Inwestycje unijne bez głowy
Czwartek, 20 sierpnia 2015 (11:06)Najnowszy wpis prof. Andrzeja Kaźmierczaka na blogAiD.
Zaczynamy odczuwać suszę hydrologiczną, czyli trwały niedobór wody niemal w całym kraju. Problem ten występował w łagodniejszej formie już w latach wcześniejszych, ale był bagatelizowany. Widoczny był szczególnie na wsi, gdzie powoli wysychające studnie są podstawowym źródłem zaopatrzenia ludności w wodę. Z braku wody cierpi rolnictwo i system energetyczny kraju. Tegoroczne gorące lato tylko uwypukliło zjawisko trwałego niedoboru wody. Jak zwykle szkodę dostrzegamy po fakcie, gdy straty gospodarcze z tego powodu są ogromne i gdy ich konsekwencji nie da się już odwrócić. Nie potrafimy przewidywać klęsk naturalnych i zapobiegać im, mimo że są one znane, odkąd żyje człowiek. Korzystne warunki meteorologiczne traktujemy jako dobro, które nam się należy i które zwalnia nas z obowiązku myślenia i przezornego działania.
Błędem polityki państwa były niedostateczne inwestycje z funduszy Unii Europejskiej przeznaczone na regulację systemu wodnego w Polsce. Budowa większej liczby zbiorników retencyjnych umożliwiłaby gromadzenie zasobów wodnych w okresach, w których występuje ich nadmiar z przeznaczeniem na okresy, gdy ma miejsce ich niedobór. Racjonalne gospodarowanie zasobami podstawowego dobra człowieka, jakim jest woda, musi być priorytetem inwestycyjnym. A środki unijne z pierwszej perspektywy budżetowej 2007-2013 nareszczie dawały szansę rozwiązania tego znanego od dziesięcioleci problemu. Zamiast inwestować w gospodarkę wodną, państwo wolało budować autostrady, aquaparki, ścieżki rowerowe, stadiony, lotniska i inne pomniki fałszywego, złudnego cudu gospodarczego.
Susza odbija się negatywnie na funkcjonowaniu systemu energetycznego. W okresie upałów rośnie zapotrzebowanie na prąd. I znów okazuje się, że Polska nie dysponuje dostatecznymi zasobami enerigii elektrycznej. Musimy ją importować. Bezpieczeństwo energetyczne Polski jest mitem. Ujawniają się kolejne błędy w polityce inwestycyjnej państwa. Mimo olbrzymich funduszy z Unii Europejskiej nie potrafimy rozwiązać drugiego podstawowego dla funkcjonowania państwa problemu, jakim jest niedobór energii elektrycznej. A przecież to powinna być oczywista oczywistość, łatwo dostrzegalny priorytet w polityce inwestycyjnej władz. Znów okazało się, że Polak jest mądry po szkodzie.
Prąd będziemy importować z Ukrainy. Ukraiński operator energetyczny Ukrenenergo pozytywnie odpowiedział na prośbę o pomoc w uzupełnieniu naszego deficytu energii. O uzupełnienie niedoboru energii elektrycznej zwrócił się operator Polskie Systemy Energetyczne SA. Import prądu będzie możliwy dzięki temu, że Polska i Ukraina połączone są linią o mocy 220 kW, prowadzącą z elektrowni w Dobrotworze w obwodzie lwowskim do Zamościa.
Kraj, który mieni się „zieloną wyspą”, będzie importować energię z kraju ogarniętego wojną, chaosem, zapaścią gospodarczą i biedą. Jest to dowód kompromitacji Polski, która otzymała od Unii Europejskiej blisko 80 mld euro właśnie na cele infrastrukturalne w latach 2007-2013. Ukraina nie dostała nic.
Kierujący polityką gospodarczą Polski powinni rumienić się ze wstydu. Aż strach pomyśleć, jaka byłaby kondycja naszej gospodarki bez zastrzyku finansowego z UE. Gdzie podziewają się owoce podobno wysokiego wzrostu gospodarczego Polski?
Wpis dostępny na blogAID
Prof. dr hab. Andrzej Kaźmierczak