Pod patronatem „Naszego Dziennika”
Prawdziwy skarb
Wtorek, 25 sierpnia 2015 (12:37)Słowo „wyprawa” przywodzi na myśl odległy kraj, element dzikości i tajemnicy, fascynujący krajobraz i ekstremalne doświadczenia. Tak jest na początku. Kiedy owa „wyprawa” już trwa, większość podróżników przyznaje, że prawdziwa wyprawa to ta w głąb siebie i doświadczenie spotkania z ludźmi. To są skarby odkrywane w trakcie podróży. Lista jest oczywiście znacznie dłuższa. Zanim jednak odkryjemy ostatnie karty, prześledźmy najpierw przebieg dnia.
By zachować odpowiedni kontekst dla poniedziałkowych wydarzeń, musimy na chwilę wrócić do niedzielnego wieczoru. Wtedy to w trakcie przeglądu rowerów okazało się, że obręcz w rowerze Pauliny Wiśniewskiej jest pęknięta i wymaga wymiany. Zapadła więc decyzja, że 5 chłopaków: Kuba, Marcin, Łukasz, Krzysiek i Wojtek zostaną rano dłużej w mieście i kupią nowe koło, a reszta grupy ruszy dalej.
Rano, gdy 5 wspaniałych jeszcze śpi i zbiera siły na późniejszą pogoń, Ola Krupa rozdaje wszystkim cukierki w dwóch kolorach. Dzięki temu grupa dzieli się na dwie drużyny i mimo kiepskiej pogody rusza do przodu. Dzień zapowiada się spokojnie, wiatr pomaga, więc pierwsze 60 km mija ledwie zauważone. Przerwa, ze względu na padający deszcz, to czas na rozgrzanie się kawą i gorącą czekoladą. Kolejny dystans przynosi kolejne 60 km i jedną wywrotkę. W roli głównej Wojtek Skipioł.
W tym czasie 5 śmiałków, którzy zostali w Aberdeen, w pełni wyspanych rusza na poszukiwanie sklepu rowerowego. Idzie ciężko, ponieważ w pierwszym sklepie znajdują tylko koła 26’’ (Paulina ma koła 28’’), a w kolejnym, można powiedzieć ekskluzywnym, najtańsze koło kosztuje bagatela – 1000 funtów. Wskazówki odnośnie kolejnego sklepu sprytni rowerzyści znajdują w „Sklepie spożywczym” (pisownia oryginalna ;)). Rodacy instruują ich, że najlepiej pojechać do sieciowego sklepu z szerokim asortymentem samochodowo-turystycznym, w którym udaje im się kupić koło za „jedyne” 50 funtów. Podobno nic specjalnego, ale „powinno dać radę”! Teraz można śmiało zacząć gonić grupę i trochę wyładować nadmiar energii :).
Główna część ekipy tymczasem kończy kolejny dystans w Iverness, mając na liczniku 172 km już o 16.15. By tradycji stało się zadość, rowerzyści zgodnie ruszają do marketu na obiad. W trakcie posiłku Filip znajduje na mapie kościół, który staje się kolejnym punktem na trasie. Mają szczęście. Akurat rozpoczyna się Msza św., na którą Niniwici chętnie idą. Mimo że NINIWA Team jedzie już przez Wielką Brytanię 11 dni, to jest to pierwsza Msza św. sprawowana w języku angielskim na tegorocznej wyprawie. Przy okazji śmiałkowie dwukrotnie zwiększają liczbę uczestników Eucharystii. I to uczestników z niemal całego świata! Są wierni z Filipin, z Nigerii, Anglii, Szkocji i oczywiście z Polski. W tutejszej parafii posługę wikarego sprawuje także ksiądz z Polski, jednak obecnie jest na urlopie.
Grupa jest przyjęta bardzo entuzjastycznie, a w trakcie ogłoszeń ksiądz zaprasza wszystkich na wspólny posiłek. Okazuje się, że parafia ma dziś swoje małe święto – właśnie zostały ukończone prace nad witrażami przedstawiającymi postaci bł. ks. Jerzego Popiełuszkę, św. Jana Pawła II oraz św. Faustynę. Ksiądz odprawiający Mszę św. jest dużym fanem Polski. Wielokrotnie był w naszym kraju i bardzo się cieszy z obecności gości znad Wisły, szczególnie w takim dniu. Nocleg dla podróżników także się znajdzie. W sąsiedztwie kościoła jest szkoła podstawowa, której sala gimnastyczna jest do dyspozycji. Takie warunki odpowiednio zmotywowały chłopaków pędzących za grupą, którzy meldują się z nowym kołem, dwiema pękniętymi szprychami i imponującą średnią prędkością 29 km/h!
Poszukajmy jeszcze przez chwilę podróżniczych skarbów z Olą w roli przewodnika. Tegoroczna „19” najpierw zwraca uwagę na wszechobecnych Polaków. Ich obecność sprawia, że rowerzyści nie czują, że są w obcym kraju. Choćby dzisiaj w markecie, w trakcie zakupów na śniadanie mogli usłyszeć radę typu: „Weźcie te z bekonem, bo te z kurczakiem są z rana nieświeże”. Ogromną wartością są wszyscy ludzie, przyjmujący grupę na nocleg, oferujący swoją pomoc. To oni są myślą, która automatycznie przywołuje uśmiech na twarzy Niniwitów. Piękny gest pana Waldemara, który dał grupie swój medal już przynosi owoce. Rowerzyści dzielą się nim, każdego dnia będzie go wiózł ktoś inny. A kiedy kogoś dopadnie gorszy dzień, medal będzie dla niego zastrzykiem energii. Zgodnie ze słowami darczyńcy, który mówił, że ludzie potrzebują medali, nagradzania siebie, namacalnego doświadczenia własnej wartości. Ale to wciąż nie jest ta ostatnia karta, prawda?
Otóż, niezwykle cennym skarbem wyprawy są współuczestnicy! Bo z kim, jeśli nie z nimi, dzielimy wrażenia, zachwycamy się pięknym szkockim krajobrazem czy dzielimy się emocjami? To dzięki nim zewnętrzna radość trafia do wnętrza człowieka, buduje jego pozytywne nastawienie każdego dnia. To dzięki sile grupy wiadomość o zamianie wielu brytyjskich kościołów w dyskoteki jest nie tylko smutną informacją, ale też zastrzykiem do działania! To nieoceniona (tak, to dobre słowo) Renata, która winę za wiele spóźnień i awarii bierze na siebie! I wreszcie wzajemna pomoc, wsparcie i zrozumienie – bezcenne!
Pozdrowienia:
Dla Marty Schmidt, współlokatorki Oli Krupy, która już jutro zaczyna ambitną wyprawę na Matterhorn (4478 m n.p.m.). Życzymy powodzenia!
Bilans dnia:
172 km
Śr. prędkość: 23 km/h
Nocleg:
Inverness