• Czwartek, 9 kwietnia 2026

    imieniny: Marcelego, Dymitra

Człowiek Laska na latarni

Wtorek, 6 listopada 2012 (02:12)

Po kraksie motoszybowca PW4-Pelikan na warszawskim Bemowie prokuratura podejmie śledztwo w sprawie spowodowania wypadku w ruchu powietrznym. Sprawę bada też PKBWL.

Jak informuje prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w dniu wypadku prokurator był na miejscu zdarzenia, jednak formalnie śledztwo zostanie wszczęte przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Wola tuż po przekazaniu materiałów sprawy przez policję.

Śledztwo zostanie wszczęte z art. 177 kodeksu karnego. Traktuje on o naruszeniu zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym. Jeśli ktoś nieumyślnie spowodował wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

W przypadku spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu kara może wynieść do ośmiu lat więzienia. Równocześnie prokuratura potwierdziła wcześniejsze informacje "Naszego Dziennika" co do osób, które znajdowały się na pokładzie motoszybowca. Jak usłyszeliśmy, byli to "Marcin Sz. i Jerzy K.".

Jak już informowaliśmy, Jerzy Kędzierski to członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, pilot doświadczalny i instruktor. Według relacji Macieja Laska, szefa PKBWL, miał tego wieczoru odbywać "rutynowy lot".

Marcin Sz. to właściciel motoszybowca. Rozbity PW4-Pelikan kilka miesięcy temu został odkupiony od Politechniki Warszawskiej. Był to prototyp wykonany kilka lat temu przez jednego ze studentów. Nowy właściciel miał dokonać w maszynie wymiany silnika, gdyż stara jednostka była mocno awaryjna.

Motoszybowiec przeszedł obloty, które potwierdziły dobre funkcjonowanie silnika. Od tego czasu pelikan bez żadnych problemów wylatał kilkadziesiąt godzin. Aż do piątkowego wieczoru, kiedy spadł na ziemię kilkadziesiąt metrów przed lotniskiem Babice na warszawskim Bemowie, kosząc przy tym słup oświetleniowy przy ul. Powstańców Śląskich.

Obaj mężczyźni zostali ranni i przewiezieni do szpitala. Jednakże to nie awaria miała być przyczyną wypadku, a nieostrożność lotników, którym zabrakło paliwa. Warto nadmienić, że relacje niektórych mediów sugerują, że to Sz. miał pilotować maszynę. W fotelu instruktora siedział członek PKBWL.

MA