• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Dzień „bez spiny”

Niedziela, 23 sierpnia 2015 (18:44)

Jeśli na coś można narzekać na wyprawie z NINIWA Team, to tylko na konieczność dyscypliny. Jazda według określonego szablonu może czasem szalonych podróżników męczyć bardziej niż samo napędzanie roweru. Dlatego w sobotę rowerzyści wprowadzają „dzień bez spiny”. Nikt nie pyta o pozostałe do celu kilometry, o czas do końca przerwy czy o plany noclegowe. Po prostu cieszą się byciem w drodze.

W tym tygodniu wyjątkowo sobota nie tylko jest dniem przed niedzielnym odpoczynkiem, ale również następuje po piątkowym lenistwie. Dlatego warto było z niej wyciągnąć jak najwięcej. Kilometrów oczywiście. Stąd pobudka już o 4.30. Część grupy pojechała wczoraj o 22.00 oglądać związany z festiwalem pokaz fajerwerków i tak wczesne wstawanie sprawiło im nie lada kłopot. A jako że dzień ma być bezstresowy, to wyjazd następuje dopiero o 6.10. Dzisiejszy podział na grupy to wynik konsultacji Marcina z już nieobecną na wyprawie Agatą. I tak mamy grupę osób mających rower ze stopką, grupę rowerzystów bez błotników oraz pozostałych. Ledwie jednak rowerzyści wyjechali na trasę, już trzeba było się zatrzymać, by Sławek mógł wymienić przebitą dętkę. I choć pogoda sprzyja jeździe, jest rześko, a szkocki krajobraz z każdym kilometrem jest coraz ładniejszy, to liczba nadprogramowych przerw rośnie. Najpierw trzeba pozbierać z drogi Edytę, która chyba zbyt intensywnie zapatrzyła się na piękną okolicę, a za chwilę podobna wywrotka przytrafia się Kubie Kostrzewskiemu. Ostatecznie listę wypadków na pierwszym dystansie zamyka Tomek Szwed, który nie docenił parkingowego krawężnika.

Drugi odcinek przebiega już zdecydowanie lepiej. Poza kolejnym „kapciem” Górnika rowerzyści czerpią czystą przyjemność z jazdy. Skutkiem tego druga przerwa odbywa się dopiero po 120 km. Chęć do jazdy jest na tyle duża, że grupa postanawia przełożyć obiad na później i już po 30 minutach wszyscy jadą dalej. Następuje też mała zmiana w szyku. Z racji niewielkiego ruchu śmiałkowie ustawiają się dwójkami i jadą wszyscy razem. I choć, jak zauważa Marcin, taka formacja służy rozmowom i integracji, to odmienne zdanie ma miejscowa policja, która sugeruje ekipie podział na grupy.

Trzeci dystans to kolejna dawka kilometrów i przyjemności płynącej z obcowania z przyrodą. Jako że na licznikach jest już 172 km, ekipa postanawia chwilę odpocząć i już na spokojnie dokręcić do Aberdeen, gdzie będą szukać noclegu. Chciałbym tutaj napisać, że ostatnie 26 km przebiegło bez problemów, ale mogę tak ocenić tylko kolejnych 25 km. Otóż na 200 m przed kościołem, do którego zmierzali śmiałkowie, miał miejsce mały karambol. Niegroźny w skutkach, ale bardzo widowiskowy. Na ziemi lądowali kolejno Artur, Szymek, Ola i Emil. Rozluźnienie, zdaje się, osiągnęło aż za wysoki poziom.

We wspomnianym kościele posługę pełni ksiądz z Polski, ale obecnie jest na wyjeździe. Nie przeszkadza to oczywiście rowerzystom w uzyskaniu zgody na nocleg. Salki parafialne stają dla nich otworem. Po jednej dla dziewczyn i dla chłopaków. W trakcie wieczornej Liturgii, w święto Maryi Królowej NINIWA Team modli się za parafię w Kokotku, która świętuje odpust. Przy okazji grupa przesyła pozdrowienia dla parafian i proboszcza o. Michała Hadricha OMI! Dzisiejsza Ewangelia przynosi lekcję pokory. Maryja daje przykład niniwitom, jak być otwartym na Boga. Nie wywyższa się, otwarcie przyjmuje swoje powołanie. Wyprawowicze są świadomi, że to, co ich spotyka, też nie dzieje się dzięki nim i z każdym dniem są coraz bardziej wdzięczni za tegoroczne doświadczenia. Marcin mówi, że niesamowitą radość sprawia im samo przebywanie ze sobą. Możliwość pomocy bliźniemu, naprawienie czyjegoś roweru czy zabranie kilku rzeczy jest dużą przyjemnością!

Podziękowania:
Dla Maćka z Edynburga za poświęcony czas i życzliwość, nawet późnym wieczorem i wczesnym rankiem!

Bilans dnia:
198 km
Średnia prędkość: 22 km/h

Nocleg:

Aberdeen

Przejechanych do tej pory kilometrów: 2810

Mateusz/NINIWA Team