„Specjalne” uprawnienia konsula
Środa, 26 sierpnia 2015 (03:11)Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Nie milkną echa zachowania ukraińskich studentów z ubiegłego roku – posiadaczy Kart Polaka – którzy w rocznicę powstania OUN-UPA publicznie prezentowali i fotografowali się z flagą tej zbrodniczej organizacji. Policja umorzyła sprawę, a karę nałożoną przez uczelnię można nazwać co najwyżej porządkową...
– Sprawa jest w pewnym sensie precedensowa, chodzi bowiem o kwestie zasadnicze, a mianowicie czy w Polsce można omijać Konstytucję w odniesieniu do art. 13, który zakazuje promowania faszyzmu, zwłaszcza w nawiązaniu do kilku artykułów kodeksu karnego. Grono wybitnych naukowców oraz eksperci Instytutu Pamięci Narodowej, m.in. prof. Bogumił Grott czy prof. Czesław Partacz, w swoich ekspertyzach wskazują, iż działania, z którymi mieliśmy do czynienia w Przemyślu z udziałem studentów Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej, to nic innego jak forma propagowania faszyzmu. Tymczasem funkcjonariusz policji prowadzący śledztwo odrzuca je, a za wiarygodne uznaje kilkuzdaniową opinię propagatora banderyzmu – to jest nieporozumienie. Mamy tu do czynienia z sytuacją kpiny z praw obowiązujących w Polsce. Wprawdzie 13 sierpnia Prokuratura Okręgowa w Przemyślu po protestach środowisk kresowych i po przeanalizowaniu materiału zgromadzonego w sprawie zachowania ukraińskich studentów eksponujących symbole banderowskie i faszystowskie poleciła prokuraturze rejonowej wznowienie postępowania, ale nie zmienia to faktu, że były próby zbagatelizowania tej sprawy. Tak naprawdę gdyby nie środowisko kresowe, to sprawa zostałaby zamieciona pod dywan.
Nie dość, że studenci – na razie – nie ponieśli kary, to niejasny jest udział w tej sprawie ukraińskiego konsula generalnego Wasyla Pawlyuka, który przed objęciem misji dyplomatycznej był członkiem neobanderowskiej partii Swoboda. W lipcu br. odwiedził Komendę Miejską Policji w Przemyślu. Jaki mógł być cel takiej wizyty?
– Fakt, iż w kilkanaście dni po kontrowersyjnym umorzeniu postępowania konsul Ukrainy odwiedza komendanta miejskiego policji w Przemyślu, którego funkcjonariusz umorzył właśnie to postępowanie i w wywiadzie dla jednego z portali kresowych mówi wprost, że jednym z celów jego wizyty była właśnie sprawa tychże studentów, to mamy ze strony konsula do czynienia z próbą wpływania na śledztwo, a ze strony policji z uleganiem naciskom. Należy pamiętać, iż taką wizytę ustala się wiele dni wcześniej, czyli możliwe, iż w tym wypadku miało to miejsce w czasie trwania wspomnianego dochodzenia. Dlatego Stowarzyszenie Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich zwróciło się do ministra spraw wewnętrznych o wyjaśnienie tej sprawy.
Czyli, Pana zdaniem, zbieżność dat umorzenia postępowania wobec studentów i wizyty konsula Ukrainy nie jest przypadkowa?
– Dla mnie jest to oczywiste, iż nie może tu być mowy o przypadku. Z moich informacji wynika, że także inne organa, jak służby graniczne w Przemyślu, otrzymały polecenie przymykania oczu na wjazd do Polski obywateli Ukrainy z flagami banderowskimi. Ponadto pikanterii całej tej sprawie dodaje fakt, iż, jak wspomniałem, ekspertem wiarygodnym dla policji zostaje znany działacz ukraiński w Polsce Bogdan Huk, który sympatyzuje z partią, z której wywodzi się konsul Ukrainy, czyli z nacjonalistyczną Swobodą. Dla przypomnienia dodam, że działacze tego ugrupowania, które zyskuje coraz większe wpływy na Ukrainie, nawiązują w swoim programie do rewizji granic z Polską poprzez kontynuację linii programowej OUN.
W komunikacie, jaki ukazał się na stronie Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, można było przeczytać, że przedmiotem tego spotkania była chęć poznania przez ukraińskiego dyplomatę „struktur i zadań przemyskiej Policji oraz omówienie warunków i zasad współpracy”. O jakiej współpracy na tym szczeblu może być w mowa?
– Jest to kolejna zagadka. W Polsce służby państwowe obowiązują przepisy dotyczące kontaktowania się z dyplomatami obcych państw. Tym bardziej powinno to mieć miejsce w tym konkretnym przypadku, zwłaszcza że dotyczyło to dyplomaty kraju niebędącego członkiem Unii Europejskiej ani NATO. W takim wypadku powinny być zachowane procedury osłony kontrwywiadowczej, gdyż – co nie jest chyba wielką tajemnicą – wielu dyplomatów pracuje na rzecz służb specjalnych swoich państw. Samo określenie w komunikacie, iż konsul Ukrainy zapoznawał się ze strukturami i zadaniami polskiej służby w obszarze przygranicznym, jest co najmniej szokujące.
Komendant miejski policji nie posiada uprawnień do podejmowania jakichkolwiek działań czy rozmów dotyczących współpracy na poziomie międzynarodowym, a tym bardziej nie powinien działać pod dyktando służb konsularnych naszego wschodniego sąsiada...
– Mam nadzieję, iż w Polsce działają służby, które tego typu działania innych służb kontrolują. W innym wypadku byłoby to bardzo niebezpieczne. Dotyczy to także spotkań „przypadkowych” przy okazji różnych uroczystości i świąt państwowych. Oczywiście tutaj trudniej to monitorować, ale przy okazji takich spotkań nikt nie pokazuje struktur podległych służb.
Czy w tym przypadku możemy mówić o lobbowaniu ukraińskiej dyplomacji na terytorium Polski?
– W każdym kraju mamy do czynienia z lobbingiem dyplomacji obcych państw. Jednakże kierownicy danych służb wystrzegają się sytuacji, które mogą być odbierane dwuznacznie czy też mogą skomplikować działania operacyjne podległych funkcjonariuszy, którzy działają na rzecz bezpieczeństwa i przestrzegania prawa Rzeczypospolitej. Ukraina jest obecnie w stanie wojny domowej, a więc wszystkie służby państwa polskiego powinny być jeszcze bardziej uwrażliwione na wszelkie dwuznacznie brzmiące sytuacje. Należy pamiętać, iż partia nacjonalistyczna Swoboda, z której wywodzi się konsul Ukrainy w Lublinie, zasiliła bardzo licznie przez ostatnie miesiące ukraińskie służby specjalne. Na intratne stanowiska w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy przeszli współpracownicy konsula, m.in. znany banderowiec Jurij Michalczyszyn, który miał objąć stanowisko szefa propagandy tej instytucji.