• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Miłować bliźniego swego, jak siebie samego

Sobota, 22 sierpnia 2015 (20:14)

Dzisiejszy dzień pełen był odprężenia, zabawy i modlitwy. Rowerzyści nie kręcąc zbyt wielu kilometrów, patrzyli na wyprawę tak jakby z boku, okiem bliźniego. Starali się przez to zrozumieć przykazanie miłości zadane przez Chrystusa. Spójrzmy zatem i my na 19. dzień wyprawy okiem uczestniczki Renaty.

Znów tak późno idziemy spać, po tak długim i męczącym dniu. Choć w sumie szkoda, że nie dokręciliśmy tych 5 km, bo byłaby „2” z przodu… No ale nic, cieszmy się z tego co mamy! Mam mój kochany namiot, wygodną karimatę i cudowny, mięciutki śpiworek! A do tego mamy spokojny, bezpieczny nocleg, gdzie nie musimy się martwić o nocnych intruzów. Och, jaka błoga cisza… A może jednak nie? Co to za skrzeczące dźwięki? Ach, jakie głośne i naprzykrzające się. O co chodzi?… A no tak, przecież śpimy nad morzem. Nie wiedziałam, że mewy są takie głośne! Przecież zmarłego wybudzą! Gdzie są moje stopery do uszu?!…

8.30 – już się odzwyczaiłam od tak późnego wstawania! Jak przyjemnie się wyspać. Wszystko dzięki ojcu proboszczowi Jerzemu Suszko SAC, który wyraził zgodę na nasz nocleg. Strasznie miło z jego strony, kolejny Anioł wyprawy. Ba, nawet i dwa, bo jeszcze ojciec Piotr Krakowiak SAC. Ten drugi bardzo serdecznie nas przyjął i pobłogosławił nasz przyjazd. Obecnie jest na zastępstwie tutaj, w szkockiej parafii pw. św. Małgorzaty Marii Alacoque, zaś na co dzień jest krajowym duszpasterzem hospicjów, odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Nieźle! My to mamy szczęście.

Po śniadanku dostaliśmy od o. Piotra pomocne rady,jak zwiedzać Edynburg, doradził, żeby zacząć od odwiedzin arcybiskupa Leo Cuchley’a. Z nadzieją, że dzisiejszy dzień będzie wyjątkowo krzepiący, wsiedliśmy na nasze ukochane rowerki (a jakże!) i właśnie jedziemy do zarządcy najstarszej diecezji w Szkocji. W sumie to mamy blisko, ale jednak grupa 36 rowerzystów robi swoje i jedziemy przez miasto co najmniej żółwim tempem. Nie ma jednak tego złego, przynajmniej jest okazja pooglądać Starego Kopciucha (historyczna nazwa Edynburga). W samo południe udaje nam się dotrzeć na miejsce, kierujemy się więc do kaplicy odmówić „Anioł Pański”, po modlitwie od razu zjawia się arcybiskup. Po miłych przywitaniach i krótkim przedstawieniu się dostajemy zaproszenie na soczek, więc chętnie z niego korzystamy. Przy okazji możemy posłuchać opowiadań o Kościele w Szkocji z pierwszej ręki. Po nasyceniu ducha, pora wyruszyć na miasto! W stolicy Szkocji cały sierpień trwa Międzynarodowy Festiwal Edynburg przyciągający twórców sztuki widowiskowej z całego świata. Teraz próbujemy się przedostać do centrum, ale takich tłumów to ja dawno nie widziałam! Ile przedstawień ulicznych, ile artystów, ile przechodniów!… – Ekhm, wiecie co, razem to my nic nie zobaczymy. 2 godziny wolności, każdy robi co chce, o 15.00 z powrotem widzimy się tutaj. No jednak Ojciec Lider ma „łeb na karku”. Super, widzę jakieś malowidła na chodnikach, jadę…

O 15.00 już całą grupą mieliśmy wracać na miejsce noclegu, gdy właśnie Górnik uruchomił swój sprzęt i się zaczęło! Dziewczyny, oczywiście pod przewodnictwem o. Tomka, zaczęły tańce-wywijańce, a wokół gromadzi się coraz więcej ludzi. Oglądają, klaszczą, nagrywają. Teraz leci belgijka i już wszyscy się bawią, nawet przechodnie z nami tańczą! Ale ekstra, chyba nas wzięli za część festiwalu. No nie ma to jak przyciągająca i wszechogarniająca radość!

Ale cudowny dzień! Przepiękna pogoda (ponoć tak słoneczny dzień w Szkocji to rzadkość), wspaniała zabawa i odpoczynek od roweru. W ogóle w Edynburgu mieszka bardzo dużo Polaków. Chyba każdy z grupy z jakimś rodakiem dzisiaj rozmawiał, a ja dostałam nawet złotówkę reszty za zakupy w sklepie. Parafianie z kościoła, przy którym śpimy, też chcą się z nami spotkać, więc o 18.00 idziemy na wspólną adorację i Mszę św. Nie może być inaczej, skoro parafia jest pod wezwaniem świętej od nabożeństw ku czci Najświętszego Serca Jezusowego. Jak dobrze się tak wyciszyć, pomodlić, podziękować Bogu za tę wyprawę. Przecież tak dużo otrzymujemy…

No i rozlało się Boże Miłosierdzie! Zamiast planowanej godziny, adoracja trwała prawie 2, a z okazji do spowiedzi świętej skorzystał chyba każdy. Później na kazaniu o. Piotr wlał w nas jeszcze więcej dobrego ducha. Skupiając się na dzisiejszej Ewangelii, powiedział, że zazdrości nam wyprawy, bo na niej najlepiej uczymy się przykazania miłości. Przecież to wszystko, co spotyka grupę, spotyka też i mnie. Musimy się nauczyć wyrozumiałości i cierpliwości, jak okazać pomocną dłoń, czy wesprzeć dobrym słowem w chwilach załamania, jak dzielić się radością i być bratem dla każdego, jak prawdziwie kochać! Trzeba nam było przyjechać aż do Edynburga, żeby to usłyszeć i zrozumieć.

Przed kolacją kochani parafianie znów nas rozpieszczają swoją ofiarnością. Dostaliśmy polskie produkty: budynie, makarony, konserwy, ciasteczka, a nawet kiszone ogórki! Naprawdę jesteśmy im wdzięczni, pewnie nawet nie wiedzą, ile radości nam sprawiają tymi podarunkami.

Zrobiłam sobie dzisiaj postanowienie, żeby w każdym współwyprawowiczu spróbować dostrzec siebie. Nie w aspekcie samolubności, ale raczej jak ja przeżyłabym daną sytuację. Wierzę, że wtedy łatwiej będzie mi przyjmować, a zarazem dawać. A że to ważne, na tej wyprawie udowadniać nie trzeba!… Teraz idę spać, czym prędzej, póki mewy jeszcze nie wariują! Dobranoc.

Podziękowania:
Dla ojca Piotra Krakowiaka SAC za ciepłe przyjęcie, dobre słowa i mądre rady,
Dla proboszcza Jerzego Suszko SAC za przyjęcie na nocleg

Bilans dnia:
30 km

Nocleg:

Edynburg

Przejechanych do tej pory kilometrów: 2612

Renata/NINIWA Team