• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Tylko de minimis

Wtorek, 18 sierpnia 2015 (12:50)

Plantatorzy czarnych porzeczek mogą liczyć  na wsparcie państwa tylko w ramach pomocy de minimis. Na jeden hektar upraw rolnik ma otrzymać 600 zł.

Plantatorzy liczyli, że otrzymają większe wsparcie, bo w tym roku ponieśli bardzo duże straty z powodu niskich cen. Cena skupu oscylowała w granicach 50-60 groszy za kilogram, podczas gdy koszty produkcji były o co najmniej złotówkę wyższe.

Dlatego pomoc zaproponowana przez ministerstwo nie zadowala rolników, bo jest zbyt niska. Jak tłumaczą, z 1 ha z reguły zbiera się ponad 5 ton owoców, co  przy tegorocznych cenach oznacza straty na poziomie ponad 5 tys. zł – rolnik otrzyma więc pomoc pokrywającą jedynie 10 proc. strat. Plantatorzy przypominają ponadto, że w lipcu z resortu rolnictwa płynęły deklaracje, iż wsparcie sięgnie kwoty 800 zł na 1 ha.

Zdaniem rolników, rząd powinien wesprzeć też tych producentów, którzy z uwagi na kryzys na rynku chcieliby wyciąć część plantacji czarnej porzeczki. Na to jednak nie ma na razie widoków. Areał tej rośliny i tak już spada – według danych Głównego Urzędu Statystycznego powierzchnia upraw wyniosła w tym roku 32 tys. ha, czyli o ponad 4 tys. ha mniej niż w poprzednim sezonie. Można oczekiwać, że jesienią przynajmniej kolejnych kilka tysięcy hektarów zostanie wykarczowanych. I jeśli w przyszłym roku sytuacja na rynku wyraźnie się nie poprawi, to skala likwidacji upraw czarnej porzeczki będzie jeszcze większa.

 – Ja pozbyłem się czarnych porzeczek kilka lat temu, chociaż w moim przypadku decyzja była łatwa, bo porzeczki to nie była moja jedyna rolnicza działalność. Koledzy, którzy utrzymują siebie i rodziny z uprawy czarnej porzeczki, mają duży ból głowy, bo likwidując uprawy, musieliby zmienić profil produkcji – mówi Andrzej Wrona, były plantator, a teraz właściciel gospodarstwa nastawionego na produkcję warzyw i roślin paszowych.

– A przecież wśród osób uprawiających poprzeczki są rolnicy, którzy mają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset hektarów upraw – dodaje.

Krzysztof Losz