• Środa, 1 kwietnia 2026

    imieniny: Grażyny, Hugona, Zbigniewa

Każdy u Mamy czuje się najlepiej

Sobota, 29 sierpnia 2015 (12:49)

Z Mariuszem Feszlerem, organizatorem jubileuszowej XXX Zambrowskiej Pieszej Pielgrzymki do Matki Bożej Pojednania w Hodyszewie, rozmawia Małgorzata Pabis

 

Na pielgrzymi szlak wyszła w piątek jubileuszowa XXX Zambrowska Piesza Pielgrzymka do Matki Bożej Pojednania w Hodyszewie. Czy ma ona jakiś szczególny program?

 

– Pielgrzymka to rekolekcje w drodze, dlatego też posiada określony program pielgrzymkowy, który zawsze oscyluje wokół hasła roku, które brzmi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. W tej tematyce będą też głoszone konferencje. Oczywiście jest czas śpiewów, modlitwy na różańcu, Drogi Krzyżowej, Koronki do Miłosierdzia Bożego, a przede wszystkim czas na spowiedź.

 

Ilu pielgrzymów bierze w niej udział i ile kilometrów macie do przejścia?

– Średnio w pielgrzymce bierze udział ok. 400 osób, ale liczba jest różna, w jednym roku było aż 1100 osób. Idziemy zorganizowani w jedną grupę – wychodzimy z Zambrowa, z parafii pw. Trójcy Przenajświętszej, ale w pielgrzymce uczestniczą pątnicy z parafii pw. św. Józefa Robotnika w Zambrowie, z parafii pw. Ducha Świętego w Zambrowie i całego dekanatu zambrowskiego, także pątnicy z Łomży, Białegostoku, Wysokiego Mazowieckiego.

Pielgrzymka podzielona jest na dwa dni. Łącznie do przejścia jest 51,9 km.

 

Czy dziś trudno jest namówić ludzi na wyjście na pielgrzymi szlak?

– Część osób czuje potrzebę odbycia takich rekolekcji „w drodze”, zresztą forma pielgrzymowania pieszego jest bardzo stara. Można powiedzieć, że pierwszą pielgrzymkę odbył Abraham wezwany przez Boga. Myślę, że to zawsze Bóg porusza serce i wzywa do porzucenia swojego domu i przeznaczenia czasu dla Niego – właśnie podczas pielgrzymowania pieszego.

Sanktuarium w Hodyszewie jest bliskie diecezji łomżyńskiej, zresztą Matkę Bożą Pojednania na tych terenach także nazywa się Królową Podlasia. Dlatego też ludzie czują naturalną potrzebę udania się do Mamy. Są to ludzie starsi, którzy nie mogą udać się do Częstochowy, bo za daleko  – dlatego idą bliżej, ale od pewnego czasu obserwujemy też dużą liczbę osób młodych, które chcą zawierzyć swoje życie Maryi. Widać to szczególnie w intencjach modlitwy podczas drogi.

 

Zambrowska pielgrzymka ma swoją szczególną historię...

 

– Historia pielgrzymki jest dość nietypowa i wiąże się z dwoma wielkimi wydarzeniami – jedno z nich ma wymiar w skali kraju, drugie regionalny. Są to: Porozumienia Sierpniowe z 1980 r. oraz koronacja obrazu Matki Bożej Pojednania w Hodyszewie. Oba te wydarzenia miały miejsce w tym samym czasie. Zostały powiązane i odczytane równocześnie. Wielki ruch „Solidarność” był przecież oparty na  ewangelicznej zasadzie: „jeden drugiego brzemiona noście”, to był czas wielkiego pojednania narodowego – jedności między Polakami; Matka Boża z obrazu w Hodyszewie to Matka Boża Pojednania. Oba te znaki są tu aż nadto czytelne. I tak też zostały przez nas odczytane – dlatego w rocznicę koronacji obrazu w 1986 r. oraz Porozumień Sierpniowych 30 lat temu wybrały się do sanktuarium w Hodyszewie najpierw 3 osoby: mój tata – Lech Feszler, jego kolega Marek Rutkowski (obaj byli internowani 13 grudnia 1981 r.) i ja, wtedy jako jeszcze mały chłopak. Od tamtego czasu zawsze w ostatnią sobotę sierpnia (rocznica koronacji obrazu i Porozumień Sierpniowych) co roku z Zambrowa z parafii pw. Trójcy Przenajświętszej wyruszała pieszo do Hodyszewa grupa przyjaciół, czasami było to 20, czasami 30 osób.

W 1995 r. z kolegą Grzegorzem Tymińskim postanowiliśmy trochę szerzej rozpropagować ideę pielgrzymowania do Matki Bożej Pojednania i przygotowaliśmy plakaty o pielgrzymce. Rezultat przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Na pielgrzymkę przyszło ponad 100 osób, od tamtego też czasu pielgrzymka ma określone ramy organizacyjne. 

Z ciekawostek z tamtego czasu mogę tylko powiedzieć, że przed 90 rokiem – z tej racji, że pątnicy byli to zwykle ludzie związani z „Solidarnością” – byliśmy przedmiotem zainteresowania Służby Bezpieczeństwa, która „po cichu” pielgrzymowała z nami, obserwując, co robimy. Dziś mam nadzieję, że dało to im trochę do myślenia. Krzyż, który wisi w Urzędzie Miasta w Zambrowie, został też poświęcony w sanktuarium w Hodyszewie.

 

Dziś to pielgrzymowanie do Matki Bożej Pojednania nabiera chyba innego wymiaru...

– Nam potrzeba dziś pojednania w Polsce, w Narodzie, w rodzinach, w naszych środowiskach, w których żyjemy, w pracy. Potrzeba, abyśmy w końcu otrząsnęli się z ducha wiecznej rywalizacji, chęci błyszczenia przed innymi, chęci zajmowania pierwszego miejsca kosztem wypychania innych. Jesteśmy rozdarci wewnętrznie. Dużo w nas niepewności, złości, nienawiści. Dlatego potrzeba nam zrozumieć, że jedynie wspólnie możemy pracować dla dobra wspólnego. A gdzie możemy się tego nauczyć lepiej jak nie u Mamy – która uczy nas jedności, pojednania z Bogiem, z samym sobą i z innymi. Nie ukrywam, że w tym kontekście – pojednania, budowania wspólnoty – patrzymy też z pewną nadzieją na nową prezydenturę i wszystkie znaki, jakie towarzyszą jej od początku.

 

A czym dla Pana jest pielgrzymowanie?

– Pielgrzymka zawsze była dla mnie oddaniem swojego życia Bogu. Cały ten czas organizacji poprzedzający pielgrzymkę, który jest dość trudnym czasem,  oraz sam czas pielgrzymki jest ciągłym przypominaniem, że nie powinienem polegać na własnych siłach, że bardziej trzeba zaufać Bogu – Jego Matce – On przecież wie lepiej, co jest dla mnie dobre. Dlatego też bardzo liczy się dla mnie pomoc całego zespołu organizacyjnego pielgrzymki, który – proszę sobie wyobrazić – zbiera się właśnie tylko przy okazji jej organizacji, a rekrutuje się z różnych środowisk. A co ważne, ma świadomość, że im większe trudności, tym większe owoce. Czasami stosujemy taki porównanie, że każdy w  służbie pielgrzymkowej niesie ze sobą intencje wszystkich pielgrzymów, którym pomaga, których ochrania, którym służy, dlatego nie jest łatwo. Podzielę się jeszcze jedną ciekawostką, skoro wcześniej tyle mówiłem o znakach – 15 lat temu przeprowadziliśmy się z żoną do Białegostoku, długo szukaliśmy mieszkania, aż w końcu coś tam wybraliśmy, to jeszcze były czasy, kiedy ceny nie były tak wysokie jak teraz. Na naszą 11. rocznicę ślubu zamówiliśmy intencję Mszy Świętej, a że nie było już terminu w naszym kościele parafialnym, a nam bardzo zależało, to proboszcz zaproponował Msze Świętą w kaplicy w hospicjum Opatrzności Bożej, które dokładnie mieściło się „przez ulicę” naszego mieszkania, naszego okna. Zgodziliśmy się. I proszę sobie wyobrazić – wchodzimy tam i naszym oczom ukazuje się obraz Matki Bożej Pojednania – jedna z kopii, która kilkadziesiąt lat wcześniej zawędrowała właśnie tu. I proszę powiedzieć, czy to nie są aż nazbyt czytelne znaki, które Bóg daje nam w codziennym życiu. W życiu nie ma przypadków.

Na trasie, przez wszystkie te lata pielgrzymowania, spotykamy się z wieloma oznakami życzliwości tych, którzy goszczą nas na postojach, przyjmują na noclegach.

Mama zawsze łączy, mimo różnic i różnorodności każdy u Mamy czuje się najlepiej.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Małgorzata Pabis