• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Inwestycje unijne bez głowy

Czwartek, 20 sierpnia 2015 (11:06)

Najnowszy wpis prof. Andrzeja Kaźmierczaka na blogAiD.

Zaczynamy odczuwać suszę hydrologiczną, czyli trwały niedobór wody niemal w całym kraju.  Problem ten występował w łagodniejszej formie już w latach wcześniejszych, ale był bagatelizowany. Widoczny był szczególnie na wsi, gdzie powoli wysychające studnie są podstawowym źródłem zaopatrzenia ludności w wodę. Z braku wody cierpi rolnictwo i system energetyczny kraju. Tegoroczne gorące lato tylko uwypukliło zjawisko trwałego niedoboru wody. Jak zwykle szkodę dostrzegamy po fakcie,  gdy  straty gospodarcze z tego powodu są ogromne i gdy ich konsekwencji nie da się już odwrócić. Nie potrafimy przewidywać klęsk naturalnych i zapobiegać im, mimo że są one znane, odkąd żyje człowiek. Korzystne warunki meteorologiczne traktujemy jako dobro, które nam się należy i które zwalnia nas z obowiązku myślenia i przezornego działania.

Błędem polityki  państwa  były  niedostateczne  inwestycje z funduszy Unii Europejskiej przeznaczone na  regulację systemu wodnego w Polsce. Budowa większej liczby zbiorników retencyjnych umożliwiłaby gromadzenie zasobów wodnych w okresach, w których występuje  ich nadmiar z przeznaczeniem na okresy, gdy ma miejsce ich niedobór. Racjonalne gospodarowanie zasobami podstawowego dobra człowieka, jakim jest woda, musi być priorytetem inwestycyjnym. A środki unijne z pierwszej perspektywy budżetowej 2007-2013 nareszczie dawały szansę  rozwiązania tego znanego od dziesięcioleci problemu. Zamiast inwestować w gospodarkę wodną, państwo wolało budować autostrady, aquaparki, ścieżki rowerowe, stadiony, lotniska i inne pomniki fałszywego, złudnego cudu gospodarczego.   

Susza  odbija się negatywnie na funkcjonowaniu systemu energetycznego. W okresie upałów rośnie zapotrzebowanie na prąd. I znów okazuje się, że Polska nie dysponuje dostatecznymi zasobami enerigii elektrycznej. Musimy ją importować. Bezpieczeństwo energetyczne Polski jest mitem. Ujawniają się kolejne błędy w polityce inwestycyjnej państwa. Mimo olbrzymich funduszy z Unii Europejskiej nie potrafimy rozwiązać drugiego podstawowego dla funkcjonowania państwa problemu, jakim jest niedobór energii elektrycznej. A przecież to powinna być oczywista oczywistość, łatwo dostrzegalny  priorytet w polityce inwestycyjnej władz. Znów okazało się, że Polak jest mądry po szkodzie.

Prąd będziemy importować z Ukrainy. Ukraiński operator energetyczny Ukrenenergo pozytywnie odpowiedział na prośbę o pomoc w uzupełnieniu naszego deficytu energii. O uzupełnienie niedoboru energii elektrycznej zwrócił się operator Polskie Systemy Energetyczne SA. Import prądu będzie możliwy dzięki temu, że Polska i Ukraina połączone są linią o mocy 220 kW, prowadzącą z elektrowni w Dobrotworze w obwodzie lwowskim do Zamościa. 

Kraj, który mieni się „zieloną wyspą”, będzie importować energię z kraju ogarniętego wojną, chaosem, zapaścią gospodarczą i biedą. Jest to dowód  kompromitacji  Polski, która  otzymała  od Unii Europejskiej blisko 80 mld euro właśnie na cele infrastrukturalne  w latach 2007-2013. Ukraina nie dostała nic.

Kierujący polityką gospodarczą Polski powinni rumienić się ze wstydu. Aż strach pomyśleć, jaka byłaby kondycja  naszej gospodarki bez zastrzyku finansowego z UE.  Gdzie podziewają się owoce podobno wysokiego wzrostu gospodarczego Polski?

 

Wpis dostępny na blogAID

Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak