• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Angolczycy potrzebują pomocy misjonarzy

Poniedziałek, 5 listopada 2012 (14:38)

Z ks. Pawłem Liborem SDB (Padre Paulo) z misji w N’Dalatando, diecezja Kwanza Norte w Angoli, rozmawia Izabela Kozłowska

Długo Ksiądz posługuje w Angoli?

- Jestem misjonarzem salezjaninem pochodzącym z Inspektorii warszawskiej, mój dom rodzinny znajduje się na Lubelszczyźnie w parafii Annopol. W tym miesiącu - listopadzie - mija właśnie pięć lat od mojego przyjazdu do Angoli.

Jaka jest sytuacja chrześcijaństwa tego afrykańskiego kraju?

- W Angoli obchodzono 500-lecie pierwszej ewangelizacji tego kraju. Wydarzeniu temu towarzyszyła papieska pielgrzymka Jana Pawła II w 1992 roku. Trwała aż 10 dni! Była wtedy jeszcze wojna domowa, która po odzyskaniu niepodległości kolonialnej walczyła o przejęcie władzy przez różne ugrupowania społeczne będące pod wpływami Związku Radzieckiego bądź Stanów Zjednoczonych. Jan Paweł II jednak odbył tę pielgrzymkę jako Papież Pokoju i Pielgrzym Nadziei dla wszystkich chrześcijan. Był to czas bardzo trudny dla Kościoła i w ogóle dla wierzących w tym kraju. Chodzi o silny jeszcze komunizm w tym czasie.

Od jak dawna w Angoli posługują misjonarze?

- Angola może się poszczycić tradycjami i stylem pracy dawnych misjonarzy, tj. Kapucynów, Jezuitów, Spirytanów, Deonianów, Werbistów i innych. Salezjanie należą do młodej grupy misjonarzy, którzy się tu pojawili z tzw. Projektu Afryka - Jana Pawła II (1980 r.). Wiele zgromadzeń, w tym salezjańskie, odpowiedziało ochoczo na apel Papieża. Każda zgłoszona do Projektu prowincja miała zapewnić odpowiednią pomoc dla wskazanej prowincji misyjnej w Afryce, zwłaszcza gdy chodziło o wsparcie personalne. Tak nawiasem mówiąc, Inspektoria/Prowincja w Warszawie ofiarowała się wesprzeć Zambię. Angola przypadła dla Prowincji z Ameryki Południowej. Pierwszy misjonarz Padre Alvino Beber (zmarł w 2012 roku) przybył właśnie z Brazylii w roku 1981. Trwała wtedy wojna. Rząd pod naciskiem organizacji międzynarodowych z różnymi ograniczeniami wpuszczał nowych misjonarzy, ale nie ułatwiał im pracy. I tak np. nasi pierwsi misjonarze mogli tylko pracować w duszpasterstwie osób starszych wiekiem, o pracy w naszym charyzmacie młodzieżowym ks. Bosko nie było mowy. Nie można było też ani gromadzić, ani nauczać dzieci i młodzieży.

W ciągu pięciu lat zapewne wiele Ksiądz przeżył. Jakie wydarzenia utkwiły najbardziej w pamięci?

- Przeżyłem w czasie mojego krótkiego pobytu na misjach chyba trzy najważniejsze wydarzenia: pielgrzymkę Papieża Benedykta XVI w 2009 roku, wybory do parlamentu i w tym roku wybory prezydenckie! Naturalnie, że zwyciężył obecnie rządzący (i od zawsze, tzn. już ponad 30 lat!) pan José Eduardo dos Santos. Temat "Wybory w Afryce" kojarzy się raczej z wojną albo kolejnymi jakimiś rozruchami politycznymi. Na szczęście tu nic się takiego nie wydarzyło. Chcę tu zaznaczyć, że społeczeństwo powoli się zmienia, dorasta do demokracji, ale jest jeszcze długa droga do pokonania. Bowiem po okresie komunizmu wszędzie się ogłasza hasła demokracji, ale jest to zupełnie co innego niż my to rozumiemy - według mnie bardziej to przypomina jakąś formę feudalizmu z panami i właścicielami potężnych obszarów rozsianych w 18 prowincjach kraju. Z wielką nadzieją natomiast przyjęliśmy wizytę Papieża Benedykta XVI. Była to wizyta duszpasterska, taka wizyta ojca do swoich dzieci - misjonarzy, tak się to odczuwało. Ludzie bardzo się cieszyli, skandowali spontanicznie na ulicach Papa, Amigo, Angola esta contigo! Nie obeszło się też bez mocnych słów "Ojca", który wstawiał się z ludźmi biednymi, dziećmi oskarżanymi o czary. Papież mówił o sprawiedliwym podziale dóbr materialnych, bronił chrześcijańskiego wzorca rodziny przed rozwiązłością i powszechną tu poligamią. Słowem, Papież mówił o tych naszych codziennych rzeczach, które misjonarze głoszą w biednych glinianych kościołach, szkołach z patyków albo jak my, salezjanie, w naszych szkołach przygotowujących do zawodu czy też dla analfabetów.

Jakie wyzwania stoją przed misjonarzami?

- Jest jeszcze inny problem, można by rzec - antropologiczny. Mianowicie krytykuje się w ogóle działalność misyjną jako szkodliwą dla rozwoju rodzimych kultur afrykańskich. W czasie moich wędrówek do moich 15 kaplic codziennie spotykam się z problemem czarów, rzucanych uroków, wyrządzania sobie krzywdy. Nawet istnieje taki zawód kimbanda, jest to osoba, która wykonuje polecenia czarownika albo demona. Ludzie się boją tego wszystkiego. Istnieje też dobra rzecz w tutejszej kulturze, mianowicie dla Afrykańczyka cała natura ma jakiś wymiar duchowy, każda roślina, zwierzę, rzeka, góry, nawet najmniejszy robaczek jest tu po coś.

Moim zdaniem obecność misjonarzy jest tu bardzo potrzebna, aby się wzajemnie ubogacać i w ten sposób afrykańskiemu Słowu Bożemu, które wydawać by się mogło, że jest nieco inne niż nasze w Europie, lecz ma przecież tę samą funkcję - zbawienie człowieka. Nie da się przecież wszystkiego tak skopiować! Na koniec dodam jeszcze, że Kamerun i Angola to dwa najbardziej katolickie kraje w Afryce. Z bólem obserwujemy wiadomości, które pochodzą z innych krajów, gdzie mieszkają wyznawcy islamu, a pośród nich też wyznawcy Chrystusa, których przyszłość tak często nie jawi się w kolorze Afryki - zielonym. Kontemplujemy jednak Oblicze Zbawiciela pełne miłosierdzia i pokoju, sprawiedliwości i pokory, której nas uczył i zwyciężył. Bez przemocy!

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska