Kogo wybiorą katolicy
Wtorek, 6 listopada 2012 (02:12)Z Thomasem Dobbinsem, koordynatorem programów społecznych w Caritas Archidiecezji Nowojorskiej, rozmawia Piotr Falkowski
Katolicy w tych wyborach mogą stać się języczkiem u wagi. Co można zrobić, by podejmowali decyzje zgodnie ze swoją wiarą?
– Przypominamy, żeby byli świadomymi obywatelami, albo inaczej, by jako obywatele nie zapominali, że są też katolikami. Przed poprzednią kampanią wyborczą, gdy Barack Obama rywalizował z Johnem McCainem, biskupi amerykańscy wydali dokument pod tytułem „Formowanie sumień wierzących obywateli”. Jest to wspólny głos biskupów wszystkich katolickich diecezji w USA na temat odpowiedzialności politycznej obywateli. To, co zrobiliśmy wtedy i powtarzamy przy obecnych wyborach z pewnymi modyfikacjami, to spotkania w parafiach, podczas których ten dokument jest prezentowany. W naszej archidiecezji jest ich prawie 400. Specjalne spotkania podczas kampanii w 2008 r. odbyły się w 33 z ich. Obecnie obejmujemy programem prawie wszystkie parafie archidiecezji. Wybory, jak wiadomo, są w listopadzie. Prezentacje zostały zaplanowane na wrzesień i październik. Wcześniej są wakacje i żadne akcje nie wychodzą. A kiedy dzieci idą do szkół, to rodzice wracają do innego rytmu pracy.
Jak wygląda takie spotkanie parafialne na temat odpowiedzialności obywatelskiej?
– Spotkanie odbywa się po południu w niedzielę, czasem w inny dzień. Każdemu wręczamy dokument Episkopatu, ale uznaliśmy, że to za mało. Dlatego wyświetlamy prezentację komputerową, która prowadzi poprzez główne idee tego dokumentu biskupów. Jest ona przygotowana po angielsku i hiszpańsku, gdyż wielu wiernych posługuje się tylko hiszpańskim. Zaczyna się od kilku cytatów ze słów Ojca Świętego Benedykta XVI wypowiedzianych podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych. Poprzednia kampania przypadła niedługo po pielgrzymce papieskiej, która odbywała się w kwietniu 2008 roku. Potem wyjaśniamy, dlaczego Konferencja Episkopatu zajęła stanowisko w sprawach życia publicznego, politycznego. Następnie dokonujemy przeglądu zasad nauki Kościoła wyłożonych w dokumencie biskupów. Pokazujemy, że wszystko, co tam jest napisane, ma swoje oparcie w nauczaniu Kościoła katolickiego. Są więc konkretne cytaty z Katechizmu Kościoła Katolickiego, encyklik papieskich czy Kompendium Nauki Społecznej Kościoła. Robimy to, do czego wzywają nas biskupi, czyli formujemy sumienia, wybierając na to najbardziej dogodny moment – okres przed wyborami prezydenckimi. Uświadamiany ludziom, że ich wiara ma znaczenie także, gdy głosują. I pokazujemy dokładnie, jakimi zasadami powinien kierować się katolik podczas aktu wyborczego. Nie mają tu znaczenia sympatie polityczne moje czy moich współpracowników prowadzących spotkania, gdyż wszystko, co mówimy i co jest napisane na ekranie, ma potwierdzenie w autorytecie Magisterium.
Co z tych kryteriów właściwego głosowania jest dla parafian nowe albo trudne do przyjęcia?
– Jest to część zatytułowana „Robić dobrze, unikać zła”. Omawiamy w niej znaczenie cnoty roztropności, która jest fundamentalna podczas wszelkich wyborów moralnych, także politycznych. Przypominamy, że głosowanie wymaga należytej rozwagi. Nie można podejmować decyzji w oparciu o jeden czy kilka punktów programu kandydata, ale brać pod uwagę całokształt jego poglądów. Prezentacja wymienia poglądy, które mogą wyrażać kandydaci, a których nigdy nie mogą zaakceptować katoliccy wyborcy. Zwracamy uwagę na kwestie takie jak aborcja, eutanazja, klonowanie i eksperymenty na embrionach, a spoza kwestii bioetycznych rasizm, ludobójstwo, niewolnictwo. Wpieranie choćby jednej z nich dyskwalifikuje kandydata. W tym kontekście zwracamy jednak uwagę, że chociaż na plan pierwszy wysuwają się te zakazy, to podstawą odpowiedzialności obywatelskiej jest program pozytywny wyrażany przez zasady katolickiej nauki społecznej, to jest solidarności, pomocniczości, troski o dobro wspólne, promocji godności osoby ludzkiej.
Chyba dla każdego katolika powinno być oczywiste, że nie można poprzeć zwolennika aborcji albo rasizmu?
– No tak, powinno. Ale nie zawsze tak jest. Ludzie często nie rozumieją, że zasady katolickie obowiązują w życiu politycznym. W Stanach Zjednoczonych bardzo mocno przestrzega się zasady rozdziału Kościoła od państwa. Mówi o tym pierwsza poprawka do konstytucji. Niekiedy prowadzi to w amerykańskim myśleniu do domniemania, że Kościół w ogóle nie ma nic wspólnego z państwem i polityką. Że w tych sprawach po prostu nie może mieć nic do powiedzenia. Dokument naszych biskupów prostuje ten błąd. Wyjaśnia, że zadaniem Kościoła jest pomoc w dokonaniu właściwego wyboru podczas głosowania. Nie mówimy, że należy popierać kandydata A czy B, ale umożliwiamy zrozumienie pewnych kwestii, które należy uwzględnić podczas wyborów politycznych. Uświadomienie sobie tych spraw, ich odpowiedzialne potraktowanie to właśnie formowanie sumienia obywatelskiego. Mamy nadzieję, że dajemy pewne narzędzia w tym kierunku.
Ale poparcie amerykańskich katolików często otrzymują politycy o poglądach jawnie sprzecznych z nauką Kościoła.
– To kwestia edukacji i odpowiedzialności. Biskupi, księża, a także świeccy działacze katoliccy robią naprawdę dużo w pierwszym punkcie. Wierni mają coraz więcej informacji, możliwości poznania nauki Kościoła i swoich obowiązków. Ale jest jeszcze kwestia ich przyjęcia. Niestety w przekazie kierowanym do obywateli jest obecny sposób myślenia zupełnie przeciwny do tego, który formułują biskupi. Mówi się, że dojrzali katolicy powinni być autonomiczni w podejmowaniu decyzji, czyli nie muszą się kierować żadnymi wskazaniami Kościoła, przykazaniami Bożymi, ale własnym osądem. Uleganie takiemu złudzeniu prowadzi do wypaczenia sumienia, ale to wygodne wytłumaczenie dla braku odpowiedzialności, egoizmu. Trzeba pamiętać, że mamy demokrację przedstawicielską i głosujemy na ludzi, a nie na pojedyncze hasła ich programów. Oczywiście nie jest tak, że katolicy celowo popierają kandydatów wyrażających poglądy pro-choice tylko dlatego, że ci są za swobodą aborcji. Nie, raczej biorą pod uwagę program gospodarczy albo socjalny kandydata. Wydaje im się, że dobrze wybierają, gdy kandydat ma właściwe stanowisko w wielu sprawach, gdyż wówczas jego pozytywna strona przeważa wady, jak popieranie aborcji. Takie ważenie jest jednak błędem i niewłaściwym użyciem cnoty roztropności. Katolik, który tak czyni, jest winny formalnej współpracy w wielkim złu.
Chyba często zdarza się, że z punktu widzenia nauki katolickiej żaden kandydat nie może zostać zaakceptowany. Co wtedy?
– Wówczas mamy dylemat moralny i wyzwanie dla sumienia. Można wtedy zdecydować o niegłosowaniu. Najczęściej jednak kogoś ostatecznie popieramy. Należy wziąć wówczas pod uwagę całą postawę życiową kandydata, jego osobowość, a także to, czy ma wpływ na ustawodawstwo albo działanie władzy w sprawach, w których nie możemy zaakceptować jego stanowiska.
To, co znajduje się w dokumencie amerykańskich biskupów „na czarnej liście” poglądów nieakceptowanych, media i kultura masowa przedstawiają jako prawa człowieka i osiągnięcie demokracji.
– Tak, ma miejsce wojna kulturowa, często ważniejsza i bardziej zacięta niż rywalizacja polityczna. W polityce zmiana wymaga uzyskania 50 proc. głosów plus jeden. W wojnie kulturowej często mniejszość narzuca swoje zdanie większości. Ta wojna jest też bardzo długotrwała, dłuższa niż kadencje urzędników. W tym miejscu chciałbym powrócić do tego, co mówiłem o programie pozytywnym nauki katolickiej. Wierzący obywatel musi myśleć o edukacji, wychowaniu, rodzinie, o społecznej integracji. Biorąc odpowiedzialność za te kwestie, jesteśmy w stanie zmienić złe tendencje w kulturze, chociaż trudno im się przeciwstawić.