• Poniedziałek, 11 maja 2026

    imieniny: Lutogniewa, Mamerta

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Prowadzeni przez Maryję

Niedziela, 16 sierpnia 2015 (18:10)

Dzisiejszą relację zaczniemy od serdecznych podziękowań dla wyprawowej weteranki Sary oraz jej męża Piotrka, którego poślubiła pod koniec wyprawy na Syberię. Odwiedzili oni wczoraj późnym wieczorem grupę i na powitanie obdzielili każdego cyklistę paczuszką.

W środku tej niespodzianki można było znaleźć same skarby: mandarynki, bananki, jabłuszka, słodycze, a przede wszystkim przepyszną bułkę własnoręcznie i od serca przez Sarę przygotowaną. Jak podaje ekipa, buła była strzałem w dziesiątkę, choć nic w tym dziwnego, bo Sara jako doświadczona „wyprawówka” wie, czego potrzeba. Po takiej przyjemnej niespodziance rowerzyści mogli spokojnie zapaść w sen pełny marzeń o kolejnych kilometrach…

Dzisiejsza pobudka jest zaplanowana o pół godziny później niż tradycyjnie, aby nadrobić wczorajsze niewyspanie. Niby tylko pół godziny, a jednak aż 30 minut! Przed wyjazdem rowerzyści są częstowani gorącą herbatą i kawą przygotowaną przez siostry zakonne, u których nocleg został nazwany mianem luksusowego.

Dzisiejsze dystanse obfitują w awarie. Być może jest to spowodowane ciężkimi warunkami jazdy. Kiepska nawierzchnia brytyjskich dróg oraz natężony ruch samochodów, których niecierpliwi kierowcy mijają grupę na centymetry, nie omieszkując przy tym zatrąbić. I tak też w dzisiaj odnotowujemy aż 7 przebitych dętek, z czego 5 wpisujemy na konto Marcina Krysiaka. Czyżby chłopacy robili zawody w „kto złapie więcej kapci”? Pozostałe dwie dętki przebijają się dziewczynom: Kasi Dmowskiej, u której dodatkowo przecięta opona wymaga obandażowania, oraz Joli Wręczyckiej, do której awarii jeszcze wrócimy. Do listy usterek należy doliczyć dwukrotnie wykrzywiony łańcuch Edyty (cokolwiek to znaczy) oraz szczęśliwe wdepnięcie przez Karolinę w krowi placek. Co więcej, spory zastrzyk adrenaliny trafia dziś do jednej z trzech podgrup. Wszystko przez biologię, a konkretnie odruchy warunkowe. Prowadzący grupę Wojtek Kimmel, dojeżdżając do ronda, odruchowo spogląda w lewo i nie widząc nadjeżdżającego auta, śmiało wprowadza pozostałych rowerzystów na rondo. Na szczęście w ostatniej chwili orientuje się w błędzie i przepuszcza samochód nadjeżdżający z prawej ;). Kończy się tylko na gwałtownym hamowaniu i zdecydowanie ostrożniejszym pokonywaniu osławionych, brytyjskich rond.

Podobnie jak pechowe są dzisiejsze dystanse, tak też i niefortunne są miejsca pierwszych dwóch przerw. Po początkowych 50 km grupa zatrzymuje się na ławkach przy barze, z których są natychmiast przeganiani przez właściciela, twierdzącego, że jest to teren prywatny, a mu się chce spać. Ekipa bez szemrania przenosi się na trawnik kilka metrów dalej, pozwalając gospodarzowi na dalszy sen o 10.00… Na kolejnej przerwie rowerzystów nachodzi ochota na mocną dawkę edukacji, więc kierują się w stronę Cambridge. Niestety, nie jest im dane zwiedzanie sławnego uniwersytetu, ponieważ w centrum obowiązuje zakaz poruszania się na rowerach. Ekipa niechętna do rozstania ze swymi rumakami omija wyższą szkołę z myślą, że taka edukacja to im niepotrzebna.

Niedaleko za Cambridge „kapcia” łapie Jola, o czym wspomnieliśmy już wyżej. Grupa zatrzymuje się na poboczu, aby szybko naprawić awarię. Po chwili z pobliskiego domu wychodzi gospodarz z… zaproszeniem na własne podwórko, a co więcej – umożliwia skorzystanie z toalety! Taka miła odmiana po wcześniejszych niepowodzeniach. Skoro tylko nadarza się okazja, śmiałkowie korzystają z zaproszenia i odprawiają u życzliwego sąsiada Mszę św., gotują obiad i ucinają sobie drzemkę. Dzisiejsza uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny to już stały punkt większości wypraw NINIWY. Dlatego o. Tomek po raz kolejny przypomina, że Maryja jest dla grupy swego rodzaju tunelem powietrznym. Daje im wytchnienie i mobilizację do jazdy. Jej życie choć z pozoru zwyczajne, było przykładem zawierzenia, oddania Bogu. Podobnie śmiałkowie uczą się od Maryi powierzania swoich trosk Bogu, a także szukają w Niej wsparcia i siły. Jak zaznacza Beata, tą opatrzność można odczuć codziennie. Każda życzliwa osoba, niczym anioł, oprócz materialnych dóbr daje im nadzieję i radość na kolejne kilometry. Jak dodaje wyprawowa „12”, pomimo bardzo licznej grupy spotyka ich mnóstwo dobra od bliźnich. To po prostu daje „powera” do działania.

Ostatni już dystans przebiega bezproblemowo, przerwany małą wywrotką Marleny, która zapomina wypiąć się z pedałów i z gracją ląduje na czterech literach. Dynamika zdarzeń przyspiesza wraz z dotarciem do miejscowości Peterborough, gdzie grupa chce zostać do poniedziałku. Tradycyjnie pierwsze kroki kierują do napotkanego kościoła, jednak zastają tam tylko zamknięte drzwi i ciszę. Zaraz obok, jak to w Anglii często bywa, spotykają Polaka, Mateusza, który udziela im kilku wskazówek. Dzięki nim trafiają do kościoła pw. Jana Chrzciciela, Polskiej Misji Katolickiej. Właśnie odprawiana jest Msza św., a konkretniej, ksiądz wygłasza homilię. Rowerzyści czekają więc krótką chwilę i w trakcie Komunii św. wchodzą do kościoła i głośno włączają się w śpiew pieśni. W ten sposób udaje im się wzbudzić pozytywne zainteresowanie. Chwilę później o. Tomek już z ambony przedstawia grupę i prosi o nocleg. Oczywiście odpowiedź nie mogła być inna – zostają! Na tę wiadomość przez świątynię przetacza się donośne „DZIĘKUJEMY”! Zaraz po zakończeniu Eucharystii ksiądz oraz wierni organizują się, by zapewnić gościom jak najlepsze przyjęcie. Skutkiem tego dziewczyny otrzymują miejsce na plebanii, chłopaki w salce parafialnej, a u parafian za chwilę mają się stawić na grillu. To już kolejny przykład Bożej opieki i ludzkiej dobroci, która spotyka śmiałków. Beata tylko dodaje, że to kolejni aniołowie, których dane im jest spotkać na trasie!

Pozdrowienia:
Dla sióstr zakonnych z Brentwood z podziękowaniami za wspaniałą gościnę
Dla Marysi Winkler, siostrzenicy Justyny, z okazji dnia narodzin!

Bilans dnia:
157 km
20,5 km/h
Doskonała liczba przebitych dętek
37 paczek

Nocleg:

Peterborough, polska misja katolicka

Przejechanych do tej pory kilometrów: 1966

Justyna i Mateusz / NINIWA Team