• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Obiecanki premier Kopacz

Wtorek, 18 sierpnia 2015 (20:13)

O tym, że Huta ArcelorMittal Poland będzie remontować wielki piec i zainwestuje w przedsiębiorstwo, krakowianie dowiedzieli się na początku lipca. Tymczasem premier Ewa Kopacz w czasie wyjazdowego posiedzenia rządu, które odbyło się właśnie w Nowej Hucie, została „zaskoczona pozytywną informacją, że właściciel zadeklarował, że zainwestuje dodatkowych 500 mln zł”. 

Takich „zdziwień” pani premier miała znacznie więcej. A do sukcesów rządu należy zaliczyć fakt, że szybka kolej w Małopolsce jest na liście rezerwowej, a wyczekiwana droga S7 została wpisana do realizacji na lata 2017-2020.

Rząd PO - PSL, który przyjechał do Krakowa na dwudniowe posiedzenie, spowodował to, że i tak zazwyczaj zakorkowane miasto, dziś było prawie nieprzejezdne. Ministrowie starali się być wszędzie i wszędzie szczodrze sypali obietnicami.

Na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, premier Kopacz zadeklarowała wsparcie dla ŚDM. Poinformowała, że Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie przedłużenia funkcjonowania Oświęcimskiego strategicznego programu rządowego na lata 2016-2020. Kopacz rozpływała się nad „pięknem tego kraju” i mówiła, że Małopolskę każdego roku odwiedza od 3 do 12 milionów turystów.

Dziś także minister Skarbu Państwa i rektorzy kilku uczelni podpisali porozumienie o utworzeniu spółki Laboratorium Inteligentnego Miasta i Innowacyjności Gospodarki. Rząd obiecał także szybkie zakończenie budowy Małopolskiej Sieci Szerokopasmowej i dał 800 mln zł na budowę nowej siedziby Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie-Oświęcimiu. I tak można by wyliczać, bo rząd jako swój sukces podaje także... budowę kładek dla pieszych na Zakopiance oraz powstanie 9 domów „Senior Wigor”.

Gorzej jest, jeśli chodzi o potwierdzenie w faktach. Sprawy, które są ważne dla Małopolski wciąż są dalekie do realizacji. Na szybką kolej przyjdzie nam poczekać. Ile? Premier nie potrafiła odpowiedzieć. Droga S7 wpisana jest na kolejne lata, co oznacza, że Kraków wciąż będzie stał w korkach.

Kopacz odpowiedziała także na kilka pytań dziennikarzy. Pytana o pomysł referendum 25 października i postawienie trzech ważnych dla Polaków pytań, stwierdziła, że trzeba odpowiedzialnie mówić o skutkach odpowiedzi na ewentualne kolejne pytania w referendum.

– Chciałabym, aby ci, którzy tak chętnie namawiają do formułowania kolejnych pytań, odpowiedzieli wszystkim obywatelom, jakie to będzie miało konsekwencje finansowe – mówiła.

Przekonywała, że inicjatorzy dodatkowych pytań powinni odpowiedzieć, czy 100 mld zł do 2023 roku, czyli efekt powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego, to „wydumana sprawa”, i jak ta zmiana wpłynie na finanse publiczne.

- Pytam chętnych do zadawania kolejnych pytań: komu zamierzacie zabrać, komu chcecie podnieść podatki, by uzyskać efekt, który zamierzacie osiągnąć poprzez przeprowadzenie referendum – mówiła Kopacz.

W jej ocenie „uczciwe by było, by związkowiec, który tak troszczy się o swoich kolegów, powiedział, czy chce powrotu do wieku emerytalnego sprzed reformy, a jednocześnie godzi się na pomniejszoną wysokość swojej emerytury”.

„Sprawą wydumaną” Kopacz nazwała pytanie dotyczące prywatyzacji Lasów Państwowych.

– Czy słyszeliście, by kiedykolwiek, ktokolwiek z PO chciał prywatyzować Lasy? – pytała Kopacz.

Przypomniała, że to PO z wraz PSL złożyły projekt zapisu, gdzie jest mowa, że polskie lasy nie będą prywatyzowane i nie podlegają restrukturyzacji. Zapewniała, że „nie ma zagrożenia dla Lasów Państwowych”. 

Szefowa rządu odniosła się też do pytania na temat obowiązku szkolnego dla 6-latków. Broniła tej decyzji.

− Polskie dzieci są bardzo zdolne, dorównują dzieciom w Europie, a niekiedy je przewyższają – podkreśliła premier.

Twierdziła też, że około 90 proc. rodziców, którzy wysłali, zgodnie z obowiązującym prawem, swoje dzieci jako 6-latki do szkoły, są z tej sytuacji zadowoleni.

Premier Kopacz została zapytana o frankowiczów. Jak powiedziała, ustawa o frankowiczach w wersji uchwalonej przez Sejm, która zakłada, że koszty przewalutowania walutowych kredytów hipotecznych w 90 proc. poniosą banki, spowoduje „destabilizację systemu bankowego”.

− Ja mam stać na straży stabilności polskiego systemu finansowego. Bo inaczej będziemy oglądać nieszczęścia nie tylko frankowiczów – mówiła.

Małgorzata Pabis, Kraków