PiS, ale zaproponowane przez prezydenta Andrzeja Dudę jest wykonaniem woli Polaków wyrażonej w inicjatywach obywatelskich, ustawodawczych popartych 6 milionami podpisów.
Tyle że te głosy były dotąd lekceważone przez obóz rządzący…
– Platforma ocknęła się dopiero teraz, ale mam poważne wątpliwości, czy to jest szczere i czy ci politycy rzeczywiście przejrzeli na oczy i chcą się zreflektować. Z pewnością nie. W Platformie zorientowano się, że nie słuchając Polaków, można nie wygrać październikowych wyborów. W związku z tym trzeba pokazać teraz, że się słucha, żeby tylko wygrać wybory, a później będzie dalej to samo. Na wiarygodność też trzeba zapracować, a Platforma przez osiem lat zapracowała na to, aby mieć opinię zupełnie niewiarygodnych, a ta niewiarygodność przecież jest doskonale widoczna w zestawieniu propagandy z ujawnionymi taśmami rozmów nagranych polityków tej formacji. Tam najlepiej widać, co ludzie władzy sądzą na temat Polski, Polaków i jak pojmują swoje obowiązki publiczne w zderzeniu z tym, co mówią teraz w kampanii ustami m.in. premier Kopacz. Człowiek, który na różne okazje wypowiada inne treści, jest niewiarygodny. Prezydent Duda jeździł po Polsce, wsłuchiwał się w oczekiwania ludzi i teraz wciela je w życie. Pani premier, mówiąc, że władza nie może ulegać wszystkim inicjatywom społecznym, zapomina, że władza jest po to, aby wsłuchiwać się w głos Polaków. Władza, która mówi, że nic z tych rzeczy, o które postulują Polacy, zrobić się nie da, a jednocześnie nie dopuszcza do dyskusji publicznej, jest władzą niewiarygodną. W obecnej koalicji PO – PSL nie ma dobrej woli wsłuchiwania się w głos Polaków. Ta władza wsłuchuje się jedynie w głos bardzo wąskiego lobby.