• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Kopacz kpi sobie z Polaków

Czwartek, 27 sierpnia 2015 (05:11)

Z Kazimierzem Grajcarkiem, przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Przewodniczący, co z nową Kompanią Węglową wspieraną pieniędzmi z branży energetycznej, której powstanie tak szumnie jeszcze w styczniu zapowiadała premier Ewa Kopacz?

– Niestety nic wielkiego się w tej materii nie dzieje. Można śmiało powiedzieć, że poszczególne elementy tego porozumienia nie są realizowane przez stronę rządową. Wczorajsze spotkanie związków zawodowych z branży górniczej było pewnego rodzaju podsumowaniem realizacji porozumień ze stycznia tego roku. Okazuje się, że różnica między tym, co miało być, a co jest, jest zasadnicza, a działania rządu niewielkie. Nowa Kompania Węglowa mimo zapowiedzi wciąż nie została powołana. I wprawdzie terminy zapowiadanych przez rząd działań mijają z końcem września tego roku, ale jeśli miałaby powstać nowa firma, to pracownicy przy zachowaniu 30-dniowego terminu powinni już otrzymywać informacje o przejściu do takiej firmy, o zasadach, na jakich się to będzie odbywało itp.

Skro nic się nie dzieje, to wygląda na to, że rząd PO - PSL jedynie kupił sobie tzw. święty spokój?

– W naszej ocenie jest to przeciąganie do wyborów. Osobiście uważam, że premier Kopacz przyjechała na Śląsk po to, aby zastawić minę dla nowego rządu. Skutki wybuchu tej miny mogą być opłakane w skutkach. Zresztą górnictwo nie jest jedynym obszarem w sektorze paliwowo-energetycznym podminowanym przez rząd koalicji PO – PSL. W poniedziałek spotkaliśmy się z Beatą Szydło, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, kandydatką na premiera rządu RP i wskazywaliśmy miejsca podminowane, które są bardzo niebezpiecznymi pułapkami dla przyszłej władzy. Póki co trwa przeciąganie czasu przez obecny rząd choćby o dzień, tydzień, tymczasem problem jest taki, że w listopadzie, a więc już po wyborach parlamentarnych, może zabraknąć pieniędzy na wypłaty.

Czy nie jest też trochę tak, że związki zawodowe dały się wmanipulować w to porozumienie i de facto oszukać temu rządowi i premier Kopacz? Uwierzyliście w obietnice bez pokrycia...

– Sytuacja jest złożona i poważna, bo dotyczy bardzo ważnych obszarów. Jako związki zawodowe mamy prawo protestować, ale też nie możemy zamykać się na drugą stronę i odmawiać rozmów. Dlatego jak tylko jest szansa, siadamy do stołu negocjacyjnego, licząc, że po drugiej stronie zasiadają ludzie otwarci na argumenty, z odrobiną dobrej woli, a nie gangsterzy. Stąd jeżeli premier polskiego rządu Ewa Kopacz, która dla mnie jako obywatela jest kompletnie niewiarygodna, przyjeżdża na Śląsk z dokumentami, to rolą związków zawodowych jest usiąść do rozmów. Na tym polegają negocjacje, które są elementem demokratycznego państwa prawa, o które walczyliśmy. Siadając do rozmów, nie mieliśmy złudzeń, że przedstawione rozwiązania to jedynie gra przedwyborcza, ale nie mogliśmy odmówić udziału w takim spotkaniu. W innym wypadku dalibyśmy rządowi i całej okołorządowej propagandzie do ręki argument.

Mimo wszystko nie czuje się Pan oszukany?

– Powiem uczciwie, że osobiście niczego dobrego się nie spodziewałem i nie spodziewam się po koalicji PO – PSL, ale jako przedstawiciel związków zawodowych muszę z tymi ludźmi rozmawiać, niezależnie czy ta druga strona jest wiarygodna, czy też nie. Nie czuję się oszukany, bo nigdy nie wierzyłem w to, co deklarowała premier Ewa Kopacz, jak i w szczerość tego porozumienia. Podpisać i negocjować musieliśmy. Jest to też kwestia pewnej uczciwości i zaufania – przynajmniej w pewnym zakresie. Przypomnę, że w styczniu tego roku siłą wymusiliśmy na rządzie i premier Kopacz przyjazd na Śląsk i negocjacje, do których usiedliśmy w dobrej wierze. Druga strona siadała do stołu w złej wierze z zamiarem oszukania nas i to niech oni mają wyrzuty sumienia. Natomiast w lipcu zostaliśmy zaproszeni do stołu, gdzie pojawiły się nazwijmy to zapowiedzi dotyczące rozwoju górnictwa i sektora paliwowo-energetycznego. Jak to wygląda, każdy widzi i mam nadzieję, że społeczeństwo już w październiku postawi tamę tej kłamliwej propagandzie. Zapowiedzi premier Kopacz, która z jednej strony mówi, że polskie bezpieczeństwo energetyczne musi się opierać na węglu, a z drugiej podejmowane są działania restrukturyzacyjne, które polegają na zamykaniu kopalń, to jawna kpina z Polski i Polaków.  

Czy w tej sytuacji górnicy planują jeszcze rozmowy z rządem i jaki jest scenariusz działań na najbliższy czas?

– Związki zawodowe przygotowują się do akcji protestacyjnej. Podczas wczorajszego spotkania został reaktywowany – po kilku miesiącach – Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. Czas realizacji deklaracji złożonych przez rząd mija z końcem września i do tego czasu wstrzymujemy się z wszelkimi akcjami protestacyjnymi, bo w innym wypadku narazilibyśmy się na zarzut zerwania podpisanych porozumień. Nie oznacza to jednak, że przez cały wrzesień będziemy czekać z założonymi rękoma.

Jakie zatem działania zostaną podjęte?

– Przede wszystkim poprzez centrale związkowe będziemy apelować do rządu, aby wzmógł działania i zrealizował to, do czego zobowiązał się w podpisanym porozumieniu. Natomiast dla związkowców branży górniczej, jak też wszystkich pracowników sektora paliwowo-energetycznego przygotowujemy informację o stanie realizacji podpisanego z rządem porozumienia, które tylko w niewielkiej części zostało zrealizowane. I tak Kopalnie Węgla Kamiennego „Bobrek” i „Piekary” zostały przeniesione do spółki Węglokoks Kraj, ale to tylko niewielka część podpisanego porozumienia z rządem. Nie została załatwiona sprawa powołania Nowej Kompanii Węglowej, a także przekazania KWK „Brzeszcze” do jednej ze spółek energetycznych. To musi niepokoić i dlatego poza akcją informacyjną na temat realizacji ustaleń z rządem będziemy przyglądać się poczynaniom tej ekipy, którą będziemy próbować zmobilizować do działania. Jeżeli to nie przyniesie efektu, to w październiku zgodnie z przysługującym nam prawem podejmiemy akcję protestacyjną.

Wierzy Pan w to, że skoro przez ponad pół roku rząd Ewy Kopacz nic znaczącego nie zrobił w kwestii realizacji złożonych deklaracji, to nagle się zreflektuje?

– To prawda. Porozumienie zostało zawarte w styczniu, było zatem dość dużo czasu, aby przystąpić do działania. Dlatego to, z czym mamy do czynienia, to jest skandal. Sprawa kopalń węgla kamiennego to tylko część problemu, bo nierozwiązane pozostają kwestie w kopalniach węgla brunatnego, w sektorze energetycznym, gdzie część spółek wycofuje się z wcześniej zapowiadanych inwestycji w tym obszarze. To oznacza, że nie tylko nie będzie nowych miejsc pracy, ale także nowych mocy energetycznych, a co za tym idzie – nie zwiększy się zapotrzebowanie na węgiel. Niepokój to jedno, a fala niezadowolenia, która coraz mocniej zaczyna narastać wśród pracowników, to drugie. Możemy się zatem spodziewać protestów w całej branży paliwowo-energetycznej. Na 4 września zapowiadana jest pikieta protestacyjna pod Tauron Polska Energia SA w Katowicach, przeciwko restrukturyzacji, a co za tym idzie – redukcji etatów w związku z brakiem podwyżek dla pracowników oraz przeciwko działaniom destrukcyjnym, które niszczą polską energetykę. Wybory są dopiero 25 października, jest zatem jeszcze sporo czasu, aby zewrzeć szeregi. Niezadowolenie rośnie i ta fala może się rozlać po całej Polsce. To może być rzeczywiście nieprzyjemna sprawa.

Chce Pan powiedzieć, że ewentualne protesty w górnictwie i w ogóle w sektorze paliwowo-energetycznym mogą być czymś w rodzaju gwoździa do politycznej trumny dla Platformy?

– Owszem nie jest to wykluczone, choć wydaje się, że Platforma swoimi działaniami sama zakłada sobie wieko na tę trumnę. Szkoda tylko, że dzieje się to kosztem Polski i Polaków, kosztem zaniedbań tak ważnego dla naszej gospodarki sektora. Tym bardziej że bezpieczeństwo energetyczne Polski – zwłaszcza wobec sytuacji za naszą wschodnią granicą, jest sprawą bardzo ważną. Tymczasem za tą strategiczną gałąź odpowiadają ludzie niekompetentni, którzy robią to w sposób nieudolny, co może mieć tragiczne skutki dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki