• Wtorek, 12 maja 2026

    imieniny: Pankracego, Dominika

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Deszcz radości

Piątek, 28 sierpnia 2015 (11:33)

Po 138 km NINIWA Team dojechała w czwartek do Oceanu Atlantyckiego, gdzie na łące niedaleko portu w Cairnryan uczestnicy wyprawy spędzili noc w namiotach. W piątek rano czekała ich przeprawa do Irlandii. 

Zgodnie z zapowiedzią relację zaczynamy od uzupełnienia wiadomości ze środowego wieczoru. W chwili zakończenia rozmowy grupa znajdowała się w Domu Polskim, gdzie w przyjemnym ciepełku zajadała się ciasteczkami popijanymi herbatką. Poszukiwania noclegu były dość skomplikowane ze względu na złożoność miejscowych przepisów.

W pierwszej kolejności udało się skontaktować z księdzem Marianem Łękawą, który odstąpił dziewczynom pokój w swoim mieszkaniu. Następny telefon został wykonany do prezesa Sikorski Polish Club w Glasgow, pani Izy, która pomimo wielkiej życzliwości nie mogła legalnie użyczyć mieszkań rowerzystom. Jednak sytuacja całkowicie się zmieniła, gdy o. Tomek wspomniał, że są Stowarzyszeniem NINIWA TEAM. Przede wszystkim prawnie, bo zorganizowana grupa ma możliwość noclegu, ale i osobiście, bo pani Iza od zawsze chciała poznać naszą drużynę, więc ich wizyta ją zachwyciła! Koniec końców rowerzyści śpią w jednym budynku. Wszyscy mają dostęp do łazienek, więc kąpielom nie ma końca, a godzina udania się do łóżek vel karimat przesuwa się do północy.

W czwarty czwartek wyprawy rowerzyści pozwalają sobie na dłuższy niż zazwyczaj nocleg, nastawiając budziki na 6.00. Niestety, widok zza okien nie napawa optymizmem: leje jak z cebra! Stąd grupa za propozycją ks. Mariana udaje się najpierw na wspólną Mszę św. do pobliskiej kaplicy. Pomimo wielkich nadziei po godzinie pogoda nie ulega zmianie, więc nie zostaje nic innego jak „uruchomić tryb przeciwdeszczowy” i wyjść przetestować jego działanie. Na pożegnanie ks. Marian obdarowuje podróżników małą sumką z przeznaczeniem na śniadanie.

Dzisiejszy podział na grupy jest dokonywany przez Karolinę, która błyszczy swym matematycznym zmysłem. Do pierwszej grupy przydziela osoby z numerkami kończącymi się na 1, 2, 3, do drugiej wpadają numerki z końcówką 4, 5, 6, zaś do trzeciej wszystkie pozostałe. Tym sposobem grupa dzieli się na równoliczne trzy podgrupy, co jest sztuką wychodzącą nielicznym. No cóż, jak to mówią – „genów nie wydłubiesz” (Karolina jest siostrą uzdolnionej szachistki Ewy, którą gorąco pozdrawiamy!).

Pierwszy dystans, 40 km, pełen jest deszczu, chłodu i wiatru. Leje na tyle mocno, że momentami jadą jakby w rzece. Również silny wiatr Nosicieli Radości nie oszczędza, stąd sprytny podział Karoliny szybko zostaje zaniechany na rzecz jazdy w dwukolumnie. Na szczęście grupa szybko dojeżdża do mieszkania małżeństwa Asi i Szymka, którzy zapraszają śmiałków na ciepłe kakao, kawę i ciasteczka. Do pary udało się dotrzeć dzięki siostrze Asi, Iwonie Bernackiej, która z NINIWĄ jest za pan brat, na co dzień mieszka w Pawonkach koło Lublińca, zaś obecnie pracuje przez dwa miesiące w Szkocji. Przyjęcie jest na tyle przyjemne i dające wytchnienie, że ekipa wyrusza w dalszą drogę dopiero po godzinie. Najpierw udaje się na zakupy, ponieważ to miasto jest ostatnim większym na dzisiejszej trasie.

Następnie NINIWA TEAM znów wybiera się na cudowne przedstawienie pod tytułem „Bajkowe krajobrazy Szkocji”. Jak podaje Karolina, z dnia na dzień jest coraz ładniej, przepiękne krajobrazy nie przestają zaskakiwać i zachwycać. No i rekompensują nieprzyjemną pogodę. Po 50 km grupa dojeżdża do Oceanu Atlantyckiego, gdzie spektakl dociera do kulminacyjnego punktu! Przestaje padać, wychodzi słoneczko, przed nimi bezmiar wód, za nimi fiordy z łąkami pasących się owiec! Istne sielankowe klimaty. W takiej scenerii cykliści jedzą obiad, nie spiesząc się przy tym zupełnie. Jest pięknie! Nachodzi ich więc pewna refleksja związana z dzisiejszą Ewangelią, gdzie Chrystus przypomina nam, żebyśmy byli czujni. Bóg zawsze obdarza nas radością, czy to w cudownie świecącym słońcu, w porywistym wietrze, czy w padającym deszczu. Problemem jest fakt, że my tej radości nie dostrzegamy, skupiając się na narzekaniu. A gdy człowiek szemra, przestaje być czujny i może przegapić Bożą radość. A jak uzupełnia Karolina, właśnie ta radość sprawia, że ten okropny deszcz schodzi na dalszy plan.

Ostatni dystans prowadzi drużynę do miejsca noclegu, skąd jutro o 7.30 wyrusza prom do Irlandii. Podczas jazdy oprócz przelotnego deszczu atrakcji dostarcza Górnik, który dopisuje na swoje konto trzy uszkodzone szprychy. Jak się okazuje, jedyną osobą wiozącą pasujące do Sławkowego koła szprychy jest Paulina, która już na początku wyprawy śpiewała Kuniolowi miłosne piosenki. Niestety, jej znów wzbudzone nadzieje legły w gruzach, gdy okazało się, że Górnik czuje miętę do Renaty…! Po prawie 140 km grupa dojeżdża na terminal portowy, gdzie może się ogrzać po chłodnym dniu. Niestety, pozwolenia na spędzenie nocy nie dostaje, więc rozpoczynają się poszukiwania noclegu. Te zaś kończą się na łące niedaleko portu z widokiem na bezmiar oceanu:)

Podziękowania:
Dla ks. Mariana z Glasgow za odstąpienie pokoju dziewczynom i wielką życzliwość oraz dla pani Izy za zorganizowanie noclegu.
Dla pań Iwony i Asi oraz pana Szymona za wsparcie i zmotywowanie do jazdy.

Pozdrowienia:
Dla Mikołaja Brożka od wytrwale pedałującej cioci.

Bilans dnia:
138 km
Śr. prędkość: 18,5 km/h

Nocleg:
Cairnryan

Przejechanych do tej pory kilometrów: 3433

Justyna/NINIWA Team