• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Doświadczenie Ulsteru

Sobota, 29 sierpnia 2015 (18:19)

Kolejna wyspa „na koncie” NINIWA Team to efekt porannej piątkowej przeprawy promowej do Larne w Irlandii Północnej. Choć pogoda niewiele się zmieniła, to nowością jest obserwacja stanu napięcia i konfliktu społecznego na tym obszarze.

Irlandia Północna prowokuje. Prowokuje do przemyśleń istniejących tu postaw społecznych, do poznania swojej historii. Dziś, w piątek, rowerzyści podróżują po obszarze zwanym Ulster, który jest jedną z czterech prowincji wyspy. Obszar geograficzny jest jednak podzielony społecznie. To tutaj katolicy i protestanci żyją w ciągłym konflikcie, często uciekając się do rozwiązań siłowych. Pomimo wiary w jednego Boga spory etniczne wielokrotnie okazywały się ważniejsze. To Irlandia Północna jest echem walk terytorialnych pomiędzy Irlandczykami i Brytyjczykami. I mimo oficjalnego zakończenia konfliktu, tzw. kłopotów, w 1998 roku, wciąż można obserwować jego skutki.

NINIWA Team rozpoczyna dzisiejszy dzień od dwugodzinnego rejsu promem do Larne w Irlandii Północnej. Czas spędzony na statku to czas wręcz rozkoszny. Ciepło, dostęp do toalet i możliwość wypicia ciepłej herbaty działa bardzo dobrze na morale uczestników. Energia na kolejny etap jazdy jest intensywnie magazynowana i kiedy na lądzie okazuje się, że trzeba znowu jechać w zimnie, w deszczu i do tego pod silny wiatr, nie ma płaczu, tylko wszyscy ruszają żwawo do przodu. Dużo sił dodają także często pozdrawiający grupę ludzie oraz przychylnie trąbiący kierowcy.

Pogoda zdaje się czasami odpuszczać, wychodzi słońce, można trochę osuszyć przemoczone rzeczy i ogrzać dłonie. Jednak takie okienka pogodowe, jak niespodziewanie i szybko się pojawiają, tak równie szybko znikają. Grupa sprawnie dociera w okolice Belfastu, gdzie jest skazana na… stanie w korku. I tak przez 1,5 godziny! Ruch jest na tyle intensywny, że nawet nie ma jak ominąć samochodów. Swoje trzeba odczekać i… zmoknąć. Poza utrudnieniami w ruchu trzeba też dziś mierzyć się z wieloma awariami. Dwie przebite dętki Krzyśka Kiebuły, zerwana linka w przerzutce Michała Pieli, pęknięte szprychy w rowerze Łukasza czy w końcu dwie wywrotki Oli Krupy. Nie jest lekko! Ostatecznie po ponad 100 km grupa dociera do Newry, gdzie rozpoczyna poszukiwania miejsca na nocleg. Łatwo nie jest. Kilku gospodarzy odmawia, o jakieś miejsce na uboczu też trudno.

Niniwici znajdują katolicką katedrę, niestety zamkniętą. Nie przeszkadza im to oczywiście w odprawieniu Mszy św. w jej otoczeniu. W trakcie Eucharystii przechodzi obok kilku rodaków, którzy pozdrawiają i czasami na chwilę przystają. W pomoc angażuje się pan Grzegorz, który prowadzi grupę do miejscowego księdza. By było szybciej, Sylwia oddaje panu Grzegorzowi swój rower, a sama dopełnia dzień treningiem biegowym. Szacuneczek!

Niestety okazuje się, że ksiądz z Polski jest na urlopie, a jego zastępca boi się wpuścić rowerzystów i rozmawia z nimi przez zamknięte drzwi. Ostatecznie podróżnicy znajdują pusty, zadaszony parking, gdzie mają nadzieję spędzić spokojną noc.

Newry jest miastem, do którego o. Tomek oraz Szymek Majchrzak śmiało porównują swój rodzinny Lubliniec, akcentując poszczególne różnice. W trakcie szukania noclegu rowerzyści dowiedzieli się, że co trzeci mieszkaniec miasta to Polak, oraz widzieli pięć polskich sklepów. Jak zauważa Szymek, choć katolików jest bardzo mało, to konflikt pomiędzy nimi a protestantami również tutaj ma swoje odbicie. Całe miasto jest obstawione policją czujną na wszelkie sygnały o kolejnych sporach. Zaskoczeniem dla grupy są też kluby oznaczone tęczową flagą, których w mieście jest całkiem sporo. Ojciec Lider kładzie się spać z myślą o milionach polskich emigrantów, których wyjazd był jeszcze 30 lat temu nie do pomyślenia. A teraz? To codzienność wielu polskich rodzin, których członkowie często wyjeżdżają za chlebem, lepszym życiem czy nawet zgodnie z panującą modą, tak po prostu. Miejmy tylko nadzieję, że emigracja nie jest dla naszych rodaków drogą do zagubienia samego siebie, a raczej niech przykładem św. Augustyna stają się oni dzięki temu doświadczeniu lepszymi ludźmi, pamiętającymi o swoim pochodzeniu.

Podziękowania:
Dla pana Grzegorza za pomoc przy poszukiwaniu noclegu i życzliwość.

Bilans dnia:
107 km
Średnia prędkość: 17 km/h
1 przeprawa promowa
1,5 h w korku

Nocleg:

Newry

Przejechanych do tej pory kilometrów: 3540

Mateusz/NINIWA Team